Dołącz do nas
na facebooku

Odwiedź nasz profil

Dołącz do nas
na YouTube

Odwiedź nasz kanał

Śledź nas
na Twitterze

Welcome!

Liban: Ubóstwo plagą chrześcijan. Dwa lata po wybuchu w porcie Bejrutu.

„Sytuacja sprawia, że chce się płakać, ale wciąż mamy nadzieję”

LibanZdj. ACN International / Georgette mieszka w skromnym mieszkaniu w Achrafieh, chrześcijańskiej dzielnicy Libanu.

Sześćdziesięcioletnia Georgette powinna cieszyć się z wygodnej emerytury. Zamiast tego wykonuje pracę, która nie pozwala jej nawet na pokrycie czynszu i jest w stanie przeżyć tylko dzięki pomocy charytatywnej. Jej sytuacja nie jest bynajmniej wyjątkiem. Dwa lata po wybuchu w porcie w Bejrucie dzięki projektom kościelnym, finansowanym przez Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN International), sprawy mają się nieco lepiej, a chrześcijanie mają nadzieję na lepszą przyszłość.

Georgette mieszka w skromnym mieszkaniu w Achrafieh, biednej chrześcijańskiej dzielnicy stolicy kraju. Do portu można stąd dojść pieszo w około 20 minut, lecz odległość ta nie zdołała uchronić dzielnicy przed skutkami wybuchu, który w 2020 roku wstrząsnął całym Bejrutem, zabijając kilkaset osób.

„Normalnie o tej porze bym drzemała, ale gdy usłyszałam pierwszy wybuch, rozmawiałam przez telefon; był on na tyle silny, że przesunął niektóre przedmioty” - mówi Georgette. Potem przyszedł drugi, który rozbił okna jej domu i sprawił, że „przefrunęła” przez pokój, wybijając sobie wszystkie dolne zęby. „Zaczęłam się modlić; myślałam, że to może być trzęsienie ziemi i byłam pewna, że umrę” - opowiadała grupie przedstawicieli krajowych biur PKWP, którzy przebywali niedawno w Libanie ze względu na wspierane tu projekty.

Kiedy minął początkowy szok, zaczęła się martwić o syna. Pracował on w sklepie z telefonami komórkowymi bardzo blisko portu. Na szczęście, jak dowiedziała się później, po pierwszym wybuchu miał on na tyle przytomności umysłu, by powiedzieć swojej jedynej wówczas klientce, starszej kobiecie, by położyła się na podłodze obok niego. Kolejny wybuch zrównał budynek z ziemią, ale oboje przeżyli.

Eksplozja w porcie była kolejną z serii tragedii, które dotknęły Liban w ostatnim czasie. Zaledwie kilka lat wcześniej kryzys finansowy sprawił, że funt libański gwałtownie stracił na wartości, tracąc dwudziestokrotnie w stosunku do dolara. Na to wszystko nałożyła się oczywiście pandemia Covid.

„Sytuacja sprawia, że chce się płakać” - mówi Georgette i dodaje: „Nie możemy sobie na nic pozwolić, ale pomimo to dziękujemy Bogu”.

LibanZdj. Dzięki uprzejmości księdza Samera Nassifa / Wybuch w porcie Bejrutu, 4.08.2020 r.

Sytuacja ekonomiczna, pogłębiona w ciągu ostatnich kilku lat przez ograniczenia i lockdowny spowodowane pandemią Covid-19, ma negatywny wpływ na struktury rodzinne. Georgette ma 60 lat i jest rozwiedziona. Jedna z jej dwóch córek również niedawno się rozwiodła i przeprowadziła się do niej. Pracy jest mało, ale Georgette znalazła ostatnio zatrudnienie przy podawaniu kawy w biurze. „Traktują mnie dobrze, ale nie płacą mi nic ekstra” - wyjaśnia. „Płacę 1,5 miliona funtów (50 dolarów) za dojazd do pracy, a zarabiam 2 miliony miesięcznie (67 dolarów). Co mogę zrobić?”.

Jej pensja nie wystarcza nawet na pokrycie miesięcznego czynszu, nie mówiąc już o innych podstawowych potrzebach. Mimo to modli się i mówi, że ostatecznie zawsze wszystko się udaje. „Czasami właściciel pozwala mi zapłacić później, czasami ludzie mi pomagają. Nie za każdym razem wiem, skąd pochodzi pomoc, ale zawsze ktoś pomaga” - mówi, krzyżując ręce i z trudem powstrzymując łzy.

Po wybuchu w porcie wolontariusze z duszpasterstwa uniwersyteckiego, które jest wspierane przez PKWP, chodzili od drzwi do drzwi, aby dowiedzieć się, czego ludzie potrzebują. Jedna z asystentek duchowych duszpasterstwa, siostra Raymunda, pomogła znaleźć Georgette dentystę, który za darmo naprawił jej zęby, a co dwa miesiące dostarczają jej pakiet żywnościowy. Jak mówi, jest to wielka pomoc, jednak kiedy żywność kończy się, często ogranicza się do jedzenia chleba z odrobiną oliwy z oliwek. Dawno już minęły czasy, kiedy na jej talerzu regularnie pojawiało się mięso i drób.

Niemniej jednak, kobieta jest pełna nadziei: „Jestem silna. Nawet kiedy zachoruję, nie zatrzymuję się, żeby odpocząć, trzymam się mocno. Nie chcę okazywać słabości i zawsze zachowuję pozytywne nastawienie”- mówi i dodaje z wiarą: „Bez nadziei nie ma życia. Kiedyś wszystko się poprawi”.

Georgette jest tylko jedną z wielu zubożałych chrześcijan w Libanie. Dzięki projektom finansowanym przez Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN International) wiele osób otrzymuje obecnie regularne wsparcie. Papieska organizacja charytatywna wspiera Kościół w Libanie od dziesięcioleci, ale od czasu kryzysu znacznie zwiększyła swoje fundusze.

Twój
koszyk

BRAK PRODUKTÓW