Jerozolima: chrześcijańskie szkoły w obliczu zagrożenia


10 marca 2026 roku izraelskie Ministerstwo Edukacji ogłosiło wstrzymanie wydawania pozwoleń na pracę dla palestyńskich nauczycieli z Zachodniego Brzegu w roku szkolnym 2026-2027. Decyzja ta dotyczy osób posiadających tzw. „zieloną kartę”. Jest to dokument administracyjny umożliwiający niektórym Palestyńczykom pracę lub przemieszczanie się na obszarach kontrolowanych przez Izrael.

W konsekwencji ponad 200 chrześcijańskich nauczycieli może stracić zatrudnienie i możliwość nauczania w jerozolimskich szkołach chrześcijańskich. Decyzja ta stanowi poważne zagrożenie dla funkcjonowania tych historycznych placówek oraz dla przyszłości edukacji chrześcijańskiej w Świętym Mieście.

Rosnąca presja na szkoły chrześcijańskie

Od kilku miesięcy chrześcijańskie szkoły w Jerozolimie znajdują się pod bezprecedensową presją.

6 lipca 2025 roku komisja edukacji Knesetu ostatecznie zatwierdziła projekt ustawy dotyczącej zatrudniania palestyńskich nauczycieli. Przepisy zakładają zakaz pracy w Izraelu i we Wschodniej Jerozolimie dla osób z dyplomami uzyskanymi na Zachodnim Brzegu. Według władz dyplomy te nie spełniają wymaganych standardów akademickich.

Już na początku bieżącego roku szkolnego 171 nauczycieli z Zachodniego Brzegu nie otrzymało niezbędnych zezwoleń na pracę. W odpowiedzi Sekretariat Generalny Szkół Chrześcijańskich ogłosił tygodniowy strajk we wszystkich szkołach chrześcijańskich w Jerozolimie. Domagano się uregulowania sytuacji oraz wydania wymaganych pozwoleń.

Nowe restrykcje od roku szkolnego 2026-2027

10 marca 2026 roku Ministerstwo Edukacji skierowało do dyrektorów szkół w Jerozolimie odpowiednie pismo. Zobowiązano ich do zatrudniania w kolejnym roku szkolnym wyłącznie nauczycieli mieszkających w mieście i posiadających izraelskie certyfikaty.

W praktyce oznacza to całkowite wstrzymanie wydawania pozwoleń na pracę dla nauczycieli z Zachodniego Brzegu posiadających „zieloną kartę”.

„Jeśli ta decyzja zostanie rzeczywiście wprowadzona w życie, nasze szkoły chrześcijańskie znajdą się w bardzo trudnej sytuacji, która zagrozi ich dalszemu funkcjonowaniu i może doprowadzić do utraty ich chrześcijańskiej misji” – ostrzegł przedstawiciel Sekretariatu Generalnego Szkół Chrześcijańskich w Ziemi Świętej w rozmowie z organizacją Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN), prosząc o zachowanie anonimowości.

Około 230 nauczycieli zagrożonych utratą pracy

Blisko 230 chrześcijańskich nauczycieli mieszkających na Zachodnim Brzegu i posiadających zielone karty pracuje obecnie w 15 szkołach chrześcijańskich w Jerozolimie.

„Oznaczałoby to średnio około 15 brakujących nauczycieli w każdej placówce, co spowoduje poważne zakłócenia w funkcjonowaniu szkół, zarówno dla uczniów, jak i kadry” – podkreślił przedstawiciel Sekretariatu.

Większość tych szkół powstała pod koniec XIX wieku i przez dziesięciolecia wykształciła setki tysięcy uczniów. Kształciły zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów, odgrywając istotną rolę społeczną, edukacyjną i międzyreligijną.

Ich misją było nie tylko nauczanie, ale także podtrzymywanie wiary i obecności chrześcijan w Jerozolimie.

„Problem polega na tym, że w samej Jerozolimie nie ma wystarczającej liczby chrześcijańskich nauczycieli, którzy mogliby ich zastąpić” – zaznaczył rozmówca. „W dłuższej perspektywie te ograniczenia mogą trwale osłabić chrześcijański charakter naszych instytucji oraz obecność chrześcijan w mieście”.

chrześcijańskie szkoły

Skutki społeczne i ekonomiczne dla rodzin

Większość zagrożonych nauczycieli pracuje w tych szkołach od wielu lat i otrzymuje stabilne wynagrodzenie. Utrata pracy oznaczałaby poważne trudności finansowe dla ich rodzin, zwłaszcza w kontekście trwającej wojny w Strefie Gazy i napiętej sytuacji w regionie.

Niektórzy mogą zostać zmuszeni do emigracji w poszukiwaniu lepszej przyszłości dla siebie i swoich dzieci.

„Kościół nie pozostawi ich samych w tych trudnych okolicznościach” – zapewnił przedstawiciel, dodając, że podejmowane są wszelkie możliwe działania, by prowadzić dialog z władzami izraelskimi, mimo że jest on bardzo trudny.

Szkoły zwróciły się również do odpowiednich instytucji prawnych. Lokalny Kościół utrzymuje stały kontakt ze Stolicą Apostolską oraz wpływowymi partnerami międzynarodowymi, apelując o zmianę decyzji izraelskiego rządu.

Apel o wsparcie i modlitwę

Zapytany o rolę organizacji PKWP, przedstawiciel podkreślił znaczenie nagłośnienia problemu na świecie:

„Konieczne jest informowanie opinii publicznej, aby prawda mogła zostać poznana. Jeśli decyzja wejdzie w życie, niezbędna będzie także pomoc finansowa dla rodzin pozbawionych dochodu. Wreszcie, trzeba modlić się za tych nauczycieli oraz za wszystkich chrześcijan w Jerozolimie i Ziemi Świętej. Modlitwa pozostaje kluczem do serca Boga Wszechmogącego w ziemi, którą On pobłogosławił i uświęcił.”

Ziemia Święta w cieniu nowej wojny. Chrześcijanie mówią: „Nigdy nie przeżyliśmy czegoś takiego”.

Kolejny cios dla stabilności regionu sprawia, że wielu chrześcijan w Ziemi Świętej zaczyna myśleć o wyjeździe. Mimo to misja Kościoła trwa nadal, przynosząc ludziom nadzieję i poczucie godności w ich codziennym życiu.

Dyrektor Biura Rozwoju Łacińskiego Patriarchatu Jerozolimy, George Akroush, przebywał w Monachium w Niemczech, gdy Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły najnowszą wojnę przeciwko Iranowi.

Po tym jak, w wyniku irańskich ataków odwetowych, odwołano wszystkie loty do Izraela, George rozpoczął wyczerpującą, 32-godzinną podróż powrotną. Wiodła ona z Monachium do Aten, następnie do Kairu, a stamtąd drogą lądową do Taby w Egipcie. Tam, wraz z tysiącami innych osób, wsiadł do autobusów zorganizowanych przez rząd izraelski, które zawiozły pasażerów na lotnisko Ben Guriona.

„To było naprawdę wyczerpujące i przerażające doświadczenie, ponieważ gdy dotarliśmy na teren lotniska Ben Guriona, ponownie rozległy się syreny alarmowe, a znajdowaliśmy się w jednym z najbardziej wrażliwych miejsc w Izraelu” – powiedział w rozmowie z organizacją Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN).

W końcu dotarł do swojego domu w Jerozolimie, gdzie jego żona i dzieci przez trzy dni żyły w ciągłym napięciu. Każdego dnia nieustannie rozbrzmiewały syrenach alarmu przeciwlotniczego.

„Staram się udawać przed dziećmi, że się nie boję, ale to najgorsze doświadczenie w moim życiu. Nigdy nie przeżyliśmy czegoś takiego” – mówi. Słowa te wypowiada człowiek, który bezpośrednio doświadczył już czternastu wojen w Ziemi Świętej.

Ziemia Święta: Rakiety nad chrześcijańskimi miejscowościami

Irańskie uderzenia odwetowe na Izrael całkowicie zaburzyły codzienne życie wszystkich mieszkańców, w tym także starożytnej wspólnoty chrześcijańskiej. Mieszkańcy Jerozolimy i jej okolic żyją pod stałym zagrożeniem rakietami. Niebezpieczeństwo stanowią także odłamki pocisków przechwytujących, które są wystrzeliwane, by je zniszczyć.

W czwartek rano odłamki spadły na Stare Miasto w Jerozolimie, gdzie znajduje się wiele kościołów, klasztorów i innych miejsc świętych, w tym także siedziba Łacińskiego Patriarchatu.

Pocisk, który uderzył w południowe miasto Beer Szewa, uszkodził wiele mieszkań, w tym należące do chrześcijańskiej rodziny – poinformował PKWP Wikariat św. Jakuba dla katolików języka hebrajskiego.

Na północy z kolei regiony Hajfy i Galilei znajdują się w zasięgu rakiet wystrzeliwanych z południowego Libanu przez milicje wspierane przez Iran. Paradoks polega na tym, że wiele wiosek po obu stronach granicy zamieszkują właśnie chrześcijanie.

Wstrzymana pomoc humanitarna

Wojna doprowadziła także do zamknięcia przejść granicznych z Zachodniego Brzegu do Izraela.

„180 tysięcy Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu miało pozwolenia na pracę w Izraelu. Po atakach z 7 października 2023 roku liczba ta spadła do 15 tysięcy. Niestety teraz nawet oni stracili dostęp do pracy, w tym nauczyciele i pracownicy pomocniczy w chrześcijańskich szkołach w Jerozolimie” – wyjaśnia George Akroush.

To poważny problem, ponieważ, jak dodaje, aż 40 procent nauczycieli i personelu pomocniczego w szkołach Patriarchatu codziennie dojeżdżało do pracy z Zachodniego Brzegu. Oficjalnie władze izraelskie tłumaczą zamknięcie przejść brakiem personelu do obsługi punktów kontrolnych. Wielu chrześcijan uważa jednak, że to jedynie pretekst.

„Moim zdaniem jest to sposób na wywieranie większej presji na społeczności palestyńskie. Widzimy przecież codzienne działania izraelskich żołnierzy na Zachodnim Brzegu, a nawet nagrania, na których wspierają ataki osadników na palestyńskie wioski i miasta. Wojsko jest wszędzie, ale gdy chodzi o umożliwienie ludziom przejazdu, nagle okazuje się, że brakuje ludzi.”

Podobną logikę zastosowano wobec Strefy Gazy. Pomimo obowiązującego zawieszenia broni, po rozpoczęciu wojny z Iranem całkowicie wstrzymano dostawy pilnej pomocy humanitarnej.

„Od soboty, 7 marca, do Gazy nie dotarł ani jeden transport pomocy humanitarnej – w tym leków, części zamiennych do szpitali czy nawet antybiotyków. Staramy się jak możemy pomagać jedynemu tamtejszemu chrześcijańskiemu szpitalowi, który znajduje się bardzo blisko kompleksu katolickiego, ale wszystkie kanały komunikacji z władzami zostały zamknięte. Słyszymy tylko, że wszyscy są teraz zaangażowani w działania wojenne.”

Sytuacja ta zmusiła Łaciński Patriarchat Jerozolimy do ponownego przemyślenia planów otwarcia jednej z chrześcijańskich szkół w Gazie.

„Byliśmy już gotowi ogłosić decyzję o ponownym otwarciu szkoły – najpierw dla 400 uczniów, potem 600, a w końcu 1000. Jednak w obliczu tej wojny nie wiemy, czy będziemy mogli zrealizować ten plan.”

ziemia święta

Nadzieja mimo rozpaczy

Po stopniowym wygaszaniu walk w Gazie około 300 osób opuściło katolicki kompleks. Przez ponad dwa lata znajdowały tam schronienie dzięki inicjatywom Patriarchatu. Około 200 osób nadal tam jednak mieszka, a ponadto prawie 50 osób z niepełnosprawnościami pozostaje pod opieką sióstr Misjonarek Miłości.

„Jego Błogosławioność patriarcha Pizzaballa zapewnił nas, że Kościół nigdy nie opuści najsłabszych wspólnot” – podkreśla Akroush.

Łaciński Patriarchat nadal angażuje się w pomoc chrześcijanom w całej Ziemi Świętej. Zatrudnia wielu pracowników w regionach objętych swoją działalnością, w tym 60 osób w Gazie. W regionie, w którym wielu chrześcijan utrzymuje się z turystyki, sytuacja staje się coraz trudniejsza. Perspektywa długotrwałej wojny z Iranem jest dla nich bardzo trudna do zniesienia.

„Chrześcijanie, którzy zainwestowali w sektor hotelarski i pielgrzymkowy, zaczynają popadać w rozpacz. Wydawało się, że sytuacja się poprawia, w najbliższych tygodniach miało nas odwiedzić pięć lub sześć dużych grup pielgrzymkowych. Jeśli jednak wojna będzie się przedłużać, wszystkie te wizyty zostaną odwołane.”

Coraz więcej osób myśli o wyjeździe, najpierw do Jordanii, a stamtąd o emigracji do krajów europejskich lub zachodnich.

„Nawet ci, którzy jeszcze nie są zdecydowani na emigrację, starają się zdobyć dokumenty pozwalające w razie potrzeby opuścić kraj.”

Mimo wszystko życie wciąż trwa. Organizacja PKWP od wielu lat wspiera Łaciński Patriarchat w licznych projektach. Szczególnie od początku obecnego kryzysu pomoc obejmuje wsparcie nadzwyczajne, programy tworzenia miejsc pracy, pakiety żywnościowe oraz inne inicjatywy.

George Akroush przypomina słowa patriarchy Pizzaballi, który często porównuje misję Kościoła w tych trudnych czasach do młota pneumatycznego powoli kruszącego twardą skałę.

„Każdy akt pomocy, każde stworzone miejsce pracy, każde dziecko wracające do szkoły i każda wsparta rodzina to kolejne małe pęknięcie w skale rozpaczy.”

„To absolutnie konieczne, aby wojna się zakończyła” – mówi proboszcz z Gazy

Choć po zawieszeniu broni zainteresowanie mediów osłabło, Strefa Gazy nadal zmaga się z głębokim kryzysem humanitarnym i zdrowotnym. Katolicki proboszcz Gazy, ks. Gabriel Romanelli, w rozmowie z organizacją Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) opisuje sytuację jako „bardzo poważną”, naznaczoną codziennym cierpieniem mieszkańców.

Sytuacja w całej Strefie Gazy pozostaje niezwykle trudna – podkreśla kapłan, apelując o modlitwę, działania na rzecz pokoju oraz materialne wsparcie dla ludności.

Choć masowe bombardowania ustały, przemoc wciąż trwa. „Bombardowania nadal mają miejsce, zwłaszcza za tzw. Żółtą Linią. Domy są niszczone, wciąż są zabici i ranni” – mówi ks. Romanelli. „Wojna się nie skończyła, nawet jeśli media sprawiają wrażenie, że jest inaczej.”

Tysiące ludzi nadal cierpi. Zamknięte granice, zniszczona infrastruktura wodna i elektryczna oraz skażona woda sprzyjają rozprzestrzenianiu się chorób. „To absolutnie konieczne, aby wojna się zakończyła” – podkreśla proboszcz. „2,3 miliona mieszkańców Gazy potrzebuje przynajmniej minimalnych warunków, by móc odbudować swoje życie. System szpitalny praktycznie przestał istnieć.”

Szczególnie dramatyczna jest sytuacja dzieci. Według danych UNICEF-u od początku zawieszenia broni zmarło ich już 100. „Nie były to zgony z przyczyn naturalnych” – zaznacza kapłan, wskazując na skutki bombardowań, zimno i skrajnie niehigieniczne warunki.

Większość mieszkańców żyje dziś w namiotach. „Lawinowo rośnie liczba chorób. Epidemie nasilają się z powodu braku ogrzewania, schronień i leków” – mówi ks. Romanelli. Ulewne deszcze powodują dodatkowo zawalenia się zniszczonych budynków; w jednym z nich zginęło pięciu członków rodziny nauczyciela pracującego w parafii.

Niezbędna pomoc humanitarna

W tej sytuacji pomoc humanitarna jest niezbędna. – Towary zaczęły napływać, ale dla ludzi bez środków finansowych pozostają niedostępne – wyjaśnia duchowny, dziękując Łacińskiemu Patriarchatowi Jerozolimy oraz międzynarodowym partnerom, w tym ACN, za realne wsparcie tysięcy rodzin.

Poważnie ucierpiała także edukacja. Spośród około 2250 uczniów katolickich szkół do nauki wróciło jedynie 162 dzieci. Ponieważ edukacja pozostaje znakiem nadziei, parafia wsparła dwie niezależne szkoły w dzielnicy Zeitoun, przekazując im podstawowe materiały szkolne.

Mimo ogromnych trudności życie duchowe pozostaje oparciem dla wspólnoty. – Sercem naszego życia zawsze pozostaje Pan obecny w Eucharystii – podkreśla ks. Gabriel Romanelli.

Zachęcamy do wsparcia naszej kampanii „Rozpal światło nadziei dla Strefy Gazy”.

POMÓŻ TERAZ

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990 z dopiskiem „Strefa Gazy”

Korzystając z serwisu Dotpay S.A przekaż ofiarę

POMÓŻ TERAZ

Nowe akty przemocy wobec chrześcijan na Zachodnim Brzegu

Kościelni hierarchowie stanowczo potępili kolejny brutalny atak na Taybeh – jedyne w całości chrześcijańskie miasto na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu.

28 lipca grupa ekstremistycznych izraelskich osadników wtargnęła do Taybeh, położonego na wschód od Ramallah, gdzie podpaliła kilka samochodów i pokryła ściany wrogimi, nienawistnymi napisami.

Eskalacja przemocy wobec chrześcijan na Zachodnim Brzegu

W oświadczeniu wydanym dzień później, 29 lipca, Patriarchowie i Zwierzchnicy Kościołów wyrazili „głębokie zaniepokojenie” eskalacją takich incydentów. Jak podkreślili:

„Podpalono kilka pojazdów, a ściany pokryto pełnymi nienawiści napisami – to jednoznaczny akt zastraszenia skierowany przeciwko pokojowej i wiernej wspólnocie, zakorzenionej w Ziemi Chrystusa.”

Ekstremiści podpalili także mury pochodzącego z V wieku Kościoła św. Jerzego, znajdującego się na wschodnich obrzeżach miasta – to ta sama świątynia, którą zaatakowali już wcześniej 7 lipca.

Liderzy Kościołów ostrzegają, że to nie są odosobnione zdarzenia.

„To bolesne wydarzenie nie jest odosobnione. Stanowi część niepokojącego wzorca przemocy ze strony osadników wobec społeczności na Zachodnim Brzegu – wobec ich domów, miejsc świętych i codziennego życia. Zaledwie kilka dni wcześniej osadnicy wtargnęli do Taybeh, wprowadzając bydło do centrum miasta. Zamaskowani napastnicy – niektórzy uzbrojeni, inni na koniach – szerzyli strach, zakłócając spokój mieszkańców. Ogień sięgnął murów starożytnego kościoła, będącego żywym świadectwem nieprzerwanej obecności chrześcijan w Ziemi Świętej.”

Według nich izraelska policja opisuje te ataki jedynie jako „uszkodzenia mienia”, co – jak zaznaczyli – „pomija szerszy kontekst systematycznego zastraszania i nadużyć.”

Duchowni wyrazili także sprzeciw wobec braku konsekwencji prawnych wobec sprawców:

„Jesteśmy głęboko zaniepokojeni panującą atmosferą bezkarności, która podważa rządy prawa i zagraża pokojowemu współistnieniu w Ziemi Zmartwychwstania. Brak odpowiedzialności nie tylko zagraża wspólnotom chrześcijańskim, ale też osłabia moralne i prawne fundamenty, które podtrzymują pokój i sprawiedliwość dla wszystkich.”

przemocy wobec chrześcijan

Atak na kościół św. Jerzego i reakcja lokalnej wspólnoty

Do wcześniejszego ataku na Kościół św. Jerzego doszło 7 lipca. Wówczas dziesięciu ekstremistów z pobliskich osiedli celowo wznieciło ogień w pobliżu cmentarza i samej świątyni.

Proboszcz parafii rzymskokatolickiej w Taybeh, ksiądz Bashar Fawadleh, tak opisał te wydarzenia organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN):

„Byliśmy bardzo zaskoczeni, gdy ponad dziesięciu uzbrojonych osadników zaatakowało ten bardzo święty i ważny kościół św. Jerzego – po arabsku Al-Khadr. Podpalili teren obok kościoła, który pochodzi z V wieku, oraz za cmentarzem. Byliśmy w szoku, ale ponad 20 młodych ludzi pobiegło ze mną na miejsce i udało nam się ugasić ogień, podczas gdy oni tylko stali z boku i patrzyli.”

Duchowny zaznaczył, że napięcia z osadnikami narastały już na długo przed ostatnimi atakami. Od momentu eskalacji przemocy z Taybeh wyjechało co najmniej dziesięć chrześcijańskich rodzin.

Ucieczka od lęku: młodzież z Ziemi Świętej na obozach finansowanych przez PKWP

Ponad 600 młodych ludzi z Ziemi Świętej mogło spędzić tydzień pełen radości i poczucia wolności. Było to możliwe dzięki zaangażowaniu lokalnego Kościoła oraz Pomocy Kościołowi w Potrzebie (ACN). W tym roku obozy miały szczególne znaczenie. W związku z eskalacją konfliktu między Izraelem a Iranem, codzienne życie młodych ludzi stało się jeszcze trudniejsze i bardziej stresujące.

Każdego roku Łaciński Patriarchat Jerozolimy organizuje obozy letnie dla młodych chrześcijan w Palestynie i Izraelu. Od początku wojny w Strefie Gazy ich znaczenie tylko wzrosło. Tegoroczna edycja, odbywająca się w cieniu otwartego konfliktu z Iranem w czerwcu, przyniosła dzieciom i młodzieży ogromną ulgę i wytchnienie.

Ojciec Louis Salman, duszpasterz młodzieży z ruchu „Youth of Jesus’ Homeland” (YJH), który działa na rzecz młodych chrześcijan na Zachodnim Brzegu, wspomina, jak wyglądał początek obozu, kiedy Iran rozpoczął atak rakietowy na Izrael.

– Rakiety zaczęły spadać dzień po rozpoczęciu obozu. Dzieci się bały, a ich rodzice dzwonili, prosząc, by je odesłać do domu. Przekonaliśmy ich jednak, żeby pozwolili dzieciom zostać – mówi o. Louis Salman w rozmowie z PKWP.

Jak podkreśla, była to słuszna decyzja. – Dostawaliśmy powiadomienia z sieci komórkowej na 10–15 minut przed każdym atakiem. Zbieraliśmy wtedy wszystkich w głównym pomieszczeniu, robiliśmy zabawy albo rozmawialiśmy o Jezusie – tak, by nie musieli patrzeć na rakiety przelatujące nad głowami. Lepiej, że byli z nami, bo tworzyliśmy wspólnotę, bawiliśmy się, pomagaliśmy im nie bać się. Ale to wciąż było bardzo dziwne przeżycie – dodaje kapłan.

Ruch YJH zorganizował pięć różnych obozów dla łącznie 500 młodych uczestników, podzielonych według grup wiekowych – w tym jeden dla młodych pracujących poniżej 22. roku życia. Formacja religijna jest ważną częścią programu, ale – jak zaznacza o. Salman – jeszcze ważniejsze jest to, że obozy dają młodym chrześcijanom z Zachodniego Brzegu namiastkę innego życia.

– To bardzo ważne, bo tam mogą „oddychać wolnością”. W domu nie mogą odwiedzać przyjaciół z powodu blokad i punktów kontrolnych. Dlatego tak bardzo potrzebują tego czasu – tłumaczy.

młodzież z Ziemi Świętej

„Mogą znowu być dziećmi!”

W tym samym czasie odbywają się również inne obozy dla młodych katolików mówiących po hebrajsku, którzy zmagają się z zupełnie innymi problemami. Monika Faes, świecka koordynatorka duszpasterska wikariatu św. Jakuba, opowiedziała PKWP, jak ważne są te wyjazdy dla dzieci z jej wspólnoty.

– Większość dzieci, które jadą na obozy, to migranci bez dokumentów. Już teraz żyją w ciągłym strachu przed deportacją, a niedawno spędzili 12 dni w schronach. Wyjazd na obóz, gdzie mamy podejście uwzględniające traumę, to dla nich możliwość po prostu bycia dziećmi – mówi Faes.

– Praca, którą wykonujemy w ciągu roku w ramach katechezy, jest kontynuowana także podczas obozów. Otrzymaliśmy niezwykle poruszające opinie. Niektóre dzieci mówiły, jak bardzo ważne było dla nich to, że mogły się zbliżyć do Boga i być razem z duszpasterzami. To dla nich ogromne wsparcie – dodaje. – Są mniejszością – jako osoby bez dokumentów często czują, że nie przynależą. A do tego są mniejszością jako chrześcijanie. Te obozy dają im siłę, by nadal iść z Jezusem.

Mimo że obozy te organizowane są dla zupełnie różnych społeczności, mierzących się z odmiennymi problemami, zarówno Monika Faes, jak i o. Louis Salman zgodnie podkreślają, że bez wsparcia finansowego PKWP nie byłyby one możliwe.

– Ta pomoc jest nie do przecenienia. Rodzice bardzo się starają, ciężko pracują, ale nie są w stanie pokryć pełnych kosztów uczestnictwa dzieci w obozach. Różnicę zawsze pokrywa wikariat, a my jesteśmy naprawdę małą wspólnotą. Dlatego jesteśmy PKWP ogromnie wdzięczni – podsumowuje Monika Faes.

młodzież z Ziemi Świętej