Katechiści podtrzymują wiarę wśród ofiar terroryzmu w Mozambiku

Niektóre parafie w północnym Mozambiku obejmują setki wspólnot, do których księża i osoby konsekrowane nie są w stanie dotrzeć. To właśnie katechiści często znajdują się na pierwszej linii Kościoła w najtrudniejszych regionach i okolicznościach.

Około 300 rodzin żyje w ciężkich warunkach w obozie przesiedleńczym Ntele w prowincji Cabo Delgado w Mozambiku. Trafili tam, uciekając przed przemocą, która od ponad ośmiu lat nęka część regionu dotkniętego dżihadystyczną rebelią. W rezultacie ludzie ci noszą w sobie głęboką traumę doświadczenia brutalnych ataków oraz utraty bliskich, przyjaciół i krewnych.

Wielu z nich to chrześcijanie, jednak z powodu przeciążenia duchowieństwa w diecezji ich wiara podtrzymywana jest dzięki pracy katechistów, takich jak 29-letni Adérito Monteiro.

katechiści w mozambiku

Tam, gdzie nie docierają kapłani

To ludzie, którzy widzieli, jak ich synowie, matki, mężowie i krewni byli ścinani, a inni porywani przez grupy dżihadystyczne. Zostali zmuszeni do porzucenia wszystkiego: domów, pól uprawnych i całego dobytku, a następnie przesiedleni tutaj – mówi Adérito Monteiro w rozmowie z PKWP.

Pośród prowizorycznych domów i szałasów w Ntele wyróżnia się kaplica św. Antoniego. Zbudowana z naturalnych i odzyskanych materiałów, w tym ze starych worków USAID, chroniących przed deszczem i słońcem. Jest większa od okolicznych zabudowań. Nad nią góruje duży krzyż złożony z dwóch gałęzi.

„To właśnie tutaj katechiści spotykają się, by planować swoją posługę. Jedni nauczają podstaw wiary, inni przygotowują grupy do chrztu lub bierzmowania, lecz wszystkich łączy ten sam cel” – podkreśla Adérito Monteiro: „Pośród horroru i traumy staramy się na nowo rozpalić płomień nadziei, że Chrystus żyje i że Chrystus jest z nami.”

Braki, które nie gaszą wiary

Rodzinom w obozie Ntele brakuje niemal wszystkiego. Przede wszystkim zmagają się z brakiem żywności, wody i opieki medycznej, a ponadto niedostatki dotyczą także materiałów katechetycznych.

Nie mamy wystarczającej liczby podręczników dla katechistów, więc z jednej książki korzysta dwóch lub trzech z nas. Jeden używa jej rano, drugi po południu. To tylko jedna z wielu trudności, z jakimi się mierzymy – wyjaśnia.

Kolejnym problemem jest niedobór kapłanów, co oznacza jeszcze większe obciążenie dla katechistów.

Nasza parafia składa się z 17 rejonów, a każdy z nich może obejmować ponad pięć wspólnot. Jedna parafia ma więc wiele wspólnot, a czasem tylko dwóch księży, którzy nie są w stanie dotrzeć wszędzie. Wtedy wkraczamy my, idziemy tam, gdzie oni nie mogą dotrzeć – mówi Adérito Monteiro.

Pośród ogromu cierpienia, traumy i przemocy hojność oraz zaangażowanie katechistów stają się znakami nadziei i bliskości. Dlatego w imieniu swoim oraz wszystkich współpracowników Adérito Monteiro kieruje słowa do dobroczyńców PKWP:

Dziękujemy wszystkim, którzy robią, co mogą, aby wspierać nas w pomocy naszym wspólnotom i wiernym w Cabo Delgado. Prosimy, abyście nadal modlili się za nas, za misję katechistów. Módlcie się o pokój w Cabo Delgado i o pokój w całym Mozambiku.

Nigeria: Katechista wybacza napastnikowi

Pomimo wielu ataków, w tym jednej próby zabójstwa, katechista Yahaya i jego rodzina zdecydowali się pozostać w Sokoto, aby kontynuować swoją posługę na rzecz Kościoła.

19 kwietnia 2023 r., około godziny 3 nad ranem, trzech uzbrojonych mężczyzn sforsowało ogrodzenie posesji Tobiasa Yahayi, położonej w pobliżu katedry Świętej Rodziny w Sokoto, w północno-zachodniej Nigerii. Dwudziestosześcioletni katechista obudził się, słysząc intruzów.

„W takiej chwili człowiek myśli o wielu rzeczach, bo gdyby weszli do środka i zastali mnie z żoną oraz czwórką dzieci, tylko Bóg wie, co mogłoby się stać” – mówi w rozmowie z organizacją Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN). „Zdecydowałem się wyjść na zewnątrz”.

Przywódca napastników, Ibrahim, ugodził go nożem w klatkę piersiową.

„Upadłem na ziemię i zacząłem krwawić” – wspomina Yahaya. „Pozostali dwaj uciekli, myśląc, że wykonali zadanie”.

Ibrahim jednak został i próbował dźgnąć go ponownie, gdy katechista próbował wstać. „Tym razem chwyciłem nóż” – opowiada – „ale on go wykręcił, poważnie raniąc mi dłonie. Musiałem puścić, jednak zdołałem go objąć, żeby nie mógł ponownie użyć broni”.

W tym czasie żona Yahayi zaczęła krzyczeć, alarmując sąsiadów, którym udało się obezwładnić napastnika. Utrata krwi była tak duża, że katechista stracił przytomność. Gdy ją odzyskał po około 24 godzinach, leżał w szpitalnym łóżku tuż obok Ibrahima, który również był leczony z powodu odniesionych obrażeń.

„Zapytałem go: dlaczego chciałeś mnie zabić?” – wspomina Yahaya. „Ibrahim nie potrafił odpowiedzieć. Płakał. Ludzie wokół mnie pytali: ‘Dlaczego z nim rozmawiasz? Skup się na swoim zdrowiu’. A ja po prostu chciałem poznać powód, dla którego chciał odebrać mi życie”.

W końcu dowiedział się, że Ibrahim i jego towarzysze, którzy dotąd nie zostali schwytani, obawiali się wpływu, jaki katechista wywiera na młodzież w okolicy, gdzie 90% mieszkańców to muzułmanie. Nie był to pierwszy raz, kiedy Yahaya spotkał się z wrogością z powodu swojej chrześcijańskiej posługi.

Katechista

Żywe świadectwo

W Nigerii posługa katechisty jest czymś znacznie większym niż tylko prowadzeniem katechezy niedzielnej. Katechiści przechodzą długie szkolenie i są oficjalnie posyłani do pracy duszpasterskiej. Yahaya został posłany dziewięć lat temu przez ówczesnego biskupa diecezji Sokoto, Kevina Aje. Katechiści organizują chrzty, rozdają Komunię świętą i prowadzą nabożeństwa, gdy brakuje kapłanów.

Praca Yahayi przyczynia się do rozwoju Kościoła w Sokoto. „W zeszłą Wielkanoc w naszej parafii zostało bierzmowanych 100 dzieci” – mówi PKWP.

Jednak najważniejsze świadectwo, jakie dał swojej wspólnocie, pojawiło się podczas rozprawy sądowej. Gdy sędzia skazał Ibrahima na rok więzienia, Yahaya zabrał głos.

„Zapytałem muzułmańskiego sędziego: Czy mogę przytulić Ibrahima?” – wspomina. „Na twarzach wszystkich na sali pojawiło się niedowierzanie”.

Sędzia zezwolił. „Przytuliłem go, uścisnąłem mu dłoń i powiedziałem: Przebaczam ci” – opowiada katechista. „On nie potrafił nic powiedzieć, ale widziałem łzy spływające po jego policzkach. Powtórzyłem jeszcze raz: Przebaczam ci”.

Po powrocie do domu rodzina Yahayi stanęła przed pytaniem, co dalej.

„Zastanawialiśmy się: Co Bóg chce nam przez to powiedzieć? Bo to nie był pierwszy atak” – mówi. „Wciąż pragnę kontynuować moją pracę jako katechista. Żona mnie wspierała, mama mnie wspierała. Były modlitwy, rozmowy z biskupem, księżmi i wieloma innymi osobami”.

„Wśród wszystkich rad najbardziej zapadły mi w pamięć słowa mojej mamy, która nigdy nie chodziła do szkoły: Miejsce, w którym Bóg chce, byśmy byli, może nie być wygodne ani zgodne z naszymi upodobaniami, ale to tam znajdziemy prawdziwe szczęście. Myślę, że miała rację”.

Yahaya kontynuuje swoją posługę, umocniony słowami św. Pawła z Drugiego Listu do Koryntian:

„Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu;
żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy;
prześladowani, ale nie opuszczeni;
powaleni, ale nie zgładzeni.
Nosimy nieustannie w ciele konanie Jezusa,
aby również życie Jezusa objawiło się w naszym ciele.”

Islandia: biskup na północnej granicy Kościoła

Biskup David Tencer od ponad dwudziestu lat pełni posługę misyjną na Islandii, tam gdzie Ocean Atlantycki styka się z Arktyką. Od 2015 roku ten uśmiechnięty słowacki kapucyn kieruje najbardziej na północ wysuniętą diecezją w Europie. Podczas wizyty w siedzibie Pomocy Kościołowi w Potrzebie (ACN) udowodnił, że jego poczucie humoru dorównuje wyzwaniom, jakie niesie ze sobą jego misja.

Diecezja Reykjavíku powstała w 1968 roku, aby otoczyć opieką zaledwie tysiąc katolików na obszarze wielkości Korei Południowej. Dziś, według oficjalnych danych, liczy 15 500 wiernych. Jednak biskup jest przekonany, że w rzeczywistości katolików może być nawet około 50 000.

Kościół migrantów

Większość wiernych w Islandii pochodzi z Polski, Litwy, Filipin i Ameryki Łacińskiej. Bariera językowa to tylko jedno z wyzwań. W niedziele Msze święte sprawowane są w pięciu językach: islandzkim, polskim, angielskim, hiszpańskim i litewskim. „Naszym wspólnym językiem jest wiara. Wierzymy w to samo. Kościół jest naszą matką” – podkreśla bp Tencer. „Ludzie przyjeżdżają tu do pracy, aby dobrze zarobić, ale co z ich wiarą? To nasza odpowiedzialność, aby im w tym towarzyszyć. Liturgia różni się w poszczególnych krajach, lecz wiara jest ta sama. To nas jednoczy”.

„W 2023 roku mieliśmy 150 chrztów, 200 bierzmowań i tylko 14 pogrzebów. To pokazuje, że nasz Kościół jest najbardziej dynamiczny w Europie” – mówi biskup z dumą, dodając jednak: „To nie nasza zasługa, Bóg sam przysyła do nas tych ludzi”. Kościół na Islandii to Kościół zrodzony z migracji, wspólnota, która jest przede wszystkim mozaiką kultur.

Islandia

Klimat, który kształtuje charaktery

Wyzwania duszpasterskie są ogromne: 18 księży i kilka sióstr zakonnych posługuje w kraju, którego drogi przez długie miesiące zimy bywają praktycznie nieprzejezdne. Dlatego PKWP od lat wspiera diecezję, zapewniając niezawodne pojazdy, dzięki którym duchowni mogą docierać do odległych wspólnot.

„Nie wystarczy znać teologię. Trzeba umieć prowadzić samochód w czasie burzy, planować podróże do wiosek oddalonych o setki kilometrów, a czasem po prostu zostać w domu, gdy arktyczne wichry, śnieg i ulewne deszcze odbierają siły apostolskie” – opowiada bp Tencer.

„Nie można stwierdzić, czy ktoś nadaje się na misjonarza tutaj, zanim nie przeżyje dwóch, trzech zim” – dodaje. Sam z uśmiechem przyznaje: „Zamieniłem gitarę na ukulele – zajmuje mniej miejsca i mieści się w kieszeni, łatwiej je zabrać w drogę przez śniegi”. Poczucie humoru bywa tu niezastąpione, a muzyka – zawsze wiernym towarzyszem.

Przybysze z południa szybko przekonują się, jak ogromny wpływ na samopoczucie ma światło. Zimą słońce świeci zaledwie kilka godzin dziennie, a latem praktycznie w ogóle nie zapada noc. „Są kultury bardziej ekspansywne” – mówi biskup. – „Na Sycylii przytulą cię tylko dlatego, że nosisz habit kapucyński. Tu raczej pytają, czy jestem mnichem buddyjskim albo muzułmaninem. W Albanii po trzech godzinach znałem już trzy piosenki. W Islandii po trzech latach – ani jednej”. Surowy klimat i izolacja ukształtowały tu kulturę bardziej powściągliwą i samodzielną. „To nie jest lepsze ani gorsze – po prostu inne. I konieczne, by przetrwać”.

Islandia

Pomiędzy turystami a owcami

Islandię odwiedza rocznie około trzech milionów turystów – niemal ośmiokrotnie więcej niż wynosi liczba mieszkańców. Bywa, że sklepy pustoszeją, a kaplica dla 50 osób nagle zapełnia się setkami wiernych, gdy w porcie zacumuje statek wycieczkowy z dwoma tysiącami pasażerów. „Oczywiście troszczymy się o turystów, ale moja prawdziwa misja to ci, którzy tu żyją. To oni są moją owczarnią” – podkreśla biskup.

W kraju lodowców i wulkanów bp Tencer głosi Ewangelię pod hasłem: „Kochając naszą lodową ziemię”. Wyzwanie stanowi także głęboka świeckość Islandii, która sprawia, że sama obecność Kościoła nie wystarcza – trzeba umieć świadczyć i tłumaczyć swoją wiarę.

Katedra w Reykjavíku w 2029 roku będzie obchodziła swoje stulecie. Świadomy wagi tego jubileuszu, bp Tencer wraz z pomocą PKWP już dziś przygotowuje się do tego wydarzenia.

Cudem ocalona. Historia Sofii z Iraku

Brutalnie prześladowana za swoją wiarę, Sofia odnalazła pociechę w Bogu i siłę, by przebaczyć tym, którzy zmusili ją do ucieczki z ojczyzny i wielokrotnie próbowali odebrać jej życie.

6 sierpnia 2014 roku setki tysięcy chrześcijan z Iraku musiało zostawić wszystko i uciekać, gdy bojownicy tzw. Państwa Islamskiego zajęli miejscowości na Równinie Niniwy. Wśród nich była 12-letnia wówczas Sofia. Ogromny strach i niepewność towarzyszyły jej rodzinie, gdy opuszczali dom, nie wiedząc dokąd trafią.

– Nie zabraliśmy niczego. Nie było na to czasu, nie wiedzieliśmy, co się wydarzy. Mieliśmy tylko paszporty. Niektórzy po drodze zostali porwani – głównie kobiety i dzieci. Z Bożej łaski ja i moja rodzina uciekliśmy, ale nasz dom spalono, wszystko przepadło – wspomina Sofia w dokumencie „Your faithfulness”, zrealizowanym przez Sarę Isabel jako projekt uniwersytecki w Portugalii.

Rodzina przeniosła się do Syrii, lecz tam również doświadczyli prześladowań. – Wiedzieli, że chrześcijanie gromadzą się w niedziele, dlatego bombardowali kościoły – opowiada Sofia.

Cud ocalenia w syryjskim kościele

Pewnego dnia, gdy szykowała się na Mszę, ostrzeżono ich, by szybko się ukryli. Było jednak za późno – pocisk uderzył tuż przy wejściu do kościoła. – Wszystko eksplodowało, nic nie słyszałam ani nie widziałam. Myślałam, że nie żyję. Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam odłamki witraży, które przelatywały tuż obok mnie, nie dotykając mojego ciała. To był cud – mówi. Jej rodzeństwo, stojące obok, również wyszło bez najmniejszego zadrapania.

W końcu rodzina dotarła do Anglii, gdzie znalazła spokój i bezpieczeństwo. Jednak Bóg przygotował dla Sofii coś jeszcze. W 2023 roku, przed Światowymi Dniami Młodzieży, zgłosiła się do grupy tanecznej Ensemble 23, która miała wystąpić podczas najważniejszych wydarzeń. Ku swojemu zaskoczeniu została przyjęta.

– To był najpiękniejszy dar od Boga. Spotkałam młodych ludzi z całego świata, razem mogliśmy przekazywać Boże przesłanie. Widzieliśmy łzy i poruszenie na twarzach ludzi, których dotknęło nasze świadectwo – wspomina.

cudem ocalona

Spotkanie, które odmieniło serce

Najbardziej niezwykły moment nastąpił wtedy, gdy papież Franciszek podszedł do grupy tancerzy i pobłogosławił ich. – Kiedy położył rękę na mojej głowie, rozpłakałam się. Po wszystkim, co przeszłam – po ucieczkach, zamachach, groźbie gwałtu, porwania i śmierci – dotyk Ojca Świętego był delikatniejszy niż cokolwiek na tym świecie.

Na zakończenie Sofia wypowiedziała słowa, które głęboko poruszają:
– Przebaczam. Wszystkim, którzy mnie skrzywdzili. Miłość Boga jest większa niż jakiekolwiek zło. Jeśli Jezus umarł na krzyżu i przebaczył, to kim ja jestem, by nie przebaczyć?

Dzięki wsparciu organizacji takich jak Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN), wielu chrześcijan mogło wrócić do swoich wiosek, odbudować domy i na nowo podjąć życie w swojej ojczyźnie.

Nigeria: Uwolniono porwanego księdza Alfonsusa Afinę

Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) z radością ogłasza uwolnienie księdza Alfonsusa Afina. Kapłan diecezji Maiduguri w Nigerii został uprowadzony 1 czerwca 2025 roku przez uzbrojonych bojowników i spędził 51 dni w niewoli. Informację o jego uwolnieniu, wraz z dziesięcioma kobietami przetrzymywanymi razem z nim, potwierdziły PKWP lokalne źródła kościelne.

W rozmowie z PKWP bp John Bakeni, biskup pomocniczy diecezji Maiduguri, podziękował za modlitwę i solidarność darczyńców. Podkreślił, że ich wsparcie było szczególnie ważne w czasie porwania księdza Afina:

Pragnę podziękować wszystkim naszym przyjaciołom i darczyńcom z PKWP za modlitwy i wsparcie dla diecezji katolickiej w Maiduguri, szczególnie w tym trudnym czasie porwania księdza Afina. Ku chwale Boga, ksiądz Afina został wczoraj uwolniony wraz z dziesięcioma kobietami około godziny 16:00. Przejęliśmy go pod naszą opiekę i został nam oficjalnie przekazany około godziny 23:30 – powiedział biskup.

Opisując stan zdrowia księdza Afina po uwolnieniu, bp Bakeni dodał:

Ksiądz wygląda na nieco osłabionego i zmęczonego, ale ogólnie jego stan zdrowia jest dobry, również pod względem emocjonalnym. Organizujemy obecnie badania lekarskie i czas odpoczynku, a dziś planujemy jego spotkanie z matką i rodziną.

Biskup podkreślił, że uwolnienie księdza należy traktować jako prawdziwy cud, wyproszony dzięki modlitwie i wstawiennictwu Matki Bożej. Niestety nie każde porwanie w tym regionie kończy się szczęśliwie. Zaznaczył też, jak niebezpieczne i nieprzewidywalne jest prowadzenie rozmów z uzbrojonymi grupami, co czyni ten finał jeszcze bardziej niezwykłym.

Uwolnienie księdza Afina ma miejsce w kontekście trwającej przemocy w północnej Nigerii, gdzie akty ekstremizmu, porwań i ataków są codziennością.

Pomoc Kościołowi w Potrzebie dziękuje Bogu za bezpieczny powrót księdza Afina oraz uwolnionych z nim kobiet. Zachęca także do modlitwy o pokój i uzdrowienie dla Nigerii. Organizacja nieustannie wspiera lokalny Kościół w tym regionie, niosąc pomoc duszpasterską, psychologiczną oraz wspierając odbudowę wspólnot zniszczonych przez prześladowania.

 

Ks. Alphonsus Afina – świadectwo

MOJE DOŚWIADCZENIE NIEWOLI

Jechałem z Mubi (stan Adamawa, Nigeria) do Maiduguri (stan Borno) na warsztaty JDPC
1 czerwca 2025 r. wraz z 2 innymi pracownikami, którzy uczestniczyli w tych samych warsztatach. Po 3 godzinach podróży, tuż za wojskowym punktem kontrolnym w Limankara, natknęliśmy się na ładunek wybuchowy. Natychmiast po wybuchu usłyszeliśmy strzały. Uzbrojeni mężczyźni wyszli z przydrożnych krzaków, strzelając do nas. W zamieszaniu porzuciłem swój pojazd na drodze i uciekłem do tyłu. Inne pojazdy transportu publicznego również zostały porzucone na drodze, a pasażerowie i kierowcy rozbiegli się we wszystkich kierunkach. Biegłem przez kilka minut w kierunku wojskowego punktu kontrolnego, który minąłem wcześniej. Inne pojazdy, które były daleko za nami, zawróciły i wjechały w wymianę ognia między wojskiem a uzbrojonymi mężczyznami.

Uzbrojeni mężczyźni przyjechali za nami na motocyklach. Podeszli do mnie i poprosili, żebym się zatrzymał, celując we mnie bronią. Zatrzymałem się i podniosłem ręce do góry w geście poddania. Odebrali mi dwa telefony i zażądali hasła. Pokazałem im wzór odblokowania. Zabrali mi zegarek, przeszukali kieszenie i zabrali gotówkę. Kazali mi wejść na motocykl. Wspiąłem się i usiadłem między kierowcą a innym uzbrojonym mężczyzną. Zabrali mnie z powrotem do mojego pojazdu, który był już zdewastowany. Splądrowali samochód i zabrali wszystkie znajdujące się w nim przedmioty. Najważniejszymi rzeczami zabranymi z pojazdu były torby bagażowe zawierające odzież, buty, rzeczy osobiste, gotówkę, pudełko na msze i mszał rzymski, router, 3 laptopy (mój i 2 laptopy pracowników) oraz akcesoria do laptopów (zewnętrzny dysk twardy 1 TB, bezprzewodowa klawiatura / mysz, 2 power banki) itp.

Po dotarciu do pojazdu uzbrojeni mężczyźni zaczęli mnie bić, w wyniku czego doznałem urazu oka, a krew spływała mi z twarzy do oka i po ramieniu. Moje oko było spuchnięte i wypływał z niego płyn przez 3 tygodnie.

Jeden z uzbrojonych mężczyzn wywiózł mój samochód w busz do podnóża góry Gwoza wraz z trzema innymi pojazdami, w których znajdowali się jeńcy. Jeden z uzbrojonych mężczyzn prowadził mój samochód, a inny uzbrojony mężczyzna siedział na przednim siedzeniu, podczas gdy dwóch jeńców i ja siedzieliśmy na tylnym siedzeniu. Inni uzbrojeni mężczyźni siedzieli na bagażniku pojazdu, gdy jechaliśmy do podnóża góry. U podnóża góry uzbrojeni mężczyźni mieli kolejną wymianę ognia z wojskiem, po czym pojazdy zostały podpalone.

Aby uniknąć postrzału podczas strzelaniny i zapewnić nam bezpieczeństwo, niektórzy z uzbrojonych mężczyzn szybko zabrali nas na górę. Tego dnia 14 z nas zostało wziętych do niewoli, inni uciekli, a jeszcze inni zostali zabici (wśród zabitych był jeden z naszych pracowników). Podczas niewoli spałem w tym samym pokoju z 4 innymi jeńcami, których pilnowali uzbrojeni mężczyźni.

Po 3 tygodniach mojej niewoli miała miejsce operacja wojskowa z nalotami i bombardowaniem artyleryjskim miejsca, w którym byliśmy przetrzymywani. Od tego czasu trudno mi było zasnąć ze strachu przed śmiercią. Sytuacja ta trwa nadal, gdy piszę te słowa.

Po moim powrocie do diecezji po zwolnieniu 21 lipca 2025 r., około godziny 17:00, katolicka diecezja Maiduguri zabrała mnie do szpitala na badania lekarskie. Obecnie biorę leki na różne choroby i będę używać okularów w oczekiwaniu na operację oczu z powodu obrażeń, których doznałem podczas pojmania.

Jestem wdzięczny wszystkim naszym partnerom, kapłanom diecezjalnym Maiduguri, diecezji Fairbanks na Alasce, przyjaciołom, wszystkim życzliwym na całym świecie i tym, którzy przyczynili się do mojego uwolnienia. Odczułem skutki modlitw ofiarowanych za mnie na całym świecie w sposobie, w jaki uzbrojeni ludzie (Jama’at Ahl al Sunna li Da’awa wal Jihad „JASDJ”) potraktowali mnie później.

Jestem przede wszystkim wdzięczny Bogu za to, że oszczędził moje życie w tym przerażającym doświadczeniu.

 

30 lipca 2025

Ks. Alphonsus Afina

Katolicka diecezja Maiduguri, Nigeria