Pomoc humanitarna w Debel i strefie przygranicznej

Debel to chrześcijańska miejscowość położona na południu Libanu, w pobliżu granicy z Izraelem. Znajduje się ona w obszarze szczególnie dotkniętym działaniami wojennymi i ograniczeniami związanymi z konfliktem w południowym Libanie. Mieszkańcy Debel należą głównie do wspólnot chrześcijańskich żyjących na tych terenach od pokoleń. Większość z nich utrzymuje się z pracy na roli.

W kwietniu br Debel stała się symbolem cierpienia chrześcijan żyjących w strefie przygranicznej. Światowe media obiegły zdjęcia przedstawiające zbezczeszczenie przydrożnego krzyża i figury Chrystusa znajdujących się na prywatnej posesji jednej z rodzin. Fotografie przedstawiające izraelskiego żołnierza niszczącego figurę Chrystusa wywołały międzynarodowe poruszenie i falę potępienia.

Miejscowy proboszcz, ojciec Fadi Felefli, podkreślał, że dla mieszkańców nie był to jedynie akt wandalizmu. Było to bolesne uderzenie w symbole ich wiary i chrześcijańskiej tożsamości.

W odpowiedzi na te wydarzenia włoski kontyngent sił pokojowych UNIFIL przekazał mieszkańcom nowy krzyż i figurę Chrystusa. Uroczystość przekazania oraz poświęcenia nowego krzyża odbyła się w obecności mieszkańców, duchowieństwa oraz Nuncjusza Apostolskiego abp. Paolo Borgia. Szczególnym symbolem stał się moment, gdy włoscy żołnierze nieśli nowy krucyfiks do miejscowego kościoła, gdzie został on pokazany wspólnocie, a następnie ustawiony w miejscu zniszczonego wcześniej krzyża. Wydarzenie to było odbierane przez mieszkańców jako znak solidarności, nadziei i pamięci o cierpiących chrześcijanach południowego Libanu.

Debel potrzebuje wsparcia

Pomimo tragicznej sytuacji część mieszkańców pozostała na południu Libanu. Są to głównie chrześcijanie, którzy nie zdecydowali się opuścić swoich domów i ziemi. Obecnie mierzą się oni z ogromnymi problemami logistycznymi i ekonomicznymi. Dostarczanie pomocy humanitarnej do miejscowości jest bardzo utrudnione. Konwoje organizowane m.in. przez nuncjaturę apostolską oraz organizacje pomocowe docierają tam sporadycznie, a kiedy już przyjeżdżają, obejmują przede wszystkim najbardziej podstawowe produkty.

Sytuacja wskazuje jednak na to, że kryzys może potrwać dłużej. Dlatego pomoc nie może ograniczać się wyłącznie do jednorazowego dostarczania żywności. Mieszkańcy potrzebują również podstawowych środków umożliwiających codzienne funkcjonowanie. Jednym z najważniejszych elementów kampanii PKWP jest zapewnienie rodzinom butli gazowych. Dzięki nim możliwe jest przygotowywanie posiłków i funkcjonowanie rodzin w codziennym życiu. Dzięki Państwa pomocy 80 rodzin otrzymało butle z gazem, na których mogą codziennie przygotować gorący posiłek.

Drugim filarem kampanii jest wsparcie duchowieństwa pozostającego na miejscu. Obecnie trzech księży nadal opiekuje się wspólnotą chrześcijańską w tej strefie. Pomoc realizowana jest m.in. poprzez przekazywanie intencji mszalnych. Dzięki nim kapłani mogą kontynuować posługę duszpasterską oraz wspierać mieszkańców pozostających w bardzo trudnej sytuacji materialnej.

Jak pomagamy mieszkańcom południowego Libanu

Podczas wizyty w Libanie pod koniec kwietnia dyrektor PKWP, ks. dr hab. Jan Witold Żelazny, przekazał na ręce o. Jeana Younesa – przełożonego wspólnoty maronickich misjonarzy – pierwszą część wsparcia finansowego przeznaczonego na pomoc chrześcijanom mieszkającym na południu Libanu. Misjonarze ci opiekują się parafiami znajdującymi się na terenach szczególnie dotkniętych skutkami konfliktu i od początku wojny angażują się w pomoc lokalnym rodzinom oraz uchodźcom.

Podobnych miejscowości w strefie przygranicznej jest kilka i planowane jest rozszerzenie działań również na kolejne chrześcijańskie wspólnoty znajdujące się za tzw. „żółtą linią”. Są to tereny o bardzo ograniczonym dostępie, gdzie poruszanie się wymaga specjalnych zezwoleń, a kontakt z mieszkańcami pozostaje utrudniony.

Pomoc kierowana do tych miejsc ma nie tylko wymiar humanitarny, ale również symboliczny. Jest świadectwem solidarności z chrześcijanami, którzy pomimo wojny i izolacji zdecydowali się pozostać na swojej ziemi i trwać przy swojej wierze.

Naloty na Bejrut: mieszkańcy mówią o rozpaczy i gniewie

Jednym z najważniejszych priorytetów jest ponowne otwarcie szkół oraz zapewnienie wynagrodzeń dla nauczycieli. Odgrywają oni kluczową rolę w przekazywaniu wartości chrześcijańskich w regionie.

Mieszkańcy odczuwają „strach, gniew i smutek” po tym, jak w ciągu jednej nocy na Bejrut spadło ponad 100 bomb, co zniszczyło resztki poczucia bezpieczeństwa wśród osób wciąż mieszkających w swoich domach – poinformowała pracownica organizacji pomocowej.

Izraelskie Siły Obronne (IDF) przeprowadziły 8 kwietnia zmasowaną falę ataków na Bejrut. W ich wyniku zginęły co najmniej 254 osoby, a ponad 1000 zostało rannych.

Po ogłoszeniu przez prezydenta USA Donald Trump zawieszenia broni z Iranem 7 kwietnia sytuacja w regionie nie uległa uspokojeniu. Premier Izraela Benjamin Netanyahu podkreślił, że „w Libanie nie ma zawieszenia broni” i jego kraj będzie nadal „z pełną siłą uderzał w Hezbollah”.

Marielle Boutros, koordynatorka projektów w organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN), mieszka i pracuje we wschodnim Bejrucie. Podkreśliła, że mieszkańcy byli przekonani o bezpieczeństwie swoich domów w chwili, gdy zaczęły spadać bomby.

„Dwa dni temu na Bejrut spadło ponad 100 bomb. Nie tylko na południe miasta, były wszędzie, w całej aglomeracji. Słyszeliśmy eksplozje nawet z naszego biura” – powiedziała.

„Niektóre dzielnice wcześniej nie były celem ataków, więc mieszkańcy myśleli, że są bezpieczni. Okazało się, że nie. To było przerażające, budziło gniew i smutek, zwłaszcza gdy słyszysz, że gdzie indziej obowiązuje zawieszenie broni. To była prawdziwa tragedia.”

Kruche zawieszenie broni między Hezbollahem a Izraelem, ustanowione w 2024 roku, załamało się 28 lutego po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran, w którym zginął jego najwyższy przywódca, ajatollah Ali Chamenei. Od tego czasu zginęło ponad 1800 osób, w tym 120 dzieci, a kolejne 3000 zostało rannych.

POMÓŻ TERAZ

Nie zostawiajmy ich samych. Twoja modlitwa i pomoc to ich nadzieja.

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990 z dopiskiem „Pomóżmy 1600 rodzinom uciekającym z południa Libanu”

Korzystając z serwisu Przelewy24.pl przekaż ofiarę

POMÓŻ TERAZ

Życie w cieniu wojny i walka o przyszłość

Izraelskie wojska ewakuowały rozległe obszary południowych wiosek, próbując przejąć kontrolę nad granicą.

31 marca armia libańska wycofała się z miejscowości Rmeich i Ein Ebel, dwóch chrześcijańskich wiosek na południu Libanu, które znalazły się w izraelskiej strefie buforowej.

Marielle Boutros podkreśla, że każdy dzień przynosi mieszankę ulgi i rozpaczy.

„Czujesz się odczłowieczony. Dzwonisz do bliskich i odczuwasz ulgę, że żyją, ale jednocześnie masz setki zabitych i tysiące rannych. Nie czujesz się bezpiecznie. Niektórzy zginęli we własnych domach, miejscach, które powinny dawać schronienie.”

„Musisz radzić sobie z lękiem, strachem i poczuciem winy, które narastały przez ostatnie lata. Dla mnie najgorsze jest to, że czujesz ulgę, że twoja rodzina przeżyła, podczas gdy inne rodziny straciły wszystko. Jednocześnie jesteśmy zmuszeni żyć dalej, bo kryzys gospodarczy nie daje nam wyboru.”

„Nie jest z nami dobrze. Przetrwamy, ale każdy z nas w głębi serca pragnie, aby ten koszmar się skończył” – mówi.

Organizacja PKWP realizuje w Libanie liczne projekty pomocowe. Obejmują one m.in. pomoc żywnościową i medyczną, wsparcie psychologiczne dla dzieci oraz pomoc dla przesiedlonych rodzin.

Zdaniem Marielle Boutros kluczowe znaczenie mają szkoły i działalność Kościoła.

„Obecnie szkoły w południowym Libanie nie funkcjonują. Niektóre działają online, ale nauczyciele muszą otrzymywać wynagrodzenie. To sytuacja kryzysowa. Nie możemy sobie pozwolić na kolejne przerwy w edukacji.”

„Dla Kościoła szkoły są miejscem katechezy, misji i przekazywania wartości chrześcijańskich. To fundament życia społecznego.”

Na zakończenie Boutros apeluje o modlitwę:

„Jeśli ludzie mogą się za nas modlić, to z dnia na dzień staje się coraz trudniejsze, ale wierzymy, że modlitwa ma sens. Nasz Bóg pokonał śmierć. Możemy Mu zaufać.”

POMÓŻ TERAZ

Nie zostawiajmy ich samych. Twoja modlitwa i pomoc to ich nadzieja.

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990 z dopiskiem „Pomóżmy 1600 rodzinom uciekającym z południa Libanu”

Korzystając z serwisu Przelewy24.pl przekaż ofiarę

POMÓŻ TERAZ

Chrześcijańskie wioski w południowym Libanie: alarm bezpieczeństwa

W obliczu zbliżającego się wycofania armii libańskiej z południa kraju, chrześcijanie przywiązani do swojej ziemi wyrazili obawy o przyszłość.

Cztery chrześcijańskie gminy w południowym Libanie: Alma Sha’b, Rmeich, Debel i Aïn Ebel wyraziły swoje „głębokie zaniepokojenie”. Dotyczy ono rozpoczęcia wycofywania armii libańskiej z części miejscowości przygranicznych. Może to mieć „poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa”, jak podkreślono w oświadczeniu opublikowanym 31 marca 2026 roku.

Sygnatariusze są zdeterminowani, aby pozostać na swojej ziemi „pomimo wszelkich okoliczności”. Apelują przy tym do państwa libańskiego, wyspecjalizowanych agend Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz międzynarodowych organizacji humanitarnych.

Ojciec Maroun Youssef Ghafari, proboszcz Alma Sha’b, rozmawiał z organizacją Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN), potwierdzając te poważne obawy. Opisał także, jak jego parafianie, przesiedleni w całym kraju, starają się zachować nadzieję i jednocześnie zaspokoić swoje potrzeby materialne oraz duchowe.

Jako proboszcz Alma Sha’b, jak reaguje ksiądz na alarm podniesiony przez gminy Alma Sha’b, Rmeich, Debel i Aïn Ebel?

Wycofanie pozostawia otwartą drogę ku nieznanej przyszłości i niezwykle niebezpiecznej sytuacji, zwłaszcza że do tej pory armia libańska eskortowała konwoje pomocy przeznaczone dla tych wiosek. Ponadto izraelscy przedstawiciele codziennie oświadczają, że pozostaną w Libanie, dopóki Hezbollah nie zostanie rozbrojony, oraz że zniszczą wioski na linii frontu, jednak wioski, które nadal są zamieszkane, to wioski chrześcijańskie, a ich mieszkańcy są pokojowi. Mieszkańcy Rmeich i Aïn Ebel są zdeterminowani, aby pozostać na swojej ziemi, nawet jeśli będą musieli „jeść ziemię”, jak stwierdził proboszcz Rmeich w telewizji 31 marca.

Chrześcijanie są przywiązani do swojej ziemi i do swojego państwa. Niestety, to przywiązanie do „ziemi przesłania”, tej ziemi odwiedzonej przez Chrystusa, Dziewicę Maryję i Apostołów, zdaje się wymagać daru z samego siebie i świadectwa krwi, jak miało to miejsce w przypadku mojego brata Samiego, jak również ojca Pierre’a Raï, proboszcza Qlayaa. Trzech młodych maronickich chrześcijan z Aïn Ebel zostało również zabitych w wyniku ostrzałów 12 marca, a dwóch innych chrześcijan z Debel, ojciec i jego syn, zostało zastrzelonych na drodze.

Gdzie ksiądz i parafianie się znajdują i jak wygląda wasze codzienne życie?

10 marca wszyscy mieszkańcy parafii i wioski opuścili Alma Sha’b. Rozproszyli się po całym kraju. Tylko niewielka liczba rodzin przeniosła się do ośrodków zakwaterowania. Wspólnie z radą parafialną, gminą Alma Sha’b oraz sztabem kryzysowym byliśmy w stanie ustalić miejsce pobytu wszystkich. Staramy się utrzymywać z nimi kontakt i odpowiadać na ich pilne potrzeby, zgodnie z naszymi bardzo ograniczonymi środkami. Ale Bóg nie opuszcza swoich dzieci. Ten, który karmi ptaki powietrzne i przyodziewa kwiaty polne, troszczy się również o nas, swoje dzieci, poprzez swoją opatrzność.

Osobiście przebywam w Aaraya, na wschód od Bejrutu. Jednak po stracie mojego brata na moich oczach staram się zebrać siły na każdym poziomie. Jestem kapłanem i sługą powierzonej mi wspólnoty, ale jestem także człowiekiem: raduję się z tymi, którzy się radują, i płaczę z tymi, którzy płaczą. Dziś, gdy znajdujemy się w Wielkim Tygodniu, powtarzam: „Smutna jest moja dusza”, nawiązując do słów Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Sam Jezus zapłakał przed grobem swojego przyjaciela Łazarza, głęboko poruszony… taki jest dziś mój stan.

W tym kontekście, jak wasi wierni przeżywają zbliżające się Święta Wielkanocne?

Od czasu wojny w 2023 roku podjąłem inicjatywę wysyłania każdego ranka rozważania opartego na Słowie Bożym za pośrednictwem mediów społecznościowych. Kontynuuję to, kładąc nacisk na wymiar duchowy, społeczny i moralny. Ponadto pozostajemy uważni na potrzeby każdej osoby: niektórzy wahają się, by się zgłosić, podczas gdy inni robią to spontanicznie.

Jeśli chodzi o Wielki Tydzień, wspólnie z radą parafialną zdecydowaliśmy, że wierni będą uczestniczyć w celebracjach w parafiach, w których obecnie przebywają. W ubiegłym roku, pomimo zniszczeń, kościół w Alma Sha’b był pełny. W tym roku zgromadzenie będzie ograniczone do sobotniego wieczoru w kościele św. Antoniego Wielkiego w Jdeidé el-Metn, na obrzeżach stolicy. Nasza sytuacja przypomina sytuację wiernego ludu w Starym Testamencie. Pozostaje nam jedynie śpiewać z psalmistą: „Jak miłe są przybytki Twoje, Panie Zastępów. Dusza moja tęskni i omdlewa za dziedzińcami Pana”.

Jakie przesłanie ma ksiądz dla dobroczyńców PKWP?

Dziękuję PKWP za uwagę, jaką poświęcacie tej sytuacji i nam jako ludności przesiedlonej. Wszyscy trzymamy się nadziei, że krzyż, który niesiemy, stanie się mostem do zmartwychwstania, którego czasu nie znamy. Ale zmartwychwstanie nadejdzie. Mamy świadectwo do złożenia. Chrystus zmartwychwstał; prawdziwie zmartwychwstał.

POMÓŻ TERAZ

Nie zostawiajmy ich samych. Twoja modlitwa i pomoc to ich nadzieja.

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990 z dopiskiem „Cedry Nadziei”

Korzystając z serwisu Przelewy24.pl przekaż ofiarę

POMÓŻ TERAZ

Bliski Wschód: Wielki Tydzień rozpoczyna się w cieniu krzyża

Organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) wyraża głębokie zaniepokojenie wydarzeniami podczas Niedzieli Palmowej 29 marca 2026 roku w Jerozolimie, Gazie i Syrii. Chrześcijańskie wspólnoty świętowały ten dzień w atmosferze napięcia, ograniczeń i braku bezpieczeństwa.

W Jerozolimie izraelska policja uniemożliwiła kardynałowi Pierbattiście Pizzaballi, łacińskiemu patriarsze Jerozolimy, oraz kustoszowi Ziemi Świętej, o. Francesco Ielpo, wejście do Bazyliki Grobu Świętego, gdzie mieli przewodniczyć Mszy św. Niedzieli Palmowej. Do zdarzenia doszło w jednym z najważniejszych dni w kalendarzu chrześcijańskim. Jak podkreślają lokalne władze kościelne, stanowi ono poważne ograniczenie wolności religijnej w Świętym Mieście.

Sytuacja ta wpisuje się w szerszy kontekst napięć. Wcześniej, ze względów bezpieczeństwa, odwołano tradycyjną procesję na Górze Oliwnej. Wydarzenia te pogłębiają niepokój wiernych oraz lokalnych wspólnot chrześcijańskich, których obecność w Ziemi Świętej pozostaje krucha.

Ograniczenia i napięcia w Ziemi Świętej

Równie trudna sytuacja panowała w Gazie, gdzie parafia katolicka obchodziła Niedzielę Palmową w szczególnie ciężkich warunkach. Jak informuje PKWP, uroczystości odbywały się w napiętej atmosferze i podczas deszczu.

„Wzdłuż tzw. żółtej linii było słychać intensywną strzelaninę, a odłamki spadały na dach naszego kościoła” – relacjonował o. Gabriel Romanelli.

Ze względu na zagrożenie parafia musiała zrezygnować z tradycyjnego udekorowania krzyża na dachu gałązkami palmowymi. Konstrukcja nosi wyraźne ślady bombardowań. Sam krzyż pozostał jednak nienaruszony, stając się wymownym symbolem w przededniu Wielkanocy.

bliski wschód

Niepokój i solidarność chrześcijan w regionie

Niepokój chrześcijan dotyczy również Syrii. W kilku miastach, w tym w Damaszku i Aleppo, odwołano procesje Niedzieli Palmowej z powodu niestabilnej sytuacji bezpieczeństwa. Decyzję tę podjęto także w geście solidarności z mieszkańcami chrześcijańskiego miasta, które niedawno padło ofiarą ataku. Nabożeństwa odbywały się wyłącznie wewnątrz kościołów, w atmosferze skupienia i modlitwy.

Do ataku na miasto Suqajlabijja (Sqelbiyeh) w prowincji Hama doszło w nocy z 28 marca. Według lokalnych źródeł mieszkańcy sąsiedniej miejscowości zaatakowali miasto po wcześniejszym sporze. Splądrowano kilka sklepów, a figura Matki Bożej została zniszczona. Sytuację ostatecznie opanowano, jednak wydarzenie wywołało duży niepokój wśród mieszkańców, z których większość stanowią chrześcijanie.

Ks. Dimitrios, duchowny ze Sqelbiyeh i partner projektowy PKWP, podkreślił, że atak był niespodziewany i nie poprzedzały go wyraźne sygnały ostrzegawcze. Choć podobne incydenty zdarzały się wcześniej, miały ograniczony charakter. Jego zdaniem eskalacji napięć sprzyjały podburzające treści w mediach społecznościowych.

Kapłan zaznaczył również, że relacje między różnymi wspólnotami religijnymi w regionie są na ogół dobre, a obecnie podejmowane są działania mające na celu opanowanie sytuacji.

„Dziś odczuwalne są niepokój, napięcie i pewien strach, ale ludzie pozostają w swoich domach” – powiedział.

Dodał, że ze względów bezpieczeństwa odwołano uroczystości na zewnątrz, natomiast Msze św. i modlitwy w kościołach odbywają się zgodnie z planem.

Z kolei maronicki arcybiskup Aleppo, Joseph Tobji, w homilii wygłoszonej w Niedzielę Palmową wyjaśnił, że decyzja o odwołaniu procesji nie wynikała ze strachu, lecz była świadomym gestem solidarności z zaatakowanymi wspólnotami. Podkreślił również, że była to forma protestu przeciwko powszechnemu dostępowi do broni oraz jej obecności poza kontrolą władz państwowych.

Przywódcy Kościoła wielokrotnie ostrzegali przed rosnącym niepokojem chrześcijan o przyszłość Syrii. Niektórzy z nich, w tym arcybiskup Jacques Mourad, wskazują na obawy związane z ograniczaniem wolności i ryzykiem marginalizacji, co rodzi lęk przed stopniową islamizacją społeczeństwa.

Tymczasem w południowym Libanie chrześcijanie zorganizowali procesje Niedzieli Palmowej mimo trwającego konfliktu i trudnych warunków pogodowych. W deszczu i napiętej atmosferze, po licznych atakach, które doprowadziły do śmierci katolickiego kapłana oraz przymusowej ewakuacji kilku chrześcijańskich wiosek, wierni dali świadectwo wiary i nadziei pośród cierpienia.

bliski wschód

Apel o wolność religijną i modlitwę o pokój

W obliczu tych wydarzeń PKWP wyraża swoją bliskość. Zapewnia także o solidarności z Patriarchatem Łacińskim Jerozolimy, Kustodią Ziemi Świętej oraz wszystkimi dotkniętymi wspólnotami chrześcijańskimi.

„Apelujemy o rzeczywiste poszanowanie wolności religijnej oraz obowiązującego status quo regulującego prawa i dostęp do miejsc świętych w Jerozolimie, tak aby wierni mogli swobodnie praktykować swoją wiarę, szczególnie w tych świętych dniach” – powiedziała Regina Lynch, prezes wykonawcza ACN International.

„Zachęcamy również wiernych na całym świecie do jedności w modlitwie za chrześcijan w Ziemi Świętej i na całym Bliskim Wschodzie oraz o pokój w Jerozolimie i całym regionie. Niech ten Wielki Tydzień, naznaczony próbą i niepewnością, stanie się także czasem nadziei, pojednania i wiary w Zmartwychwstanie” – dodała.

Liban: „To nie jest sprawiedliwa wojna – to klęska dla nas wszystkich”

Biskup Jules Boutros z Libanu powiedział organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN), że izraelskie ataki są rzekomo wymierzone w Hezbollah. Podkreślił jednak, że w rzeczywistości dotykają wszystkich Libańczyków. Skutki tych działań odczuwa całe społeczeństwo, niezależnie od przynależności religijnej czy miejsca zamieszkania.

W obliczu trwających izraelskich uderzeń na liczne cele w Libanie młody biskup zaznacza, że sytuacja w tym niewielkim kraju jest dramatyczna. Jego zdaniem można ją określić jedynie jako katastrofalną.

Syriackokatolicki biskup Jules Boutros (43 lata), przemawiając z Bejrutu, krytykuje twierdzenie, że izraelskie siły zbrojne atakują wyłącznie obiekty powiązane z wspieraną przez Iran milicją Hezbollah.

Ryzyko jest wszędzie – Liban bez bezpiecznych miejsc

„Niedawno doszło do dwóch ataków na hotele w Bejrucie, z których jeden znajdował się w dzielnicy zamieszkanej głównie przez chrześcijan. A przecież w hotelu może zatrzymać się każdy. Nie mam pewności, czy w mieszkaniu nade mną nie przebywa bojownik Hezbollahu albo czy ktoś nie wynajął domu, by później przekazać go Irańczykowi. To budzi niepokój u każdego Libańczyka mieszkającego w budynku wielorodzinnym czy w gęsto zaludnionej dzielnicy. Ryzyko jest wszędzie” – mówi biskup.

„Jeszcze dziś rano byłem w porcie, gdzie Ojciec Święty odprawiał Mszę o pokój w obecności nie tylko chrześcijan, ale wszystkich Libańczyków. A teraz, zaledwie trzy miesiące później, mamy ponad milion uchodźców” – dodaje z żalem.

Najtrudniejsza sytuacja panuje jednak na południu kraju, w pobliżu granicy z Izraelem.

„Atakowane są chrześcijańskie wioski, zginął nawet kapłan, ks. Pierre El-Raï. Mogło się zdarzyć, że dana miejscowość została zaatakowana, bo przyjęła rodzinę szyicką albo pojawił się tam bojownik Hezbollahu. Atakują każdego, wszędzie. Nie można już powiedzieć, że w Libanie istnieje jakiekolwiek bezpieczne miejsce” – podkreśla biskup.

Znaczna część mieszkańców południa uciekła, choć niektórzy chrześcijanie zdecydowali się pozostać.

„Całe południe Libanu zostało wyludnione. Mówimy o setkach wiosek. Dotyka mnie to osobiście – moja rodzina ma tam dom, moja mama pochodzi z chrześcijańskiej miejscowości. Do tej pory nie musieli uciekać, ale to dla nas bardzo bolesne, bo z tym miejscem wiążą się wszystkie nasze najpiękniejsze wspomnienia. Ci, którzy wyjechali, nie wiedzą, czy kiedykolwiek wrócą, a to jest katastrofa. Jesteśmy bardzo związani z naszą ziemią. Nasi przodkowie budowali te domy, pielęgnowali je, sadzili drzewa oliwne, a teraz wszystko to jest zagrożone” – mówi Boutros.

Liban

Społeczeństwo między podziałem a solidarnością wobec wojny

Zapytany, czy wojna podzieliła wspólnoty religijne w Libanie, czy raczej je zjednoczyła, odpowiada: jedno i drugie.

„Wcześniej nie słyszeliśmy, by szyici krytykowali Hezbollah, a teraz się to zdarza. Niedawno mufti społeczności szyickiej został zapytany, czy otworzy miejsca kultu dla uchodźców. Odpowiedział, że nie, że to zadanie rządu. Wywołało to oburzenie, szczególnie wśród szyitów, którzy wskazywali, że chrześcijanie otworzyli swoje kościoły i klasztory” – relacjonuje biskup.

„Jednocześnie sunnici, druzowie i chrześcijanie są zjednoczeni w sprzeciwie wobec tej wojny. Nie chcemy wojny. Jeśli mamy problemy z Izraelem, powinniśmy negocjować. Nie chcemy walczyć” – podkreśla.

Chrześcijanie szczególnie angażują się w pomoc osobom wewnętrznie przesiedlonym. Diecezje w całym kraju otworzyły kościoły, klasztory i inne budynki, by zapewnić schronienie potrzebującym.

W wielu przypadkach możliwości pomocy są jednak na granicy wyczerpania. Potrzeby są bardzo różnorodne. Obejmują zarówno paliwo do generatorów i wsparcie psychologiczno-duchowe, jak i podstawowe wyposażenie, takie jak pralki, sprzęt AGD, dostęp do internetu czy piece do gotowania.

Są też rodziny, które przyjęły krewnych i pozostają poza oficjalnym systemem pomocy.

„Pewien ksiądz z Tyru ma kontakt ze 120 rodzinami na południu. Mówi, że jedyną i najlepszą formą pomocy są środki finansowe, ponieważ dostarczanie pomocy materialnej jest zbyt niebezpieczne. Nawet nuncjusz apostolski, który niedawno udał się na południe na pogrzeb ks. Pierre’a El-Raï, musiał podróżować w uzbrojonym konwoju, z eskortą czołgów” – mówi biskup.

Organizacja PKWP od lat wspiera Kościół w Libanie i na bieżąco monitoruje sytuację, aby zapewnić niezbędną pomoc.

„Z Libanu chcemy podziękować PKWP za waszą hojność i wszystko, co zrobiliście dla naszych dzieci i rodzin, zwłaszcza dla przesiedlonych i uchodźców w tych czasach wojny i strachu” – mówi biskup Boutros. „Ale nadal potrzebujemy więcej. Dopóki pomagamy naszym przesiedlonym, dzieciom, osobom starszym i niepełnosprawnym, nawet najmniejsza pomoc ma ogromne znaczenie”.

POMÓŻ TERAZ

Nie zostawiajmy ich samych. Twoja modlitwa i pomoc to ich nadzieja.

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990 z dopiskiem „Cedry Nadziei”

Korzystając z serwisu Przelewy24.pl przekaż ofiarę

POMÓŻ TERAZ