Biskup Silvano Pedroso – pokorny pasterz bliski ludziom

Organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) z głębokim smutkiem przyjęła wiadomość o śmierci biskupa Silvano Herminio Pedroso Montalvo, ordynariusza diecezji Guantánamo-Baracoa na Kubie. Zmarł 13 czerwca w wieku 73 lat po ciężkiej chorobie. Jego odejście jest bolesną stratą dla Kościoła katolickiego na Kubie, który zmaga się obecnie z głębokim kryzysem gospodarczym i społecznym.

Bp Silvano przeszedł do historii jako pierwszy biskup pochodzenia afrykańskiego w ponad pięciusetletnich dziejach Kościoła katolickiego na Kubie. W 2018 roku papież Franciszek mianował go biskupem diecezji Guantánamo-Baracoa. Jest to jedna z najuboższych i najbardziej wymagających diecezji na Kubie, zmagająca się z niedoborem środków, izolacją oraz narastającymi problemami społecznymi.

PKWP przez wiele lat blisko współpracowała z diecezją Guantánamo-Baracoa, wspierając ją zarówno pastoralnie, jak i humanitarnie. Tylko w ciągu ostatnich pięciu lat PKWP wsparła w tej diecezji trzynaście projektów. Obejmowały one m.in. stypendia mszalne dla kapłanów, pomoc w zapewnieniu transportu oraz utrzymaniu pojazdów wykorzystywanych w pracy duszpasterskiej. Organizacja przekazywała także pomoc humanitarną dla społeczności dotkniętych klęskami żywiołowymi.

Człowiek prostoty i radości

Wszyscy, którzy spotkali bp. Silvano, wspominają go jako człowieka niezwykle prostego, serdecznego i pełnego troski o innych. Verónica Katz, koordynatorka projektów PKWP na Kubie, podczas swojej ostatniej wizyty w diecezji spędziła z nim kilka dni, odwiedzając wspólnoty rozsiane po całym jej terytorium.

Był człowiekiem bardzo prostym, pogodnym i obdarzonym wyjątkowym poczuciem humoru. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach potrafił się uśmiechnąć i zażartować – wspomina. – Najbardziej zapamiętałam jednak jego bliskość wobec ludzi i to, jak naturalnie zawsze stawiał potrzeby innych ponad własne.

Szczególnie utkwiła jej w pamięci chwila, gdy biskup otrzymał paczkę z lekami, materiałami szkolnymi i pomocą dla najbardziej potrzebujących, przekazaną przez PKWP. Jeszcze zanim zdążył rozpakować wszystkie rzeczy, już mówił: „to dla tej wspólnoty, to dla tamtej parafii, a to dla tych rodzin”. Radość sprawiała mu świadomość, że pomoc szybko trafi do potrzebujących.

Silvano Pedroso

Modlitwa była centrum jego życia

Verónica Katz wspomina także głęboką duchowość biskupa.

Opowiadał mi, że każdego dnia wstaje bardzo wcześnie, aby się modlić, zanim rozpocznie obowiązki. Mówił, że jeśli tego nie zrobi, codzienne wyzwania i odpowiedzialność całkowicie pochłoną jego czas i zabraknie miejsca dla Boga. To zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo pokazywało, co naprawdę było centrum jego życia.

Maria Lozano, dyrektor Biura Prasowego ACN International, która od niemal dwudziestu lat regularnie odwiedza Kubę, podkreśla znaczenie tej straty dla miejscowego Kościoła.

Jesteśmy głęboko poruszeni śmiercią bp. Silvano. To szczególnie bolesny moment, ponieważ Kuba potrzebuje dziś pasterzy zdolnych nieść nadzieję pośród licznych trudności. Kościół na Kubie stracił człowieka, który był niezwykle związany ze swoim ludem i szczególnie bliski cierpiącym – mówi.

Jak dodaje, jego nominacja była ważnym wydarzeniem zarówno dla Kościoła, jak i dla całej wyspy. „Jednak ci, którzy go znali, przede wszystkim zapamiętają jego człowieczeństwo. Był pokorny, pogodny i bardzo bliski zwykłym ludziom”.

Jako biskup Guantánamo-Baracoa mierzył się z wieloma problemami wynikającymi z trudnej sytuacji ekonomicznej wschodniej części Kuby. Niedobory paliwa, ograniczony transport i brak podstawowych zasobów często utrudniały działalność duszpasterską. Mimo to nieustannie troszczył się o to, by kapłani, osoby konsekrowane i świeccy mogli nadal służyć wiernym rozsianym po całej diecezji.

Bp Silvano uosabiał to, co najlepsze w kubańskim Kościele: bliskość wobec ludzi, wytrwałość pośród trudności i głębokie zaufanie Bogu. Jego życie było świadectwem cichej wierności, którą każdego dnia okazują biskupi, kapłani, osoby konsekrowane i świeccy służący Kościołowi w trudnych warunkach – podsumowuje Maria Lozano.

Przewodniczący episkopatu prosi, by nie zapominać o Kubie

Kościół na Kubie nadal towarzyszy ludziom, których codzienność naznaczają strach, dramatyczne braki w każdej dziedzinie życia i niepewność jutra. W rozmowie z Pomocą Kościołowi w Potrzebie bp Arturo González Amador, przewodniczący Konferencji Episkopatu Kuby, opowiada o dramatycznej sytuacji, jakiej doświadcza dziś wyspa.

„Kuba cierpi” – mówi bp Arturo González Amador z Santa Clara. „To najsmutniejszy i najtrudniejszy czas, jaki pamiętam w historii mojego narodu. Wszystko sprowadza się do walki o przetrwanie. Teraźniejszość jest niepewna, a przyszłość całkowicie nieznana”.

Kryzys dotyka wszystkich obszarów codziennego życia.

„Z każdym dniem czujemy, że życie staje się coraz trudniejsze, zwłaszcza dla ubogich, samotnych osób starszych, emerytów i samotnych matek” – wyjaśnia bp González. Ci, którzy pracują przy parafiach, każdego dnia spotykają się z ludzką rozpaczą. „Przychodzą do nas osoby, które mówią, że od kilku dni nic nie jadły i nie wiedzą, do kogo zwrócić się o pomoc. Żywności nie da się przechowywać z powodu braku prądu. Ostatnio widzieliśmy ludzi, którzy zasłabli podczas celebracji, ponieważ nie mieli nic do jedzenia” – dodaje.

Szczególnie alarmująca jest sytuacja służby zdrowia. Jak podkreśla biskup, „w niektórych ważnych szpitalach wstrzymano operacje, bo nie ma wody, nie mówiąc już o sprzęcie chirurgicznym”. Wiele rodzin próbuje samodzielnie zdobywać podstawowe środki medyczne, aby ich bliscy mogli otrzymać pomoc. „Znam więcej niż jeden przypadek osoby, która musiała zwrócić się do rodziny lub przyjaciół za granicą, aby zdobyć wszystko, co było potrzebne do przeprowadzenia zabiegu – włącznie z nićmi chirurgicznymi”.

Kuba

Strach, migracja i codzienna niepewność

Obok ogromnych trudności ekonomicznych społeczeństwo mierzy się także z napięciem społecznym i psychicznym. „W rozmowach z ludźmi widać smutek, rozpacz i niepewność” – mówi bp González. Dodaje, że wielu Kubańczyków żyje w lęku przed możliwym konfliktem zbrojnym ze Stanami Zjednoczonymi. „Codzienność ludzi naznaczona jest wielkim strachem. Wciąż się o tym mówi, a szczególnie cierpią z tego powodu dzieci i osoby starsze” – zaznacza kubański hierarcha. „Na ulicach słyszymy, jak ludzie mówią, że nie są już w stanie dłużej znosić tego bólu i że nie ma nikogo, kto mógłby im pomóc”.

Biskup, który stoi na czele Konferencji Episkopatu Kuby, podkreśla, że nie chce spekulować, ale przypomina, iż „we współczesnym świecie istnieje wiele sposobów szerzenia strachu i wojny między narodami”. Zwraca też uwagę na wzrost liczby depresji, uzależnień oraz dramatyczne skutki masowej emigracji. „Kto tylko może wyjechać, wyjeżdża. Zostajemy z krajem ludzi starszych, bez środków do życia i z niewielkimi emeryturami”.

Kolejnym poważnym problemem jest rosnące poczucie zagrożenia. „Wiele domów zostało okradzionych, a to pogłębia poczucie bezbronności”. Brak bezpieczeństwa i dramatyczny kryzys energetyczny – w wielu regionach prąd jest dostępny zaledwie przez trzy godziny dziennie – wpływają także na życie religijne. „Prawie nie mamy nocnych adoracji” – mówi biskup. Dodaje, że w niektórych miejscach Wigilię Paschalną trzeba było odprawić w ciągu dnia, ponieważ przerwy w dostawie prądu, przestępczość i przemoc sprawiają, że wychodzenie po zmroku jest niebezpieczne.

Kościół dzieli się tym, co ma

Pośród tej smutnej, bolesnej i dramatycznej sytuacji siostry zakonne, księża i świeccy nieustannie współpracują, aby pomagać najbardziej cierpiącym. „Zadaniem Kościoła jest podtrzymywać ducha i nieść nadzieję tam, gdzie jej nie ma, słuchać i towarzyszyć” – mówi bp González.

Wierni podejmują także konkretne inicjatywy, aby wesprzeć tych, którzy są w największej potrzebie. Organizują m.in. małe jadłodajnie i dostarczają posiłki osobom z niepełnosprawnościami oraz chorym, którzy nie mogą wstać z łóżka. „Udaje im się zdobywać jedzenie i środki niemal z niczego” – opowiada biskup.

Wspomina jedną z jadłodajni, która przygotowuje posiłki dla ponad 300 osób, a niedawno musiała improwizować, ponieważ jedzenia było za mało. „Siostry powiedziały, że wykorzystają wszystko, co im zostało. Wymieszały więc kilka puszek czarnej i białej fasoli, aby móc podać więcej porcji. Ludzie to widzą. Widzą, że Kościół dzieli się tym, co ma”.

„To pokazuje, czego może dokonać Boża opatrzność i chrześcijańska miłość” – podkreśla bp González. Jego zdaniem ta prosta i cicha dobroczynność ma ogromną wartość ewangelizacyjną. „W dniu, w którym siostra zakonna lub ksiądz umrze z głodu albo z braku leków, będziecie wiedzieć, że nie pozostał już nikt żywy, bo wszyscy dzielą się tym niewielkim, co mają” – mówi. „Piękne jest to, że ta pomoc, ta miłość, dokonuje się bez żadnej manipulacji, po prostu dlatego, że ludzie chcą pomagać. Widać też wdzięczność tych, którzy tę pomoc otrzymują”.

„Jesteśmy w trybie duszpasterskiego przetrwania”

Biskup przyznaje jednak, że sam Kościół zmaga się z ogromnymi ograniczeniami. Wzrost cen i brak paliwa bardzo mocno ograniczyły działalność duszpasterską. „Jesteśmy w trybie duszpasterskiego przetrwania. Ceny wzrosły pięciokrotnie i często nie możemy nawet dojechać, aby odprawić Mszę świętą w bardziej odległych, wiejskich rejonach, tak jak robiliśmy to wcześniej”.

Biskup Santa Clara podaje przykład niedawnego pogrzebu bp. Enrique Serpy Péreza, w którym z powodu braku paliwa mogło uczestniczyć tylko czterech innych biskupów.

W niektórych częściach kraju izolacja jest szczególnie dotkliwa i wpływa także na życie wielu wspólnot zakonnych. „Są miejsca bardziej odizolowane, a przez to ludzie są tam bardziej narażeni. Są też zgromadzenia zakonne bardzo kruche, które nie mają wystarczających środków, aby utrzymać swoją obecność na wyspie” – wyjaśnia.

Mimo wszystko bp González podkreśla wierność tych, którzy zostają. „Choć wielu opuszcza wyspę, Kościół pozostaje. Ludzie to widzą i są za to wdzięczni”.

Na zakończenie rozmowy bp Arturo González Amador prosi przyjaciół i dobroczyńców Pomocy Kościołowi w Potrzebie, aby nie zapominali o Kubie. „Głęboko wierzę w moc modlitwy” – mówi. Prosi o wsparcie, które pomoże podtrzymać życie duchowe sióstr zakonnych, zakonników, księży oraz liczne dzieła miłosierdzia. Potrzebna jest także pomoc finansowa na działalność duszpasterską, ewangelizację, materiały drukowane i transport.

„Nie możemy rozwiązać wszystkiego, ale każda pomoc ma znaczenie. Naród kubański cierpi, a Kościół jest częścią tego narodu” – podsumowuje.

Pomoc dla Kuby

Papież Leon XIV ostrzega: blokada paliwowa grozi chaosem na Kubie

„Kuba potrzebuje reform, i są one coraz pilniejsze, ale nie potrzebuje kolejnych cierpień i bólu. Dość utraty ludzkiego życia i żałoby w kubańskich rodzinach” – podkreślają biskupi z wyspy.

Podczas niedzielnej modlitwy Anioł Pański, 1 lutego, papież Leon XIV powiedział, że z uwagą śledzi „niepokojące doniesienia o wzroście napięć między Kubą a Stanami Zjednoczonymi Ameryki”. Papież nawiązał do przesłania opublikowanego przez Konferencję Episkopatu Kuby po ogłoszeniu blokady paliwowej wobec wyspy. Dokument wzywa do dialogu między oboma państwami i ostrzega przed „realnym zagrożeniem”, jakie niesie ta decyzja – możliwością wybuchu „chaosu i przemocy społecznej”.

Przyłączam się do apelu kubańskich biskupów, wzywając wszystkie odpowiedzialne strony do podjęcia szczerego i skutecznego dialogu, aby uniknąć przemocy i wszelkich działań, które mogłyby pogłębić cierpienie drogiego mi narodu kubańskiego – powiedział papież, zwracając się do kilku tysięcy pielgrzymów.

W tym kontekście organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) wezwała swoich darczyńców, przyjaciół i partnerów projektowych na całym świecie do jedności modlitewnej z papieżem i kubańskimi biskupami w obliczu obecnego kryzysu. Jak apelował Leon XIV z Watykanu: „Niech Virgen de la Caridad del Cobre wspiera i chroni wszystkie dzieci tej umiłowanej ziemi”.

Apel papieża i biskupów o dialog i pokój

Słowa papieża padły w szczególnie delikatnym momencie. Relacje między USA a Kubą uległy wyraźnemu zaostrzeniu. Stało się to po decyzji Donalda Trumpa z 29 stycznia 2026 roku o nałożeniu sankcji na kraje dostarczające Kubie ropę naftową.

Oświadczenie biskupów zostało odczytane w miniony weekend podczas wszystkich Mszy świętych sprawowanych na wyspie. „Najnowsze wiadomości, w tym te wykluczające dostawy ropy do kraju, wywołały niepokój, zwłaszcza wśród najuboższych” – czytamy w przesłaniu. Biskupi bez ogródek ostrzegają przed „realnym ryzykiem chaosu i przemocy społecznej” między Kubańczykami, dodając, że „żaden człowiek dobrej woli nie mógłby się z tego cieszyć”.

Hierarchowie przyznają, że „Kuba potrzebuje reform, i są one coraz pilniejsze, lecz nie potrzebuje kolejnych cierpień i bólu. Dość już utraty życia i żałoby w kubańskich rodzinach. Doświadczyliśmy tego aż nadto w naszej najnowszej historii”. Podkreślają również: „Pragniemy i mamy nadzieję na nową, dostatnią i szczęśliwą Kubę, ale nie kosztem cierpienia ludzi ubogich, osób starszych, chorych i dzieci”.

W swoim przesłaniu kubańscy biskupi cytują słowa św. Jana Pawła II wypowiedziane na zakończenie jego wizyty na Kubie 25 stycznia 1998 roku – słowa, które „pozostają zaskakująco aktualne”. Papież potępił wówczas jako „etycznie niesprawiedliwe i nie do przyjęcia” wszelkie „uciskające środki ekonomiczne (…) narzucane z zewnątrz”, wskazując, że są one źródłem „ubóstwa materialnego i moralnego”.

Stanowisko Kościoła i zaangażowanie PKWP na Kubie

Biskupi wyrażają nadzieję, że rządy będą rozwiązywać spory i konflikty poprzez dialog i dyplomację, a nie przez przymus czy wojnę. Swoje przesłanie kierują do wszystkich Kubańczyków dobrej woli. Przypominają także apel z Jubileuszu Nadziei z 15 czerwca 2025 roku, adresowany do całego społeczeństwa, a w szczególności do osób ponoszących największą odpowiedzialność za decyzje podejmowane dla dobra narodu. Wówczas biskupi podkreślali, że nadszedł czas na stworzenie klimatu wolnego od presji, który umożliwi przeprowadzenie niezbędnych reform strukturalnych, społecznych, gospodarczych i politycznych.

Hierarchowie kreślą wizję narodowego współistnienia, apelując, by „dobro Kuby zostało postawione ponad interesami osobistymi” oraz by „Kuba otworzyła się na własny naród, na wszystkich Kubańczyków, bez wykluczeń i strategii służących jedynie nielicznym”. Podkreślają, że „poszanowanie godności osoby ludzkiej i wolności nie może być uzależnione ani podporządkowane zmiennym uwarunkowaniom konfliktów zewnętrznych”, a także zwracają uwagę na „istotny wkład zdrowego pluralizmu i wzajemnego szacunku w proces odprężenia międzynarodowego oraz owocnej współpracy”.

Na zakończenie biskupi deklarują, że Kościół jest gotów – „jeśli zostanie o to poproszony” – przyczynić się do zmniejszenia napięć między stronami oraz do tworzenia przestrzeni konstruktywnej współpracy na rzecz dobra wspólnego.

PKWP przypomina o swojej wieloletniej, bliskiej relacji z Kubą, podtrzymywanej od dekad poprzez projekty duszpasterskie, formacyjne i pomoc doraźną. Dzięki nim Kościół może nadal towarzyszyć Kubańczykom mimo paraliżujących trudności gospodarczych i społecznych. Organizacja podkreśla, że jej wsparcie ma umożliwić Kościołowi niesienie pocieszenia i podejmowanie działań mediacyjnych. Szczególną troską obejmuje osoby najbardziej bezbronne – zwłaszcza ludzi starszych, chorych oraz ubogie rodziny.

Podczas kampanii pomocowej we wrześniu 2024 roku były przewodniczący Konferencji Episkopatu Kuby, bp Emilio Aranguren z Holguín, publicznie podziękował organizacji za jej stałe zaangażowanie. Podkreślił, że „PKWP było wiernym podporą Kościoła na Kubie nie tylko materialnie, ale także poprzez bliskość, modlitwę i nadzieję w najtrudniejszych chwilach”.

W obliczu obecnego kryzysu organizacja ponawia to zobowiązanie, jednocząc się z apelami papieża Leona XIV i kubańskich biskupów, z nadzieją, że dialog, pokój i dobro narodu pozostaną najwyższym priorytetem.

Pomoc Kościołowi w Potrzebie solidaryzuje się z Kubą po niszczycielskim przejściu huraganu

Organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) wyraża głęboki smutek i solidarność z narodem kubańskim po przejściu potężnego huraganu, który uderzył we wschodnią część kraju. Żywioł pozostawił po sobie zniszczenia na ogromną skalę i ogromne cierpienie tysięcy rodzin.

Zniszczenia materialne są bardzo poważne – zarówno w miastach, jak i na terenach wiejskich. Huragan uszkodził domy, budynki publiczne i pola uprawne. Mimo ogromnych strat, jak dotąd nie odnotowano ofiar śmiertelnych.

Według informacji Konferencji Episkopatu Kuby (COCC), setki tysięcy osób ucierpiały w wyniku kataklizmu. Wiele rodzin straciło cały swój dobytek, a liczne kościoły i domy parafialne zostały poważnie zniszczone. Dodatkowym problemem jest brak podstawowych towarów i długotrwałe przerwy w dostawie prądu.

Sytuację pogarsza trwający kryzys gospodarczy oraz zagrożenie zdrowotne. Na Kubie szerzą się obecnie cztery choroby wirusowe przenoszone przez komary, które szczególnie łatwo rozprzestrzeniają się w porze deszczowej.

kubą

Kościół na Kubie mierzy się z dramatycznymi skutkami kataklizmu

W liście skierowanym do PKWP przewodniczący Konferencji Episkopatu Kuby, mons. Arturo, poinformował, że ucierpiało również Sanktuarium Matki Bożej z El Cobre – narodowe sanktuarium i duchowe serce kraju. Zniszczeniu uległy drzwi, okna, witraże oraz otoczenie świątyni.

„Sytuacja we wschodniej części kraju jest bardzo krytyczna. Są miejsca całkowicie zdewastowane. W najbliższych dniach wciąż będziemy odczuwać skutki huraganu” – napisał hierarcha.

Biskup wyraził wdzięczność za solidarność i wsparcie ze strony ACN.

„Dziękujemy za troskę i modlitwę. Dzięki Bogu nie ma ofiar śmiertelnych. Prosimy, byście nadal modlili się za nas i za cały kraj. Niech Bóg wam błogosławi” – dodał.

Modlitwa i nadzieja dla narodu kubańskiego

PKWP zachęca wszystkich swoich dobroczyńców do modlitwy za naród kubański. Organizacja prosi o duchowe wsparcie dla rodzin, które utraciły swoje domy.

W tym trudnym czasie Matka Boża Miłosierdzia z El Cobre, patronka Kuby, niech otacza swym wstawiennictwem wszystkich, którzy cierpią, i umacnia w nich ducha nadziei.

Od wielu dziesięcioleci PKWP wspiera Kościół na Kubie – biskupów, kapłanów, osoby zakonne i świeckich. Organizacja zapewnia, że również teraz będzie towarzyszyć im modlitwą i konkretną pomocą, tak jak czyniła to w poprzednich latach kryzysu i trudności.

kubą

Kuba: zakonnice wspierają rodziny i chorych w czasie kryzysu

Siostry Miłosierdzia Kardynała Sancha zajmują szczególne miejsce w sercach wielu Kubańczyków. Wiedzą, że mogą liczyć na „Sanchinas” w trudnych chwilach. Zgromadzenie powstało w 1869 roku, by pomagać dzieciom i osobom niepełnosprawnym. Dziś siostry prowadzą szkoły, wspierają rodziny, osoby starsze i działają w parafiach.

Dwie siostry – s. Isabel i s. Leonida – prowadzą tę misję w Camagüey, trzecim co do wielkości mieście Kuby. Dzięki wsparciu organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) każdego dnia dokonują swoistego cudu rozmnożenia chleba i ryb, odpowiadając na ogromny kryzys, który dotyka wyspę. We Wspólnocie Maryi Niepokalanej potrafią pomnożyć swój czas i ograniczone zasoby, by służyć dzieciom, ich rodzinom, młodzieży, seniorom i chorym. Ich nieustanny uśmiech skrywa codzienne zmagania, ale opiera się na nadziei zakorzenionej w łasce Bożej.

Życie w cieniu kryzysu – siostry wśród najbardziej potrzebujących

Camagüey, liczące 300 tysięcy mieszkańców, słynie z zabytkowego centrum wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO – pełnego wąskich uliczek i brukowanych zaułków. Dziś jednak to malownicze miasto zmaga się z głębokim kryzysem gospodarczym. Szalejąca inflacja i utrata siły nabywczej sprawiły, że podstawowe dobra stały się dla wielu rodzin nieosiągalne. Mieszkańcy godzinami stoją w kolejkach po żywność i lekarstwa, często wracając z pustymi rękami.

Siostry dzielą ból matek, które nie mogą nakarmić dzieci, osób starszych bez dostępu do leków, oraz młodzieży, która widzi w emigracji jedyne wyjście – zjawisko to prowadzi do masowego odpływu ludzi, których Kuba tak bardzo potrzebuje, by się rozwijać. W tych trudnych warunkach obecność sióstr staje się znakiem nadziei – dowodem, że nawet w obliczu największych przeciwności Boża miłość nie opuszcza swoich dzieci.

Same siostry również żyją bardzo skromnie – brakuje im wszystkiego, a restrykcje gospodarcze utrudniają uzupełnianie zapasów. Bez Bożej Opatrzności i ofiarności wielu ludzi musiałyby porzucić swoją posługę. Często wykazują się pomysłowością, by zaspokoić choćby podstawowe potrzeby.

Chętnie przypominają sobie słowa św. Jana Pawła II, które wypowiedział do duchownych i osób konsekrowanych podczas swojej wizyty na Kubie w styczniu 1998 roku: „Nie traćcie nadziei z powodu braku środków materialnych do pełnienia misji, ani z powodu niedostatków, które sprawiają, że wielu ludzi cierpi. Przyjmujcie nadal zaproszenie Pana do budowania Jego Królestwa i sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane.”

zakonnice

Edukacja, formacja, wspólnota – codzienna misja sióstr

Słowa te inspirują s. Isabel i s. Leonidę do podejmowania nowych działań, jak np. utworzenie przedszkola „Przyjaciele Sancha”. Opiekują się tam 14 dzieci w wieku od 1 do 4 lat, pochodzących z ubogich rodzin, których matki muszą pracować, a nie mają nikogo, kto mógłby się zająć ich pociechami. Siostry towarzyszą także młodym parom i dziadkom dzieci, budując wspólnotę 78 osób.

Gladys, pracująca w przedszkolu, mówi, że dzięki kontaktowi z siostrami „nauczyła się przebaczać, kochać mocniej, dzielić się nawet tym, czego ma bardzo mało, i ufać Bogu, który jest Ojcem i nigdy nas nie opuszcza. Dziś jestem osobą wierzącą i czuję, że żyję – to zawdzięczam siostrom”.

Jedno z małżeństw podkreśla, że „zakonnice uczą nasze dzieci, Diego i Beatriz, samodzielności i potrafią integrować całe rodziny”. Z kolei Roberto i Pilar, rodzice małej Alai, podkreślają: „Siostry pomogły stworzyć jedną wielką rodzinę. Nasza córka stała się bardziej niezależna, zaczęła jeść samodzielnie i mówić więcej – to ogromna zmiana”.

Pomoc duchowa i codzienna – siostry blisko ubogich

Siostry angażują się też w życie parafii, prowadząc kursy rękodzieła oraz zajęcia z rozwoju osobistego, oparte na wartościach chrześcijańskich. Wyszkolono już 20 koordynatorów duszpasterstwa zdrowia, którzy towarzyszą siostrom w odwiedzinach u chorych – niosąc im duchowe wsparcie, żywność i leki. Gdy tylko mają środki na transport, odwiedzają też osoby potrzebujące mieszkające w odległych miejscach – również tam, gdzie nikt jeszcze nie słyszał o Bogu.

„Nauczyły mnie rzemiosła, ale też jak z radością przechodzić przez próby życia. Dzięki ich postawie nauczyłam się żyć wiarą, kochać ubogich i pomagać bez oczekiwania na nagrodę. Ich praca napełnia mnie nadzieją i miłością” – mówi Lourdes, która dziś pomaga siostrom w posłudze chorym.

Marlene dodaje: „Po 27 latach małżeństwa straciłam męża. Zostałam sama i było mi bardzo ciężko. Siostry były dla mnie opoką – wspierały, doradzały i podnosiły na duchu. Dzięki nim zaangażowałam się w misję odwiedzania chorych i znów odnalazłam radość życia”.

Alicia, która współpracuje z siostrami od dziesięciu lat, mówi: „Odwiedzając chorych razem z nimi, odkrywam Boga działającego przez prostotę i pokorę. Wszystkiego, czego się nauczyłam w kontakcie z biednymi i zapomnianymi, zawdzięczam właśnie siostrom”.

zakonnice

Młodzież i chorzy – z miłością do zapomnianych

Na tym ich misja się nie kończy – zakonnice otaczają opieką duchową także 10 młodych osób i 15 nastolatków. Organizują spotkania formacyjne, konferencje i katechezy.

„Dzięki nim dowiedziałam się, Kim jest Ten ukryty w cząstce chleba, czym jest rekolekcje i misja. Towarzyszą mi na mojej drodze wiary i prowadzą moje kroki” – mówi Anyelis, jedna z uczestniczek. „Sanchinas uosabiają prostotę i tradycje Kuby i pokazują, że można odnaleźć radość w ubóstwie i służbie bardziej potrzebującym. Dla mnie, młodej Kubanki, to ważny wkład w przyszłość mojego kraju”.

Trzynastoletnia Yénifer przyznaje: „Przechodziłam trudny okres – rodzina mnie nie rozumiała, buntowałam się. Gdy zaczęłam chodzić na spotkania z siostrami, poczułam się kochana i doceniona. Wspierają mnie i pomagają. Dzięki nim jestem szczęśliwa i poznałam Jezusa”.

Organizacja PKWP wspiera działalność Sióstr Miłosierdzia Kardynała Sancha w diecezjach Camagüey, Hawany i Santiago de Cuba. Umacnia obecność Kościoła w najbardziej potrzebujących regionach i umożliwia kontynuację misji sióstr na Kubie.