Chrześcijanie z Yaroun na południu Libanu obawiają się, że nigdy nie wrócą do domu

Chrześcijańscy mieszkańcy przygranicznego miasteczka Yaroun w południowym Libanie żyją w strachu, że nigdy nie będą mogli wrócić na ziemię swoich przodków. O obawach lokalnej wspólnoty opowiedział Pomocy Kościołowi w Potrzebie ks. Charles Naddaf, proboszcz greckokatolickiej parafii melchickiej.

„Yaroun jest głęboko zranione” – mówi ks. Naddaf, proboszcz parafii św. Jerzego. 1 maja 2026 roku zniszczona została sala parafialna, która służyła wiernym jako tymczasowy kościół. Zburzono także parafialne centrum młodzieżowe oraz klasztor melchickich sióstr bazylianek salwatorianek wraz ze szkołą, do której uczęszczały dzieci z miasteczka i okolic, niezależnie od wyznawanej religii.

Mimo zawieszenia broni, które ogłoszono 17 kwietnia 2026 roku i które formalnie nadal obowiązuje, napięcie w południowym Libanie pozostaje wysokie, a walki trwają. Do Yaroun wciąż nie można wejść, dlatego pełna ocena zniszczeń jest niemożliwa.

To bez wątpienia jedna z największych katastrof, jakie kiedykolwiek dotknęły tę wspólnotę – podkreśla kapłan w rozmowie z PKWP.

Yaroun w około trzech czwartych zamieszkują szyici, ale od wieków obecna jest tam także historyczna wspólnota chrześcijan melchickich. Miasteczko leży bardzo blisko granicy z Izraelem i od października 2023 roku było wielokrotnie celem ataków. 9 października 2023 roku cała ludność po raz pierwszy opuściła Yaroun. W pierwszych miesiącach konfliktu zniszczono kościół parafialny św. Jerzego oraz wiele domów – zarówno chrześcijańskich, jak i muzułmańskich. Pozostała część miejscowości również poniosła poważne straty.

Po zawieszeniu broni z 27 listopada 2024 roku Yaroun ponownie stało się miejscem systematycznych zniszczeń. Wiele domów zostało poważnie uszkodzonych albo zrównanych z ziemią. Zburzono także dużą figurę św. Jerzego, stojącą w zachodniej części miasteczka.

Yaroun

Krucha nadzieja na powrót

Gdy dostęp do Yaroun stopniowo stawał się możliwy, do miejscowości wróciło 15 chrześcijańskich rodzin, których domy nie zostały zniszczone. Mieszkańcy rozpoczęli prowizoryczne naprawy, zamienili salę parafialną w tymczasową kaplicę i znów zaczęli sprawować Eucharystię.

Ich nadzieja okazała się jednak krótkotrwała. Działania wojenne powróciły, a wszystko ponownie obrócono w ruinę. „2 marca 2026 roku wszyscy wierni opuścili Yaroun” – mówi proboszcz. Rodziny znalazły schronienie m.in. w Rmeich, Aïn Ebel, w dystrykcie Bint Jbeil przy granicy z Izraelem, a także w kilku miejscowościach w regionie Góry Liban.

Od początku wojny rodziny żyją na wygnaniu, w dużej bezradności i niepewności – wyjaśnia ks. Naddaf, który obecnie przebywa w maronickim klasztorze Zwiastowania w Rmeich.

Mieszkańców Yaroun martwią nie tylko zniszczenia i przymusowe wysiedlenie. Największy lęk budzi przyszłość chrześcijaństwa w południowym Libanie. – Wysiedleni chrześcijanie nie wybrali tej wojny. Proszą jedynie o to, by mogli wrócić do swoich domów, żyć w pokoju ze wszystkimi i pozostać na ziemi swoich przodków – mówi z niepokojem ks. Naddaf.

Kapłan podkreśla, że sytuacja ma nie tylko wymiar humanitarny. To także ogromne cierpienie psychiczne i duchowe wysiedlonych rodzin. Jego zdaniem mieszkańcy Yaroun potrzebują przede wszystkim pokoju i bezpieczeństwa. Bez nich nikt nie będzie w stanie odbudować życia. Równie ważne jest jednak to, by wysiedleni wiedzieli, że nie zostali zapomniani.

Yaroun

Chrześcijańskie wioski w południowym Libanie: alarm bezpieczeństwa

W obliczu zbliżającego się wycofania armii libańskiej z południa kraju, chrześcijanie przywiązani do swojej ziemi wyrazili obawy o przyszłość.

Cztery chrześcijańskie gminy w południowym Libanie: Alma Sha’b, Rmeich, Debel i Aïn Ebel wyraziły swoje „głębokie zaniepokojenie”. Dotyczy ono rozpoczęcia wycofywania armii libańskiej z części miejscowości przygranicznych. Może to mieć „poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa”, jak podkreślono w oświadczeniu opublikowanym 31 marca 2026 roku.

Sygnatariusze są zdeterminowani, aby pozostać na swojej ziemi „pomimo wszelkich okoliczności”. Apelują przy tym do państwa libańskiego, wyspecjalizowanych agend Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz międzynarodowych organizacji humanitarnych.

Ojciec Maroun Youssef Ghafari, proboszcz Alma Sha’b, rozmawiał z organizacją Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN), potwierdzając te poważne obawy. Opisał także, jak jego parafianie, przesiedleni w całym kraju, starają się zachować nadzieję i jednocześnie zaspokoić swoje potrzeby materialne oraz duchowe.

Jako proboszcz Alma Sha’b, jak reaguje ksiądz na alarm podniesiony przez gminy Alma Sha’b, Rmeich, Debel i Aïn Ebel?

Wycofanie pozostawia otwartą drogę ku nieznanej przyszłości i niezwykle niebezpiecznej sytuacji, zwłaszcza że do tej pory armia libańska eskortowała konwoje pomocy przeznaczone dla tych wiosek. Ponadto izraelscy przedstawiciele codziennie oświadczają, że pozostaną w Libanie, dopóki Hezbollah nie zostanie rozbrojony, oraz że zniszczą wioski na linii frontu, jednak wioski, które nadal są zamieszkane, to wioski chrześcijańskie, a ich mieszkańcy są pokojowi. Mieszkańcy Rmeich i Aïn Ebel są zdeterminowani, aby pozostać na swojej ziemi, nawet jeśli będą musieli „jeść ziemię”, jak stwierdził proboszcz Rmeich w telewizji 31 marca.

Chrześcijanie są przywiązani do swojej ziemi i do swojego państwa. Niestety, to przywiązanie do „ziemi przesłania”, tej ziemi odwiedzonej przez Chrystusa, Dziewicę Maryję i Apostołów, zdaje się wymagać daru z samego siebie i świadectwa krwi, jak miało to miejsce w przypadku mojego brata Samiego, jak również ojca Pierre’a Raï, proboszcza Qlayaa. Trzech młodych maronickich chrześcijan z Aïn Ebel zostało również zabitych w wyniku ostrzałów 12 marca, a dwóch innych chrześcijan z Debel, ojciec i jego syn, zostało zastrzelonych na drodze.

Gdzie ksiądz i parafianie się znajdują i jak wygląda wasze codzienne życie?

10 marca wszyscy mieszkańcy parafii i wioski opuścili Alma Sha’b. Rozproszyli się po całym kraju. Tylko niewielka liczba rodzin przeniosła się do ośrodków zakwaterowania. Wspólnie z radą parafialną, gminą Alma Sha’b oraz sztabem kryzysowym byliśmy w stanie ustalić miejsce pobytu wszystkich. Staramy się utrzymywać z nimi kontakt i odpowiadać na ich pilne potrzeby, zgodnie z naszymi bardzo ograniczonymi środkami. Ale Bóg nie opuszcza swoich dzieci. Ten, który karmi ptaki powietrzne i przyodziewa kwiaty polne, troszczy się również o nas, swoje dzieci, poprzez swoją opatrzność.

Osobiście przebywam w Aaraya, na wschód od Bejrutu. Jednak po stracie mojego brata na moich oczach staram się zebrać siły na każdym poziomie. Jestem kapłanem i sługą powierzonej mi wspólnoty, ale jestem także człowiekiem: raduję się z tymi, którzy się radują, i płaczę z tymi, którzy płaczą. Dziś, gdy znajdujemy się w Wielkim Tygodniu, powtarzam: „Smutna jest moja dusza”, nawiązując do słów Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Sam Jezus zapłakał przed grobem swojego przyjaciela Łazarza, głęboko poruszony… taki jest dziś mój stan.

W tym kontekście, jak wasi wierni przeżywają zbliżające się Święta Wielkanocne?

Od czasu wojny w 2023 roku podjąłem inicjatywę wysyłania każdego ranka rozważania opartego na Słowie Bożym za pośrednictwem mediów społecznościowych. Kontynuuję to, kładąc nacisk na wymiar duchowy, społeczny i moralny. Ponadto pozostajemy uważni na potrzeby każdej osoby: niektórzy wahają się, by się zgłosić, podczas gdy inni robią to spontanicznie.

Jeśli chodzi o Wielki Tydzień, wspólnie z radą parafialną zdecydowaliśmy, że wierni będą uczestniczyć w celebracjach w parafiach, w których obecnie przebywają. W ubiegłym roku, pomimo zniszczeń, kościół w Alma Sha’b był pełny. W tym roku zgromadzenie będzie ograniczone do sobotniego wieczoru w kościele św. Antoniego Wielkiego w Jdeidé el-Metn, na obrzeżach stolicy. Nasza sytuacja przypomina sytuację wiernego ludu w Starym Testamencie. Pozostaje nam jedynie śpiewać z psalmistą: „Jak miłe są przybytki Twoje, Panie Zastępów. Dusza moja tęskni i omdlewa za dziedzińcami Pana”.

Jakie przesłanie ma ksiądz dla dobroczyńców PKWP?

Dziękuję PKWP za uwagę, jaką poświęcacie tej sytuacji i nam jako ludności przesiedlonej. Wszyscy trzymamy się nadziei, że krzyż, który niesiemy, stanie się mostem do zmartwychwstania, którego czasu nie znamy. Ale zmartwychwstanie nadejdzie. Mamy świadectwo do złożenia. Chrystus zmartwychwstał; prawdziwie zmartwychwstał.

POMÓŻ TERAZ

Nie zostawiajmy ich samych. Twoja modlitwa i pomoc to ich nadzieja.

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990 z dopiskiem „Cedry Nadziei”

Korzystając z serwisu Przelewy24.pl przekaż ofiarę

POMÓŻ TERAZ

Liban: „To nie jest sprawiedliwa wojna – to klęska dla nas wszystkich”

Biskup Jules Boutros z Libanu powiedział organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN), że izraelskie ataki są rzekomo wymierzone w Hezbollah. Podkreślił jednak, że w rzeczywistości dotykają wszystkich Libańczyków. Skutki tych działań odczuwa całe społeczeństwo, niezależnie od przynależności religijnej czy miejsca zamieszkania.

W obliczu trwających izraelskich uderzeń na liczne cele w Libanie młody biskup zaznacza, że sytuacja w tym niewielkim kraju jest dramatyczna. Jego zdaniem można ją określić jedynie jako katastrofalną.

Syriackokatolicki biskup Jules Boutros (43 lata), przemawiając z Bejrutu, krytykuje twierdzenie, że izraelskie siły zbrojne atakują wyłącznie obiekty powiązane z wspieraną przez Iran milicją Hezbollah.

Ryzyko jest wszędzie – Liban bez bezpiecznych miejsc

„Niedawno doszło do dwóch ataków na hotele w Bejrucie, z których jeden znajdował się w dzielnicy zamieszkanej głównie przez chrześcijan. A przecież w hotelu może zatrzymać się każdy. Nie mam pewności, czy w mieszkaniu nade mną nie przebywa bojownik Hezbollahu albo czy ktoś nie wynajął domu, by później przekazać go Irańczykowi. To budzi niepokój u każdego Libańczyka mieszkającego w budynku wielorodzinnym czy w gęsto zaludnionej dzielnicy. Ryzyko jest wszędzie” – mówi biskup.

„Jeszcze dziś rano byłem w porcie, gdzie Ojciec Święty odprawiał Mszę o pokój w obecności nie tylko chrześcijan, ale wszystkich Libańczyków. A teraz, zaledwie trzy miesiące później, mamy ponad milion uchodźców” – dodaje z żalem.

Najtrudniejsza sytuacja panuje jednak na południu kraju, w pobliżu granicy z Izraelem.

„Atakowane są chrześcijańskie wioski, zginął nawet kapłan, ks. Pierre El-Raï. Mogło się zdarzyć, że dana miejscowość została zaatakowana, bo przyjęła rodzinę szyicką albo pojawił się tam bojownik Hezbollahu. Atakują każdego, wszędzie. Nie można już powiedzieć, że w Libanie istnieje jakiekolwiek bezpieczne miejsce” – podkreśla biskup.

Znaczna część mieszkańców południa uciekła, choć niektórzy chrześcijanie zdecydowali się pozostać.

„Całe południe Libanu zostało wyludnione. Mówimy o setkach wiosek. Dotyka mnie to osobiście – moja rodzina ma tam dom, moja mama pochodzi z chrześcijańskiej miejscowości. Do tej pory nie musieli uciekać, ale to dla nas bardzo bolesne, bo z tym miejscem wiążą się wszystkie nasze najpiękniejsze wspomnienia. Ci, którzy wyjechali, nie wiedzą, czy kiedykolwiek wrócą, a to jest katastrofa. Jesteśmy bardzo związani z naszą ziemią. Nasi przodkowie budowali te domy, pielęgnowali je, sadzili drzewa oliwne, a teraz wszystko to jest zagrożone” – mówi Boutros.

Liban

Społeczeństwo między podziałem a solidarnością wobec wojny

Zapytany, czy wojna podzieliła wspólnoty religijne w Libanie, czy raczej je zjednoczyła, odpowiada: jedno i drugie.

„Wcześniej nie słyszeliśmy, by szyici krytykowali Hezbollah, a teraz się to zdarza. Niedawno mufti społeczności szyickiej został zapytany, czy otworzy miejsca kultu dla uchodźców. Odpowiedział, że nie, że to zadanie rządu. Wywołało to oburzenie, szczególnie wśród szyitów, którzy wskazywali, że chrześcijanie otworzyli swoje kościoły i klasztory” – relacjonuje biskup.

„Jednocześnie sunnici, druzowie i chrześcijanie są zjednoczeni w sprzeciwie wobec tej wojny. Nie chcemy wojny. Jeśli mamy problemy z Izraelem, powinniśmy negocjować. Nie chcemy walczyć” – podkreśla.

Chrześcijanie szczególnie angażują się w pomoc osobom wewnętrznie przesiedlonym. Diecezje w całym kraju otworzyły kościoły, klasztory i inne budynki, by zapewnić schronienie potrzebującym.

W wielu przypadkach możliwości pomocy są jednak na granicy wyczerpania. Potrzeby są bardzo różnorodne. Obejmują zarówno paliwo do generatorów i wsparcie psychologiczno-duchowe, jak i podstawowe wyposażenie, takie jak pralki, sprzęt AGD, dostęp do internetu czy piece do gotowania.

Są też rodziny, które przyjęły krewnych i pozostają poza oficjalnym systemem pomocy.

„Pewien ksiądz z Tyru ma kontakt ze 120 rodzinami na południu. Mówi, że jedyną i najlepszą formą pomocy są środki finansowe, ponieważ dostarczanie pomocy materialnej jest zbyt niebezpieczne. Nawet nuncjusz apostolski, który niedawno udał się na południe na pogrzeb ks. Pierre’a El-Raï, musiał podróżować w uzbrojonym konwoju, z eskortą czołgów” – mówi biskup.

Organizacja PKWP od lat wspiera Kościół w Libanie i na bieżąco monitoruje sytuację, aby zapewnić niezbędną pomoc.

„Z Libanu chcemy podziękować PKWP za waszą hojność i wszystko, co zrobiliście dla naszych dzieci i rodzin, zwłaszcza dla przesiedlonych i uchodźców w tych czasach wojny i strachu” – mówi biskup Boutros. „Ale nadal potrzebujemy więcej. Dopóki pomagamy naszym przesiedlonym, dzieciom, osobom starszym i niepełnosprawnym, nawet najmniejsza pomoc ma ogromne znaczenie”.

POMÓŻ TERAZ

Nie zostawiajmy ich samych. Twoja modlitwa i pomoc to ich nadzieja.

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990 z dopiskiem „Cedry Nadziei”

Korzystając z serwisu Przelewy24.pl przekaż ofiarę

POMÓŻ TERAZ

Wojna na Bliskim Wschodzie: PKWP zwiększa pilną pomoc dla Libanu

W obliczu niedawnej eskalacji konfliktu w Libanie organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) znacząco zwiększyła swoje wsparcie dla tego kraju. Obecnie działania koncentrują się na rozwoju infrastruktury medycznej, pomocy osobom wewnętrznie przesiedlonym oraz bezpośrednim wsparciu regionów najbardziej dotkniętych atakami.

Jednym z kluczowych celów jest utworzenie nowych ośrodków opieki medycznej na pogrążonym w kryzysie południu kraju. We współpracy z Kościołem maronickim PKWP planuje wykorzystać istniejącą infrastrukturę do uruchomienia centrum medycznego w miejscowości Qlayaa. To miasto z przewagą ludności chrześcijańskiej leży zaledwie kilka kilometrów od granicy z Izraelem. Posługę duszpasterską pełnił tam ks. Pierre el-Raï, który zginął w ataku 9 marca.

Pilna pomoc dla rannych

W Qlayaa działają już wolontariusze i personel medyczny, jednak brakuje leków, sprzętu i środków finansowych. W tym miejscu kluczowa jest pomoc PKWP. Organizacja planuje pokryć wynagrodzenia pracowników medycznych oraz zapewnić niezbędne lekarstwa i wyposażenie. Jest to szczególnie istotne w kontekście dramatycznych wydarzeń ostatnich tygodni, gdy wiele osób zmarło z powodu braku szybkiej pomocy medycznej.

Równolegle fundacja uruchomiła nowe projekty pomocy dla osób przesiedlonych. Około 1500 osób w eparchii maronickiej w Sydonie, na południowym wschodzie Libanu, otrzyma żywność i podstawowe artykuły.

W ramach innego projektu ACN udzieli wsparcia około 8000 osobom, które zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów w regionie Baalbek, w dolinie Bekaa. Co istotne, organizacja kończy już przygotowania do obu inicjatyw i zrealizuje je we współpracy z lokalnymi strukturami Kościoła.

Parafie i klasztory jako schronienia

Pomoc udzielana jest poprzez szeroką sieć instytucji kościelnych. Parafie, instytucje diecezjalne i klasztory przyjmują osoby przesiedlone, organizując dla nich opiekę i schronienie. Wiele osób mieszka obecnie w budynkach kościelnych, u rodzin goszczących lub w wynajmowanych mieszkaniach. Kościół wspiera wszystkich potrzebujących, niezależnie od wyznania.

Sytuacja zaopatrzeniowa w Libanie staje się coraz bardziej dramatyczna. Oprócz trudności w zakupie żywności poważnym problemem są braki paliwa, co dodatkowo utrudnia funkcjonowanie infrastruktury zależnej od generatorów w warunkach częstych przerw w dostawie prądu. PKWP przygotowuje także dodatkowe wsparcie w tym obszarze.

Pomoc dla dzieci uchodźców

Oprócz pomocy doraźnej PKWP odpowiada również na szczególne potrzeby dzieci i rodzin. Fundacja przygotowuje projekt dystrybucji pakietów zawierających gry i Biblie. Mają one pomóc dzieciom lepiej radzić sobie z doświadczeniami ucieczki i przemocy oraz wesprzeć rodziny w obliczu wyjątkowo trudnych sytuacji.

Obecne działania opierają się na wieloletniej współpracy PKWP z Kościołem w Libanie. W czasie eskalacji przemocy związanej z wojną w Strefie Gazy organizacja przeznaczyła ponad cztery miliony euro na 72 projekty, obejmujące wsparcie szkół, pomoc żywnościową, opiekę medyczną oraz pomoc psychologiczną. W obecnej sytuacji lokalni partnerzy spodziewają się jeszcze większego zapotrzebowania na pomoc.

POMÓŻ TERAZ

Nie zostawiajmy ich samych. Twoja modlitwa i pomoc to ich nadzieja.

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990 z dopiskiem „Cedry Nadziei”

Korzystając z serwisu Przelewy24.pl przekaż ofiarę

POMÓŻ TERAZ

„Naszą siłą jest to, że pozostajemy”

Działalność fundacji w Libanie charakteryzuje się długofalowym podejściem. „Naszą siłą jest to, że pozostajemy” – podkreślają lokalni koordynatorzy PKWP. Wiele trwających projektów, takich jak wsparcie szkół katolickich czy programy pomocy psychologicznej, już teraz pełni funkcję pomocy kryzysowej i będzie kontynuowanych w obecnych warunkach.

Sytuacja w Libanie pozostaje napięta. Osoby przesiedlone rozproszyły się po całym kraju, a liczba potrzebujących stale się zmienia. Tym bardziej istotna jest ścisła współpraca z lokalnymi partnerami i innymi organizacjami pomocowymi. Jedno pozostaje pewne: Kościół nadal jest dla wielu ludzi głównym punktem wsparcia, a pomoc PKWP będzie kontynuowana mimo trudnych warunków.

libanu

Naloty w Libanie: Kościoły przyjmują tysiące przesiedlonych

Kościoły otwierają swoje drzwi dla osób wewnętrznie przesiedlonych (IDP), jednak ich możliwości pomocy są już na granicy wytrzymałości, ponieważ prowadzą jednocześnie szkoły, szpitale, domy opieki i sierocińce. Gdy 13 marca kolejne naloty na Bejrut zabiły 25 osób, jedna z wysokich rangą pracownic kościelnej organizacji pomocowej w Libanie powiedziała, że lata kruchego pokoju załamały się w jednej chwili.

Mariella Boutros, koordynatorka projektów w Libanie dla katolickiej organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN), stwierdziła, że nastroje w kraju są „przytłaczająco złe”.

Kruchy rozejm między Hezbollahem a Izraelem, zawarty w 2024 roku, załamał się 28 lutego po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran, w którym zginął jego najwyższy przywódca – ajatollah Ali Chamenei.

Boutros opowiadała, że jeszcze dzień przed rozpoczęciem nalotów przez Izraelskie Siły Obronne (IDF) mieszkańcy Libanu byli bardzo szczęśliwi. Cieszyli się, że ich kraj nie został wciągnięty w rozwijający się konflikt.

Bomby spadają, ludzie uciekają

Jednak już w nocy mieszkańcy południowego Libanu zaczęli się ewakuować. Wkrótce zaczęły spadać bomby, a wstrząsy były odczuwalne nawet w biurze PKWP.

„Sytuacja jest bardziej intensywna niż podczas wojny w 2024 roku. Bombardowania są silniejsze. 11 marca w naszym biurze PKWP odczuliśmy trzy naloty, a w nocy również dochodzi do kolejnych ataków. Osoby przesiedlone są wszędzie. Ich sytuacja jest bardzo trudna” – powiedziała Mariella Boutros.

Od czasu wznowienia walk zginęło około 678 osób, a 1774 zostały ranne według Ministerstwa Zdrowia Publicznego. Aż 22 procent ofiar stanowią dzieci.

Wśród ofiar jest m.in. ks. Pierre El-Raï, maronicki kapłan z chrześcijańskiej wioski Qlayaa na południu Libanu, który zginął w izraelskim ataku w poniedziałek 9 marca. Zginął także 70-letni Sami Ghafari z przygranicznej chrześcijańskiej miejscowości Aalma Sha’b. Mężczyzna został zabity podczas nalotu, gdy podlewał rośliny w swoim ogrodzie.

Boutros poinformowała, że ponad 500 izraelskich ataków na terytorium Libanu spowodowało powstanie około miliona osób wewnętrznie przesiedlonych. W całym kraju otwarto około 550 schronisk, w tym 300 szkół państwowych. Przebywa w nich ponad 120 tys. osób, które nie mają dokąd pójść.

„My i nasi partnerzy jesteśmy zmęczeni. Ta wojna nas przytłacza. Po sześciu latach ledwie przetrwania przy minimalnych środkach jesteśmy u kresu sił. Nie ma dochodów, niczego. Za każdym razem, gdy wydaje się, że sytuacja zaczyna się poprawiać i że wracamy na właściwe tory, a Libańczycy potrafią się podnieść i być odporni, wydarza się coś nowego, co cofa nas do punktu wyjścia, a nawet do punktu zerowego. To właśnie ta wojna. Dominujące odczucie w społeczeństwie jest naprawdę bardzo złe.”

bomby w libanie

Kościoły otwierają drzwi dla wszystkich

Podkreśliła, że choć większość osób przesiedlonych stanowią szyiccy muzułmanie, wśród nich jest także liczna społeczność chrześcijańska. Kościoły otwierają swoje drzwi dla wszystkich, a chrześcijańscy wolontariusze pomagają każdemu potrzebującemu.

Zaznaczyła jednak, że możliwości Kościoła są ograniczone, ponieważ już teraz prowadzi on liczne instytucje: szkoły, szpitale, domy opieki i sierocińce.

„Kościół jest w Libanie prawdziwą skałą. Upadek Kościoła i jego instytucji doprowadziłby do exodusu wszystkich chrześcijan. Upadek Kościoła oznaczałby upadek chrześcijaństwa na całym Bliskim Wschodzie. Na przykład chrześcijanie w Syrii bardzo polegają na Kościele w Libanie. Mówią: ‘Wy trwajcie mocno, a my będziemy bezpieczni’.”

PKWP i inne organizacje zapewniają pomoc doraźną: żywność, lekarstwa, wodę oraz zestawy higieniczne. Jak zaznaczyła, równie ważna pozostaje misja Kościoła.

„Szczególnie na Bliskim Wschodzie jest to program budowania wspólnoty. Chcemy, aby ludzie pozostali zakorzenieni w tej ziemi. Jeśli Kościół nie będzie blisko ludzi, istnieje ryzyko, że wierni wybiorą emigrację. Właśnie tę misję Kościoła wspieramy.”

Podkreśliła również:

„Oczywiście ważne jest dostarczanie ludziom żywności, paliwa i wszystkiego, czego potrzebują. Jednak równie istotne jest to, że Kościół stoi obok wiernych – otwiera swoje drzwi, pokazując, że jest tu, aby wspierać, towarzyszyć, modlić się razem i wspólnie żyć misją Chrystusa. Kościół jest prawdziwą twierdzą, dzięki której chrześcijanie mogą pozostać w tym miejscu.”

Jako PKWP prowadzimy kampanię „Cedry Nadziei”, której celem jest wsparcie chrześcijan w Libanie.

POMÓŻ TERAZ

Nie zostawiajmy ich samych. Twoja modlitwa i pomoc to ich nadzieja.

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990 z dopiskiem „Cedry Nadziei”

Korzystając z serwisu Przelewy24.pl przekaż ofiarę

POMÓŻ TERAZ