Indonezja: PKWP wspiera ofiary trzęsienia ziemi na Flores

Kościół katolicki od pierwszych chwil angażuje się w pomoc ofiarom trzęsienia ziemi, które nawiedziło Flores – jedną z najbardziej chrześcijańskich wysp Indonezji.

15 sierpnia wyspę Flores nawiedziło silne trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,7. W wyniku katastrofy zginęło co najmniej 70 osób, ponad tysiąc zostało rannych, a dziesiątki tysięcy mieszkańców musiały opuścić swoje domy.

Choć Indonezja jest krajem z największą liczbą muzułmanów na świecie, Flores należy do nielicznych wysp archipelagu, na których większość mieszkańców stanowią chrześcijanie. Wyspa jest również jednym z najważniejszych miejsc, z których wywodzą się powołania do życia zakonnego w całej Indonezji – wyjaśnia Marco Bachmann, odpowiedzialny za projekty Pomocy Kościołowi w Potrzebie (ACN) w tym regionie.

Kościół ruszył z pomocą natychmiast

Lokalny Kościół szybko odpowiedział na potrzeby poszkodowanych. W przesłanym do PKWP nagraniu bp Siprianus Hormat z diecezji Ruteng, jednej z sześciu diecezji na Flores, opowiedział o pierwszych działaniach pomocowych.

Za pośrednictwem parafii i instytucji diecezjalnych natychmiast udzieliliśmy pomocy ofiarom. Zapewniliśmy namioty poszkodowanym w różnych parafiach, przygotowaliśmy miejsce dla pacjentów przy Regionalnym Szpitalu w Ruteng, zbieraliśmy pomoc od różnych instytucji i osób oraz utworzyliśmy punkty pomocy – mówi biskup.

Diecezje pomagają również w zbieraniu i weryfikowaniu danych dotyczących poszkodowanych, współpracując przy tym z instytucjami państwowymi. Angażują się w działania ograniczające skutki katastrofy, a także zapewniają mieszkańcom wsparcie duchowe i duszpasterskie.

PKWP od lat realizuje projekty na Flores. Po otrzymaniu informacji o trzęsieniu ziemi, które uszkodziło dziesiątki tysięcy domów oraz co najmniej 75 kościołów i kaplic, organizacja natychmiast skontaktowała się z lokalnymi partnerami, aby ustalić najpilniejsze potrzeby.

PKWP wesprze najbardziej poszkodowanych

Pomoc Kościołowi w Potrzebie zadeklarowała już wsparcie dla lokalnego Kościoła w niesieniu pomocy mieszkańcom najbardziej dotkniętym skutkami trzęsienia ziemi.

Jesteśmy w bezpośrednim kontakcie z biskupami diecezji, które ucierpiały najbardziej. Zatwierdziliśmy już pomoc dla diecezji Ruteng i Labuan Bajo na zakup i dystrybucję podstawowych artykułów, takich jak odzież, leki i żywność. Chcemy również wesprzeć pozostałe poszkodowane diecezje – podkreśla Marco Bachmann.

W dalszej perspektywie PKWP będzie rozpatrywać wnioski dotyczące odbudowy zniszczonych kościołów, a także innych obiektów należących do Kościoła i zgromadzeń zakonnych. Pomoc nie ogranicza się jednak do potrzeb materialnych. Szczególną troską otaczane są osoby, które doświadczyły traumy, w tym dzieci.

Zapewniamy wsparcie psychologiczne poprzez zajęcia pomagające ofiarom radzić sobie z traumą, zwłaszcza najmłodszym. Angażują się w nie księża diecezjalni, zakonnicy i siostry zakonne – mówi bp Hormat. – Równie ważne jest wsparcie duchowe poprzez wizyty duszpasterskie, rozmowy i wspólną modlitwę z poszkodowanymi.

„Gdzie jest Bóg?”

Katastrofa postawiła mieszkańców również przed trudnymi pytaniami dotyczącymi wiary. Jak przyznaje bp Hormat, wielu pyta: „Gdzie jest Bóg? Dlaczego pozwolił, aby doszło do trzęsienia ziemi?”.

Biskup odwiedził dziesiątki miejsc dotkniętych katastrofą i spotykał się z poszkodowanymi.

Głęboko porusza mnie widok ich łez smutku, które powoli przemieniają się w świt nadziei. Bóg zawsze się o nas troszczy. Jego wierna miłość nigdy się nie kończy – podkreśla.

Na zakończenie bp Siprianus Hormat zwrócił się z apelem o solidarność z mieszkańcami Flores:

Proszę o modlitwę i pomoc. Niech Bóg obdarzy swoim błogosławieństwem ofiary tej katastrofy i nas wszystkich.

Trzęsienie ziemi w Indonezji to kolejna w ostatnich miesiącach katastrofa naturalna, w której PKWP wspiera lokalny Kościół. W czerwcu dwa silne wstrząsy spowodowały ogromne zniszczenia i wiele ofiar w Wenezueli. W sierpniu trzęsienie ziemi dotknęło także Kolumbię, powodując poważne straty i pogłębiając potrzeby humanitarne mieszkańców.

Biskup Doniecka: Zło nie jest w stanie zniszczyć wszystkiego

Maksym Ryabukha SDB ma 46 lat i jest biskupem posługującym w strefie wojny. Połowa terytorium jego egzarchatu znajduje się pod rosyjską okupacją, co uniemożliwia mu prowadzenie tam posługi duszpasterskiej. Mimo to podczas wizyty w siedzibie organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) podkreśla, że nawet pośród zniszczeń spowodowanych trwającą wojną nieustannie dostrzega „znaki nadziei”. Widzi je m.in. w wierności kapłanów posługujących blisko linii frontu, solidarności młodych ludzi oraz sile modlitwy matek.

Rok temu mówił Ksiądz Biskup PKWP, że połowa egzarchatu znajduje się pod rosyjską okupacją. Jak wygląda sytuacja obecnie?

Linia frontu nieustannie się przesuwa. Czasem odzyskujemy część terytorium, innym razem posuwają się naprzód wojska rosyjskie. Jednak poza zmianami widocznymi na mapie zmieniła się również sama wojna. Jeszcze rok temu, jeśli znajdowało się około 20 kilometrów od linii frontu, można było czuć się stosunkowo bezpiecznie. Dziś, ze względu na masowe użycie dronów i bomb kierowanych, każdy obszar w promieniu 50 kilometrów od frontu jest niezwykle niebezpieczny.

Jak wygląda sytuacja kościołów na terenach okupowanych?

Niestety skala zniszczeń jest ogromna. Teraz burzone są kolejne domy, jeden po drugim, także plebanie. W Konstantynówce kościół został zniszczony. Na zdjęciach wykonanych przez drony widzimy, że ocalał jedynie fragment krzyża na głównej kopule. Praktycznie kamień na kamieniu nie pozostał. To bardzo trudne.

Jak w takich warunkach pełni Ksiądz Biskup swoją posługę blisko frontu?

Przede wszystkim poprzez modlitwę i towarzyszenie ludziom. Nie mogę zatrzymać wojny ani zmienić biegu wydarzeń, ale mogę być blisko ludzi – w modlitwie, rozmowie i poprzez swoją obecność duszpasterską. Pomimo tragedii wyraźnie widzę, że Bóg nas nie opuszcza. Nieustannie pojawiają się znaki nadziei.

Co Ksiądz Biskup ma na myśli?

Niedawno, podczas kursu dla kapłanów, prowadzący powiedział mi: „Uderza mnie, że wasi księża są tak radośni i spokojni”. Patrząc po ludzku, wydaje się to niemożliwe. Skąd bierze się ten spokój? Z modlitwy i kapłańskiego braterstwa. Staramy się spotykać tak często, jak tylko możemy. Dzięki temu wiem, że niezależnie od tego, co się wydarzy, nigdy nie będę sam. To daje nam spokój i siłę, by iść dalej.

Jak radzą sobie księża?

Ich postawę cechuje heroiczna wierność. Kiedy mówię im, że ze względu na niebezpieczeństwo powinni się ewakuować, odpowiadają: „Przyjąłem święcenia dla tych ludzi. Jeśli wyjadę, kto będzie odprawiał pogrzeby? Kto będzie spowiadał i odwiedzał chorych?”. I zostają.

Jak młodzi ludzie przeżywają swoją wiarę w czasie wojny?

To również bardzo poruszające. W tym roku 60 osób uczestniczyło w kursie dla animatorów, a w naszych parafiach zorganizowaliśmy około 15 obozów wakacyjnych. Młodzi niosą ze sobą radość i spokój, gdziekolwiek się pojawiają.

Ale nie chodzi tylko o młodzież, dotyczy to całej wspólnoty. Działa u nas także grupa „Matki na modlitwie”, która spotyka się co tydzień. Ze względu na niebezpieczeństwo i problemy z transportem księża własnymi samochodami przywożą kobiety na spotkania diecezjalne. Uczestniczy w nich nawet 80 osób.

Czego nauczyła Księdza Biskupa ta wojna?

Niezależnie od tego, jak wielkie jest zło, nigdy nie zniszczy wszystkiego.

Ksiądz Biskup jest salezjaninem. W takich warunkach wychowywanie młodych ludzi do radości musi być szczególnie trudne. Jak to robić?

Samotność niszczy człowieka. Zdrowa wspólnota nadaje życiu sens. Pamiętam młodego człowieka, który po rozpoczęciu okupacji uciekł z rodziną do Zaporoża. Przez wiele miesięcy zamknął się w sobie. Zmagał się z depresją i poczuciem winy, obserwując, jak jego świat zostaje zniszczony.

W końcu udało się go przekonać, żeby pojechał na obóz parafialny. To tchnęło w niego nowe życie. Powiedział mi: „Bycie z przyjaciółmi nauczyło mnie, że życie to coś więcej niż cierpienie. Kiedy każdy dzień może być ostatnim, warto przeżyć go dobrze”.

Czy wojna zmieniła sposób, w jaki ludzie myślą o Bogu?

Wojna odziera życie z pozorów. Nie ma czasu, żeby żyć zgodnie z oczekiwaniami innych. Człowiek zaczyna zadawać sobie najważniejsze pytania: jaki sens ma moje życie? Po co się uczyć, po co pracować, skoro wszystko może skończyć się dzisiaj? Te pytania prowadzą do Boga.

Pośród tego cierpienia obserwujemy wiele powołań. Obecnie mamy 19 seminarzystów. Ludzie naprawdę są spragnieni dobra i sensu.

Czy widzi Ksiądz Biskup wiele nawróceń?

Także dorośli przeżywają nawrócenia. W Zaporożu były jeniec wojenny po uwolnieniu poprosił o chrzest. Zrozumiał, że przeżył tylko dlatego, że coś dawało mu siłę, by wytrwać.

Czy czuje Ksiądz Biskup, że pokój jest coraz bliżej?

Z każdym kolejnym dniem jesteśmy o krok bliżej zwycięstwa i pokoju. Nie wiemy, kiedy dokładnie nadejdą, ale czekamy na nie z coraz większą niecierpliwością.

Jakie przesłanie chciałby Ksiądz Biskup skierować do dobroczyńców takich organizacji jak Pomoc Kościołowi w Potrzebie?

Jestem ogromnie wdzięczny. Dobro, które wspólnie czynimy, jest źródłem wielkiej nadziei. Chciałbym powiedzieć dobroczyńcom, że warto wierzyć w człowieka i w niego inwestować, nawet jeśli czasami wydaje się, że żyjemy w absurdalnym świecie.

Formacja kapłana, wsparcie młodego człowieka czy troska o dziecko są inwestycją w przyszłość całego narodu. Dziękuję wszystkim, którzy razem z nami nadal wierzą, że niemożliwe może stać się możliwe. Dziękuję wszystkim, którzy uznają naszą godność i nasze prawo do życia.

Liban: wakacyjne obozy dają dzieciom wytchnienie od wojny

Zorganizowanie w dzisiejszym Libanie choćby kilku dni zajęć dla dzieci i młodzieży stało się ogromnym wyzwaniem. Mimo to lokalny Kościół nie rezygnuje. W kraju naznaczonym wojną i kryzysem gospodarczym takie inicjatywy są potrzebne bardziej niż kiedykolwiek.

Tego lata organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) finansuje 61 obozów w różnych regionach Libanu. Bierze w nich udział 7465 dzieci i młodych ludzi. Za organizację obozów oraz opiekę nad uczestnikami odpowiadają lokalne diecezje, parafie i ruchy kościelne.

Inicjatywa jest częścią międzynarodowego programu, w ramach którego PKWP wspiera 407 obozów w 11 krajach dotkniętych wojną, przesiedleniami, ubóstwem lub niestabilnością. Pod względem liczby uczestników Liban zajmuje drugie miejsce, zaraz po Syrii.

W melchickiej greckokatolickiej archieparchii Sydonu i Deir El Qamar na południu Libanu organizatorzy muszą nieustannie dostosowywać plany do zmieniającej się sytuacji bezpieczeństwa.

Pierwsze miejsce, które zarezerwowaliśmy, znajdowało się w Joun, w dystrykcie Chouf, i można było do niego dotrzeć przez Sydon. Wojna sprawiła jednak, że znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia. Musieliśmy odwołać rezerwację i zacząć szukać innego odpowiedniego miejsca, co graniczyło z niemożliwością. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy w tym roku obóz w ogóle się odbędzie – mówi Joelle Feghali z Maryjnego Ruchu Apostolskiego (MAM).

Wszystkie przygotowania musieliśmy rozpocząć od początku. Organizacja obozu stała się drogą pełną przeszkód, pilnych decyzji i wyzwań, które czasem wydają się nie mieć końca – dodaje.

Trudności nie ograniczają się do logistyki. Liderzy i wolontariusze również odczuwają zmęczenie i niepewność. Zmagają się przecież z tymi samymi problemami ekonomicznymi, rodzinnymi i zagrożeniami związanymi z wojną, co pozostali mieszkańcy Libanu.

Musimy przypominać liderom o głębszym znaczeniu ich powołania. Są bardzo przywiązani do swojej misji, ale czasami jej ciężar staje się naprawdę trudny do udźwignięcia – podkreśla Feghali.

Rany, które nie zawsze widać

Wojna w 2024 roku doprowadziła do masowych przesiedleń oraz pozostawiła po sobie ogromne straty materialne i emocjonalne. Zanim wiele dzieci zdążyło dojść do siebie, kolejna eskalacja konfliktu, która rozpoczęła się w marcu 2026 roku, ponownie zmusiła setki tysięcy rodzin do opuszczenia domów.

Powtarzające się doświadczenia przemocy i przesiedlenia pogłębiły psychiczne rany najmłodszych. Członkowie Maryjnego Ruchu Apostolskiego obserwują niepokojący wzrost stanów lękowych, izolacji, zaburzeń snu i strachu przed głośnymi dźwiękami.

„Dzisiejsze dzieci i młodzi ludzie noszą w sobie głębokie rany. Samotność, zniechęcenie i brak motywacji stały się częścią ich codzienności” – mówi Joelle Feghali.

Ruch spotyka się również z przypadkami samookaleczeń, myśli samobójczych, uzależnienia od leków oraz nasilających się zaburzeń psychosomatycznych. Część młodych ludzi nie może uczestniczyć w obozach, ponieważ musi pracować, aby opłacić naukę lub wesprzeć finansowo swoje rodziny. Innym na wyjazd nie pozwalają rodzice, którzy obawiają się ponownego pogorszenia sytuacji bezpieczeństwa.

obozy wakacyjne

„Miejsce, w którym mogą odetchnąć”

W tych okolicznościach obozy nie są jedynie wakacyjną rozrywką. Tworzą bezpieczną przestrzeń, w której dzieci i młodzi ludzie mogą mówić o swoich lękach, odzyskać poczucie normalności, budować relacje oparte na zaufaniu i przekonać się, że nie są sami.

„Pokazują dzieciom i młodzieży, że są kochani i ważni, że mają prawo do bezpieczeństwa, radości i nadziei – wyjaśnia Feghali. – Pomagają im odkryć, że mimo trudności wciąż mogą marzyć, działać i włączyć się w odbudowę swojego Kościoła, społeczeństwa i zranionej ojczyzny”.

Jennifer Hajj, wiceprzewodnicząca Maryjnego Ruchu Apostolskiego, od kilku lat organizuje i prowadzi takie spotkania. Jak mówi, wiele dzieci przyjeżdża wycofanych i obciążonych lękami, których nie potrafią nazwać.

„Wiele z nich dorastało w atmosferze niepokoju, strachu i braku bezpieczeństwa. Niektóre bezpośrednio doświadczyły konfliktów, inne żyją z konsekwencjami problemów ekonomicznych swoich rodzin. Nawet jeśli nie mówią o swoim cierpieniu, można je dostrzec w ich oczach, milczeniu i zachowaniu” – tłumaczy.

Kilka wspólnie spędzonych dni potrafi jednak przynieść widoczną zmianę.

„Często jesteśmy świadkami prawdziwej przemiany. Dzieci i nastolatki, które początkowo są zamknięte w sobie, stopniowo zaczynają się uśmiechać. Nawiązują nowe przyjaźnie, odzyskują pewność siebie i odkrywają, że ktoś ich przyjmuje, słucha i kocha” – mówi Hajj.

„Obozy dają im miejsce, w którym wreszcie mogą odetchnąć, śmiać się, bawić i modlić. Mogą też odzyskać poczucie bezpieczeństwa, którego często brakuje w ich codziennym życiu” – dodaje.

Jej zdaniem nawet kilka dni może pozostawić trwały ślad w życiu młodego człowieka.

„Każdy obóz utwierdza mnie w przekonaniu, że zaledwie kilka dni może zmienić czyjeś życie. Kiedy widzimy dziecko lub nastolatka, który wraca do domu szczęśliwszy, spokojniejszy i pełen nadziei, wiemy, że każdy wysiłek, każde poświęcenie i każda godzina oddana tej misji mają sens”.

Wsparcie nie kończy się wraz z wakacjami

Opieka duszpasterska trwa również po zakończeniu obozów. Przez cały rok Maryjny Ruch Apostolski organizuje cotygodniowe spotkania i indywidualne rozmowy, a jego liderzy pozostają w kontakcie z młodymi ludźmi.

„W rzeczywistości, w której tak wiele form „śmierci” – zniechęcenie, samotność, utrata sensu, rozpacz czy uzależnienia – zdaje się zyskiwać na sile, my kierujemy wzrok ku zmartwychwstałemu Chrystusowi, który zwyciężył śmierć” – mówi Feghali.

„W Nim młodzi odkrywają, że żadna noc nie trwa wiecznie, żadna rana nie ma ostatniego słowa, a każde życie może na nowo odrodzić się w nadziei”.

Obozy dają również nastolatkom i młodym dorosłym możliwość podjęcia odpowiedzialności w roli liderów grup. Dzięki temu przestają postrzegać siebie wyłącznie jako ofiary okoliczności. Odkrywają, że mogą służyć innym, być dobrymi liderami i budować pokój w swoich wspólnotach.

„Nie finansujecie zwykłych wakacji”

Zdaniem abp. Elie Béchary Haddada, melchickiego greckokatolickiego arcybiskupa Sydonu i Deir El Qamar, organizowanie takich inicjatyw w czasie wojny jest świadomym opowiedzeniem się po stronie życia.

„Organizowanie letnich obozów dla naszych dzieci, młodzieży i rodzin nie jest po prostu sezonową aktywnością. To akt kulturowego oporu, świadectwo niezachwianej wiary i życiowa konieczność” – podkreśla hierarcha.

Arcybiskup nazywa obozy „bezpieczną przestrzenią, która daje duchowy i psychospołeczny tlen”. Dzieci odzyskują dzięki nim poczucie porządku i mogą poprzez zabawę czy sztukę uwolnić nagromadzone lęki. Dla młodych ludzi obozy stają się szkołą przywództwa i służby, a dla rodzin – konkretnym znakiem, że nie zostały same i że Kościół w nie wierzy.

„Wspierając nasze letnie obozy, nie finansujecie zwykłych wakacji – podkreśla abp Haddad. – Wspieracie trwanie naszej obecności, uzdrowienie naszych dzieci i przyszłość naszej młodzieży”.

Nigeria: „Życie ludzkie jest święte. W cywilizowanym społeczeństwie nie ma miejsca na lincze”

Północna Nigeria najczęściej pojawia się w mediach w kontekście przemocy, porwań i konfliktów międzyreligijnych. W tej trudnej rzeczywistości nie brakuje jednak przykładów pokojowego współistnienia chrześcijan i muzułmanów. Zdaniem bp. Geralda Musy z diecezji Katsina największym problemem nie są różnice religijne, lecz brak bezpieczeństwa i sprawiedliwości, które dotykają całego społeczeństwa.

Podczas wizyty w międzynarodowej siedzibie organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) bp Musa opowiedział o życiu w diecezji położonej w stanie, którego około 98% mieszkańców stanowią muzułmanie. Chrześcijanie są tam niewielką mniejszością. Wbrew obrazowi regionu zdominowanego przez nieustanne konflikty, biskup podkreśla, że dialog jest częścią codziennego życia.

Jest wiele rodzin mieszanych. Żyją w pokoju, ponieważ więzi rodzinne okazują się silniejsze niż różnice religijne – mówi.

Pokojowe współistnienie widać również na targowiskach, w dzielnicach miast i w szkołach. Do placówek edukacyjnych prowadzonych przez diecezję uczęszczają przede wszystkim muzułmanie, którzy uczą się razem z chrześcijanami. Także lokalne władze starają się budować atmosferę wzajemnego szacunku, m.in. poprzez gesty solidarności i życzliwości podczas Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Nadal jednak zdarzają się przypadki uprzedzeń. Lud Hausa jest historycznie silnie związany z islamem, dlatego dla części mieszkańców zaskoczeniem pozostaje fakt, że wśród Hausa są także chrześcijanie.

Niektórzy wciąż uważają, że Hausa nie może być chrześcijaninem, a jeśli nim jest, to z pewnością pochodzi z innego regionu – wyjaśnia bp Musa.

Sprawiedliwość ponad podziałami religijnymi

Biskup przypomina, że od początku XXI wieku wiele stanów północnej Nigerii wprowadziło prawo szariatu. Towarzyszyły temu napięcia i akty przemocy. Zdaniem bp. Musy zasadniczym problemem pozostaje jednak wykorzystywanie religii do celów politycznych.

Dopóki cała uwaga skupiała się na religii, nie zajmowaliśmy się takimi problemami jak korupcja, bezkarność czy niesprawiedliwość – mówi w rozmowie z PKWP.

Jak podkreśla, chrześcijaństwo i islam odwołują się do podstawowych wartości, które mogą stać się fundamentem bezpieczniejszego społeczeństwa.

Obie religie potępiają kradzież, zabójstwo i cudzołóstwo. Te wspólne zasady powinny pomóc nam budować kraj, w którym wszyscy są równi wobec prawa.

Bp Gerald Musa przypomina również o przypadkach osób zabitych bez możliwości obrony i bez sprawiedliwego procesu. Ubolewa, że w Nigerii nadal dochodzi do takich sytuacji.

Nikt nie może zostać skazany bez możliwości obrony. Jeśli ktoś popełnił przestępstwo, to sąd powinien go osądzić. Życie ludzkie jest święte. W cywilizowanym społeczeństwie nie ma miejsca na lincze – podkreśla.

„Porwania stały się wielkim biznesem”

Konflikty na tle religijnym nie są jedynym problemem diecezji Katsina. Coraz większym zagrożeniem stają się grupy przestępcze zajmujące się porwaniami dla okupu, kradzieżą bydła i napadami na wiejskie społeczności.

Porwania stały się wielkim biznesem i poważnym problemem – mówi biskup.

Jego zdaniem na wzrost przemocy wpływa wiele czynników: interesy ekonomiczne, walka o kontrolę nad zasobami naturalnymi, manipulacje polityczne oraz wieloletnie zaniedbanie obszarów wiejskich. Sytuację pogłębia także brak dostępu do edukacji i perspektyw dla tysięcy młodych ludzi. Skutki narastającej przestępczości odczuwają zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie.

Edukacja drogą do pokoju

W odpowiedzi na te wyzwania Kościół stawia na dialog i współpracę z przywódcami muzułmańskimi. Bp Musa podkreśla, że biskupi i imamowie wspólnie próbują rozwiązywać problemy dotyczące całej społeczności. Jednym z nich jest rosnące uzależnienie młodych ludzi od narkotyków.

Współpraca obejmuje również edukację. Biskup przywołuje przykład muzułmańskiego właściciela ziemskiego, który przekazał budynek na szkołę dla osób przesiedlonych z powodu przemocy. Dzięki tej inicjatywie uczą się dziś zarówno dzieci, jak i dorośli. Dla diecezji edukacja jest czymś więcej niż działalnością społeczną.

Edukacja jest jednym z najważniejszych narzędzi budowania pokoju – zaznacza bp Musa.

Dlatego Kościół otwiera swoje szkoły dla rodzin przesiedlonych, w większości muzułmańskich, a także prowadzi programy nauki czytania i pisania dla dorosłych, którzy z powodu przemocy i braku bezpieczeństwa nie mieli wcześniej możliwości zdobycia formalnego wykształcenia.

Zdaniem bp. Geralda Musy działania te pokazują, że nawet w rzeczywistości naznaczonej przemocą chrześcijanie i muzułmanie mogą wspólnie pracować dla dobra całego społeczeństwa.

Kiedy kształcimy młodych ludzi i towarzyszymy tym, którzy stracili wszystko, zasiewamy nadzieję na przyszłość – podsumowuje biskup.

Głos prześladowanych wybrzmiał w Krościenku nad Dunajcem

W dniach 15-16 sierpnia krakowskie biuro Pomocy Kościołowi w Potrzebie gościło w parafii Wszystkich Świętych w Krościenku nad Dunajcem. Przybliżyliśmy wiernym sytuację chrześcijan prześladowanych i dyskryminowanych w różnych częściach świata oraz zachęcaliśmy do modlitwy i konkretnego wsparcia.

W parafii obecny był również ks. Godfrey Wanyelo z Kenii, stypendysta Pomocy Kościołowi w Potrzebie, który studiuje na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Kapłan podczas homilii przypomniał, że wiara chrześcijańska otwiera serce na każdego człowieka, szczególnie na tych, którzy doświadczają cierpienia i odrzucenia.

„Nasza modlitwa i konkretna pomoc są sposobem, by powiedzieć im: nie jesteście sami” – mówił ks. Wanyelo, odnosząc się do chrześcijan cierpiących z powodu prześladowań.

Krościenku nad Dunajcem

Kapłan wskazał m.in. na sytuację chrześcijan w Nigerii, Burkina Faso, Mozambiku i Kamerunie. Wspomniał także o dramatycznych wydarzeniach w swojej ojczystej Kenii oraz o atakach na chrześcijańskie symbole i wspólnoty w innych częściach świata. Jak podkreślił, często niewiele mówi się o ludziach, którzy każdego dnia pozostają wierni Ewangelii mimo zagrożenia życia.

Według danych przywoływanych przez PKWP ponad 380 milionów chrześcijan na świecie doświadcza prześladowań lub dyskryminacji ze względu na swoją wiarę. Organizacja każdego roku realizuje tysiące projektów pomocowych w blisko 140 krajach, wspierając m.in. kapłanów, siostry zakonne, seminarzystów oraz wspólnoty dotknięte przemocą i ubóstwem.

Pomoc dla ponad 150 rodzin z Betlejem

Ważnym elementem obecności PKWP w Krościenku była możliwość wsparcia ponad 150 chrześcijańskich rodzin z Betlejem. Wojna i związany z nią dramatyczny spadek liczby pielgrzymów sprawiły, że wiele osób utraciło źródło utrzymania.

Chrześcijanie z Betlejem próbują zachować swoją obecność w Ziemi Świętej, utrzymując się z pracy własnych rąk. Wykonują ręcznie przedmioty z drewna oliwnego – m.in. figurki, krzyże, kropielnice i różańce w formie bransolet. Ich zakup jest nie tylko wyborem pamiątki, ale przede wszystkim konkretną formą solidarności z rodzinami, które chcą pozostać w swojej ojczyźnie.

Przy głównym wejściu do kościoła stanął czerwony namiot PKWP, w którym można było zobaczyć i nabyć wyroby chrześcijańskich rzemieślników z Betlejem. Dostępne były również mozaiki z Libanu i inne przedmioty.

Spotkanie w Krościenku było okazją, by przypomnieć, że Kościół prześladowany nie jest odległą historią ani anonimową statystyką. Za każdą informacją o przemocy, zniszczonej świątyni czy rodzinie zmuszonej do ucieczki stoją konkretni ludzie, którzy potrzebują modlitwy, pamięci i realnej pomocy.

Krościenku nad Dunajcem

Opracowanie: Nikodem Bała, Marketing & Public Relations w Biurze Regionalnym w Krakowie (Pola Dialogu). Sekcja Polska Pomoc Kościołowi w Potrzebie.