„Bez wiary nie ma życia”. Świadectwo chrześcijan z Bliskiego Wschodu

Wobec nasilających się podziałów chrześcijanie stają się narzędziem pokoju. Z ich współczesnego męczeństwa wyłania się obraz wspólnot, które upomną się o najbardziej potrzebujących, a na przemoc odpowiedzą modlitwą. Przed XV Dniem Solidarności z Kościołem Prześladowanym PKWP mówi o roli chrześcijan z Bliskiego Wschodu.

zdj. ACN InternationalRony Tabash żyje z turystyki. Choć w Betlejem nie ma pielgrzymów, on codziennie idzie na plac przed Bazyliką Narodzenia, by otworzyć sklep. Ludzie pytają go: po co? Widzą tylko jego. Rony nie postrzega jednak swojej pracy jako wyłącznie sposobu na zarabianie pieniędzy. Obecność w Ziemi Świętej jest dla niego misją, a on sam stał się dumnym chrześcijaninem i Palestyńczykiem.

„Nie mogę stąd odejść; nie mogę opuścić mojego ojca. Nasza rodzina jest właścicielem tego sklepu od 1927 roku. Mój ojciec mówi mi: +Miej wiarę, Betlejem to święte miejsce, nie zostanie zniszczone+. Tak, zostanę. Żyjemy w miejscu, w którym urodził się Jezus. Nie możemy go opuścić” – mówi. Rony wierzy, że rodzinny biznes przejmie po nim syn Victor. Wciąż, podobnie jak jego najbliżsi, boi się, co może wydarzyć się w przyszłości. Nad Betlejem pojawiły się rakiety. Dzieci są przerażone, przez co wciąż chcą być blisko swoich rodziców, mieć ich w zasięgu wzroku.O sytuacji chrześcijan w Ziemi Świętej kard. Pierbattista Pizzaballa, łaciński patriarcha Jerozolimy, mówił na konferencji poprzedzającej XV Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym. Wyjaśnił, że po wybuchu wojny ci, którzy żyją z turystyki, stracili źródło utrzymania. Izrael wycofał też na swoim terytorium wszystkie pozwolenia na pracę dla Palestyńczyków, wśród nich dla chrześcijan. „Z trwogą zadajemy sobie pytanie, czy wycofanie tych pozwoleń jest tylko na czas wojny, czy zostanie wprowadzone na stałe” – zaznaczył kard. Pizzaballa.

Patriarcha relacjonował Papieskiemu Stowarzyszeniu Pomoc Kościołowi w Potrzebie, co dzieje się obecnie z liczącą około tysiąca osób wspólnotą wiernych w Gazie. Przebywają oni w miejscu, jakie zostało uznane za obszar wojny. Kard. Pizzaballa wyjaśnił, że podejmowane były rozmowy o opuszczeniu przez nich tego terenu, ale ostatnia ich odpowiedź brzmi: zostajemy. Zaznaczył, że prawie wszystkie rodziny straciły dach nad głową, a ich decyzja o pozostaniu ma swoje uzasadnienie.

POMÓŻ TERAZ

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990z dopiskiem „Bliski Wschód”

Korzystając z serwisuDotpay S.A przekaż ofiarę

Pomóż teraz

„Nie mają dokąd uciec, wszystkie struktury na południe od Gazy są przepełnione, więc nie ma możliwości, by przyjęci zostali jako uchodźcy. Alternatywą byłoby odejść w jakieś puste miejsca, gdzie nie ma ludności, a jest tylko teren, ale to żadne rozwiązanie, bo tam nie będzie wody. Przemieszczanie się jest bardzo niebezpieczne, dlatego odpowiedzieli, że wolą umrzeć na swojej ziemi” – przekazał patriarcha. Nazwał chrześcijan w Gazie „piękną wspólnotą”. „Mimo tego, co przeżywają, świadczą o ogromnej wierze” – podkreślił.

Od 2000 roku w mieście działała szkoła założona przez Siostry Różańca Świętego. Początkowo kształciła 160 uczniów, ale już w tym roku ich liczba wzrosła do 1250. Wśród nich byli chrześcijanie i muzułmanie. Była to jedna z największych placówek w Gazie, oferująca wysoką jakość edukacji dla biednych społeczności. Wpisywała się w pracę, jaką podejmuje Kościół w Ziemi Świętej, gdzie szkoły, w których dzieci różnych religii wspólnie się uczą, są początkiem dla jutra bez przemocy i wojen.Siostra Nabila Saleh, jeszcze przed wybuchem wojny, mówiła, że placówka jest potrzebna chrześcijanom. „Naszym obowiązkiem jest służyć całej społeczności, bez wyjątków. Naszym głównym celem jest wzmocnienie chrześcijan w ich ojczyźnie. Bardzo ważna jest dla nas służba na rzecz edukacji młodzieży” – podkreślała. 4 listopada otrzymała smutną wiadomość, że budynek szkoły, której była dyrektorem, został trafiony pociskiem.

„Wszystko jest zrujnowane. Pękło mi serce” – powiedziała siostra Nabila. Zniszczone zostało m.in. duże boisko na dziedzińcu placówki, a jeden z budynków zawalił się.

Szkoły, gdzie w jednej ławce mogą usiąść dzieci z rodzin chrześcijańskich i muzułmańskich, to wspólny mianownik dla Ziemi Świętej i Libanu. Maronicki patriarcha kard. Béchara Boutros Raï wezwał urzędników państwowych, by podjęli działania, które utrzymają kraj z dala od wojny. Kryzys polityczny i ekonomiczny, jaki ciągnie się tam od kilku lat, zachwiał stabilnością Libanu, a wielu jego mieszkańców pogrążył w ogromnej biedzie, co przyspiesza migrację.

Pomoc Kościołowi w Potrzebie dotarła do świadectwa Jessi, dyrektor jednej ze szkół, która na codzienny dojazd do pracy wydaje wszystko, co zarobi. Musiała szukać nowego miejsca, gdzie otrzymuje drugą pensję i z niej utrzymuje siebie i najbliższych. Kobieta nie chce opuścić uczniów. Doskonale wie, że zamknięte szkoły zabiorą jej podopiecznym szansę na lepszą przyszłość. „To jest sytuacja, w której trzeba przetrwać. Nie chodzi o dobrobyt czy rozwój, chodzi o przetrwanie. My tu w Libanie ledwo żyjemy. Nigdy nie traktowaliśmy nauczania jako pracy. To zawsze była misja” – zaznaczyła Jessi.Zdj. ACN InternationalW Kraju Cedrów, ze względu na dramatyczną sytuację ekonomiczną, coraz więcej rodzin ogranicza wydatki na kształcenie dzieci. Co dziesiąte musi chodzić do pracy, by wspomóc utrzymanie domu. W przypadku syryjskich uchodźców ten wskaźnik wzrasta do ok. 25 proc.

Świadectwo chrześcijan z Ziemi Świętej i Libanu Pomoc Kościołowi w Potrzebie nagłaśnia przed XV Dniem Solidarności z Kościołem Prześladowanym. Inicjatywa, jakiej od początku towarzyszy wsparcie Konferencji Episkopatu Polski, w tym roku upomina się o cierpiących na Bliskim Wschodzie.

Biuro Prasowe PKWP Polska

„Prosimy Boga, nigdy więcej wojny!”

Irakijscy chrześcijanie obawiają się rozprzestrzenienia się konfliktu na cały Bliski Wschód

Bliski WschódZdj. ACN International / Msza św. w kościele św. Jerzego w Teleskof, na Równinie Niniwy; Irak.

– Mieszkańcy Iraku naprawdę boją się, że przemoc rozprzestrzeni się poza Strefę Gazy – powiedział PKWP arcybiskup Erbilu, Bashar Warda. Dodał, że obawia się, iż eskalacja konfliktu może wywołać kolejną falę migracji, co będzie miało katastrofalne skutki dla społeczności chrześcijańskiej, która już została zdziesiątkowana przez wojnę i skrajne ubóstwo. – Prosimy wszystkich przywódców i wszystkich, którzy mają wpływ, aby doprowadzili do uspokojenia sytuacji. Niech Bóg broni, by ta wojna wykroczyła poza to, co obserwujemy ostatnio. Wyrównanie starych porachunków zagroziłoby spójności społecznej w całym regionie. Sytuacja nie jest uregulowana ani w Iraku, ani w sąsiedniej Syrii.

Arcybiskup Warda zaznaczył, że jego wierni żyją w napięciu, a niektórzy wciąż nie są pewni, czy pozostać w kraju po ostatnich aktach przemocy i prześladowaniach ze strony Daesh (ISIS), Al-Kaidy i innych ekstremistycznych grup bojowników. – Przemoc może wywołać jeszcze większą migrację. Strach wciąż jest obecny. To nie jest tak, jakby wojna, którą mieliśmy, miała miejsce 30 lat temu. To było mniej niż 10 lat temu. Rany zadane przez ISIS jeszcze się nie zagoiły – podkreślił duchowny.

Przed 2002 rokiem Irak był domem dla ponad 1,2 miliona chrześcijan, ale prześladowania, przemoc i ubóstwo spowodowały masową migrację wyznawców Chrystusa, których liczbę szacuje się obecnie na około 150 tys. – My jako Kościół, nie jesteśmy jak organizacja pozarządowa. Jesteśmy zależni od obecności wiernych. Jeśli nie masz wokół siebie ludzi, jaki jest sens posiadania jakichkolwiek struktur? – pyta arcybiskup Erbilu.

W rozmowie z PKWP duchowny podziękował Papieskiemu Stowarzyszeniu i innym organizacjom za udzielanie pomocy doraźnej i duszpasterskiej, zwłaszcza w latach kryzysu, którego kulminacją była inwazja Daesh na Mosul, drugie miasto Iraku, oraz pobliską Równinę Niniwy, starożytną ojczyznę chrześcijan, w 2014 r. Wyraził swoją szczególną wdzięczność za obecne wsparcie udzielane przez PKWP dla Programu Stypendialnego Papieża Franciszka, wspierającego naukę studentów na założonym przez niego Katolickim Uniwersytecie w Erbilu (zobacz: https://pkwp.org/newsy/umozliwiamy_edukacje_na_najwyzszym_poziomie).

– W imieniu wszystkich ludzi – zwłaszcza mniejszości, które zwykle cierpią bardziej niż inni, szczególnie w sytuacjach konfliktowych – prosimy Boga, nigdy więcej wojny! – zaapelował chaldejski biskup.

POMÓŻ TERAZ

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990z dopiskiem „Bliski Wschód”

Korzystając z serwisuDotpay S.A przekaż ofiarę

Pomóż teraz

Utrzymać Liban na nogach

Konflikt między Izraelem a Palestyną zagrożeniem dla stabilności kraju i całego regionu.

Ziemia ŚwiętaZdj. Ismael Martínez Sánchez / ACN / Pomnik przeciwko przemocy w porcie w Zatoce Zaituna w Bejrucie, Liban.

– Niech to się skończy, niech ta wojna się skończy. Niech skończy się wczoraj, przed nastaniem dnia dzisiejszego – powiedział przepełniony smutkiem maronicki arcybiskup Trypolisu w Libanie, Monsignor Youssef Soueif. Podkreślił jednocześnie potrzebę znalezienia sprawiedliwego rozwiązania, które pozwoli na współistnienie obu społeczności w regionie. – Społeczność międzynarodowa ma obowiązek wdrożyć rozwiązanie dwupaństwowe. W przeciwnym razie przez dziesięciolecia lub stulecia będzie to otwarty konflikt – z przerwami, ale otwartą wojną – ponieważ nikt nie chce opuścić swojej ojczyzny i swojej ziemi.

Arcybiskup Trypolisu – jedynego w przeważającej mierze sunnickiego regionu Libanu – wyraził głębokie zaniepokojenie obecną sytuacją i jej wpływem na cały Bliski Wschód. – Potrzebujemy interwencji kluczowych podmiotów, które mają wpływ na obie strony, aby powstrzymać przemoc w Izraelu i Strefie Gazy. Ludzie strasznie cierpią. A my cofamy się o dziesięciolecia.

Libańczycy wiedzą, że przemoc nie jest rozwiązaniem

Arcybiskup Soueif podkreślił również straszliwy psychologiczny wpływ tej sytuacji na mieszkańców Libanu, a także zagrożenie, jakie stanowi ona dla stabilności kraju i całego regionu. – Ludzie się boją, bardzo się boją. W tej chwili w Libanie nikt nie ma ochoty na wojnę. Libańczycy mają doświadczenie 17 lat wojny i wiedzą, że przemoc nie jest rozwiązaniem. Mamy więc nadzieję, że nie dojdzie do eskalacji konfliktu. Wciąż mamy nadzieję na rozwiązanie dyplomatyczne, wiemy jednak, że ostatecznie w tej geopolitycznej grze decyzje podejmą inni.

Arcybiskup Trypolisu podkreślił, że w odpowiedzi na powtarzające się apele papieża Franciszka o pokój, wszystkie parafie i szkoły katolickie w jego diecezji modlą się w tej intencji. On sam promuje również w swoim regionie różne inicjatywy międzyreligijne z muzułmańskimi przywódcami, z którymi utrzymuje dobre relacje.

Ziemia ŚwiętaZdj. ACN International / Modlitwa o pokój we franciszkańskim klasztorze św. Antoniego z Padwy w Harissie, Liban; 17.10.2023 r.

Pomoc dla Libanu

Maronicki arcybiskup skomentował też pisemne oświadczenia biskupów Bliskiego Wschodu po synodzie, w których wezwali oni społeczność międzynarodową do wsparcia Libanu stojącego w obliczu bezprecedensowego kryzysu gospodarczego i politycznego. – Musimy pomóc utrzymać Liban na nogach. Musimy przywrócić porządek i międzynarodowe zaufanie do tego kraju. Do tego potrzebne są wybory. Obecnie mamy premiera, ale nie ma prezydenta, więc kraj nie funkcjonuje. Jest to bardzo niebezpieczne, nie tylko dla Libanu, ale dla całego regionu.

Wskazując na fakt, że Liban ma więcej uchodźców niż rdzennych mieszkańców, w tym 2,5 miliona Syryjczyków i pół miliona Palestyńczyków, arcybiskup Trypolisu przypomniał światu, że „istnieje ogromne niebezpieczeństwo destabilizacji wszystkiego. Jeśli kryzys nie zostanie rozwiązany, Europę może dotknąć ryzyko masowej migracji”.

W tym czasie wielkiej potrzeby Pomoc Kościołowi w Potrzebie nieustannie zaangażowana jest we wspieranie Kościoła w Libanie. W 2022 roku PKWP sfinansowała 217 projektów w tym kraju. Obejmowały one 76 projektów pomocy doraźnej, 24 projekty budowlane i rekonstrukcyjne, a także stypendia mszalne dla księży i formację seminarzystów.

POMÓŻ TERAZ

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990z dopiskiem „Bliski Wschód”

Korzystając z serwisuDotpay S.A przekaż ofiarę

Pomóż teraz

Kard. Pizzaballa: Będziemy chcieli odbudować nasz świat

„Naszym wielkim zadaniem, jako Kościoła, będzie znalezienie odpowiedzi na podziały, jakie pogłębiła wojna. Dla chrześcijan, którzy wciąż są w Gazie, musimy znaleźć dach nad głową, bo dziś stracili wszystko. Nasz świat będzie potrzebował odbudowy” – powiedział kard. Pierbattista Pizzaballa, łaciński patriarcha Jerozolimy, przed XV Dniem Solidarności z Kościołem Prześladowanym.

Zdj. ACN InternationalXV Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym odbywa się pod hasłem „To jest zawsze nasz dom”. Pomoc Kościołowi w Potrzebie, organizator wydarzenia, chce pokazać wiernym w Polsce, jakie przesłanie niosą chrześcijanie dla Bliskiego Wschodu, regionu silnie naznaczonego przemocą, który dla tysięcy z nich pozostaje domem.

POMÓŻ TERAZ

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990z dopiskiem „Bliski Wschód”

Korzystając z serwisuDotpay S.A przekaż ofiarę

Pomóż teraz

O sytuacji wyznawców Chrystusa w Ziemi Świętej, która po 7 października na nowo pogrążyła się w wojnie, przed XV Dniem Solidarności z Kościołem Prześladowanym, mówił kard. Pierbattista Pizzaballa, łaciński patriarcha Jerozolimy. Wyjaśnił, że w Strefie Gazy, wśród 2 mln mieszkańców, żyje około tysiąca chrześcijan: katolików i prawosławnych. Patriarcha pozostaje z nimi w ciągłym kontakcie, zabiega o pomoc i możliwość ewakuacji. „Miejsce, gdzie przebywają chrześcijanie, zostało określone jako obszar wojny. Rozmawialiśmy z nimi o opuszczeniu tego terenu, ale ich ostatnia odpowiedź z wczoraj brzmiała: wolimy zostać na miejscu. Wśród nich są rodziny i ok. 60 osób niepełnosprawnych, znajdujących się pod opieką sióstr” – wyjaśnił kard. Pizzaballa.Zdj. Michał Banach / PKWP Polska

Przypomniał, że mieszkańcy Gazy są odcięci od żywności, wody i elektryczności. Chrześcijanie otrzymują pomoc. „Mają zapewnione wszystko na ok. 10 dni” – zauważył patriarcha. Dodał, że prawie wszystkie rodziny straciły dach nad głową, a ich decyzja o pozostaniu ma swoje uzasadnienie. „Nie mają dokąd uciec, wszystkie struktury na południe od Gazy są przepełnione, więc nie ma możliwości, by przyjęci zostali jako uchodźcy. Alternatywą byłoby odejść w jakieś puste miejsca, gdzie nie ma ludności, a jest tylko teren, ale to żadne rozwiązanie, bo tam nie będzie wody. Przemieszczanie się jest bardzo niebezpieczne, dlatego odpowiedzieli, że wolą umrzeć na swojej ziemi” – podkreślił kard. Pierbattista Pizzaballa. Przyznał, że sam jest umocniony ich świadectwem wiary.

Patriarcha przypomniał, że cierpią też chrześcijanie z Betlejem. Na miejscu zamarł ruch turystyczny, przez co tracą oni możliwość utrzymania, a Izrael – po wybuchu wojny – wycofał wszystkie pozwolenia na pracę dla Palestyńczyków po drugiej stronie granicy. „Z trwogą zadajemy sobie pytanie, czy wycofanie pozwolenia na pracę dla Palestyńczyków, dla chrześcijan, jest tylko spowodowane sytuacją wojny, czy będzie wprowadzone na stałe” – zaznaczył kard. Pizzaballa.

Przypomniał, że to, co wydarzyło się 7 października, ma ogromny wpływ emocjonalny na całą ludność i pogłębiło już wcześniej istniejące podziały. „Naszym wielkim zadaniem, jako Kościoła, będzie znalezienie odpowiedzi na te podziały; po wojnie, która nie będzie trwała wiecznie. Będziemy podejmować działania, by pozszywać rany i zniwelować odległości, jakie dzielą poszczególnych ludzi” – zauważył patriarcha.

Ks. bp Artur Miziński, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski, przed XV Dniem Solidarności z Kościołem Prześladowanym, poprosił wiernych w kraju, by w najbliższą niedzielę otoczyli chrześcijan z Bliskiego Wschodu modlitwą i wsparciem materialnym. „Odkryjmy Kościół, w którym nasza modlitwa i ofiarność mogą podnieść na duchu potrzebujących chrześcijan. Jesteśmy jedną rodziną z naszymi Siostrami i Braćmi z Ziemi Świętej i Strefy Gazy” – zaznaczył. Przypomniał, powołując się na raport PKWP pt. „Wolność religijna na świecie”, że nie ustają prześladowania chrześcijan, na które jako Kościół w Polsce chcemy odpowiedzieć poprzez nasze zaangażowanie. Zdj. Michał Banach / PKWP Polska

Ks. prof. Waldemar Cisło, dyrektor sekcji polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie, wskazał, że z danych, jakimi dysponuje, wynika, że spośród 196 krajów w 47 sytuacja wolności religijnej uległa pogorszeniu. Zauważył, że w XV Dniu Solidarności z Kościołem Prześladowanym pochylamy się nad całym Bliskim Wschodem, gdzie konsekwentnie spada liczba chrześcijan.

„Idziemy za wezwaniem, jakie wypowiedział św. Jan Paweł II, że Liban to przesłanie, a chrześcijanie i muzułmanie mogą żyć obok siebie w pokoju. Benedykt XVI uczył nas, że chrześcijanie na Bliskim Wschodzie wnoszą element pojednania” – mówił ks. prof. Cisło.

Wykładowca UKSW wyjaśnił, że „Kościół w Polsce jako jedyny wspiera Kościół Prześladowany na taką skalę, gdy wszyscy wierni w kraju włączają się w modlitwę i wsparcie materialne”. Zauważył, że jutro (11 listopada) modlitwa za cierpiących popłynie z Jasnej Góry. W najbliższą niedzielę w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach odczytane zostanie przesłanie kard. Pierbattisty Pizzaballi do wiernych w Polsce.Zdj. Michał Banach / PKWP Polska

Biuro Prasowe PKWP Polska

Katolicka szkoła w Gazie zniszczona

Kształciła 1250 uczniów rocznie, zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów. Była latarnią nadziei dla lokalnej społeczności.

Ziemia ŚwiętaZdj. ACN International / Zniszczona szkoła Sióstr Różańca Świętego; Gaza, 08.11.2023.

– Wszystko jest zrujnowane. To bardzo smutne. Pękło mi serce – powiedziała PKWP siostra Nabila Saleh ze zgromadzenia Sióstr Różańca Świętego. W sobotę, 4 listopada, otrzymała smutną wiadomość, że budynek szkoły, którego była dyrektorką, został trafiony pociskiem. Placówka była symbolem zarówno chrześcijańskiej obecności w Strefie Gazy, jak i działalności łacińskiego Kościoła katolickiego w dziedzinie edukacji.

Szkoła znajduje się w dzielnicy Tal Al Hawa, jednej z trzech dzielnic Gazy, w których mieszkała większość ludności chrześcijańskiej i która została poważnie dotknięta nalotami w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Zniszczeniu uległo duże boisko na dziedzińcu placówki, a także pobliska infrastruktura; jeden z budynków zawalił się.

Na szczęście siostry zdążyły opuścić szkolne budynki kilka dni po rozpoczęciu wojny. Od tego czasu dwie Siostry Różańca Świętego mieszkają w katolickiej parafii Świętej Rodziny w innej dzielnicy miasta Gaza, gdzie znajduje się kościół, klasztor i mała szkoła. Pomagają pięciu innym siostrom zakonnym (z innych zgromadzeń, m.in. Misjonarkom Miłości) i księdzu w opiece nad 750 przesiedlonymi chrześcijanami – wśród nich jest ok. 100 dzieci i 70 osób specjalnej troski. – Niektórzy uczniowie są tutaj z nami i o ile nam wiadomo, dzięki Bogu, nikt nie zginął. Także strażnik, który opiekował się szkołą, wyjechał kilka dni przed bombardowaniami – potwierdziła siostra Nabila.

Misja sióstr: Wzmacnianie chrześcijan w Gazie

Szkoła prowadzona przez zgromadzenie Sióstr Różańca Świętego była latarnią nadziei dla społeczności w Gazie. Założona w 2000 r., rozpoczęła działalność ze 160 uczniami, ale w 2023 r. kształciła już 1250 uczniów, zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów. Była to jedna z największych szkół w Gazie, oferująca wysokiej jakości edukację dla ubogich społeczności.

– Nasza obecność tutaj jest zarówno wyzwaniem, jak i służbą, ponieważ liczba chrześcijan jest bardzo mała. Istnieje wiele przeszkód, ale naszym obowiązkiem jest służyć całej społeczności, bez wyjątków. Naszym głównym celem jest wzmocnienie chrześcijan w ich ojczyźnie. Bardzo ważna jest dla nas służba na rzecz edukacji młodzieży – wyjaśniała siostra Nabila w rozmowie z PKWP tuż przed rozpoczęciem obecnego konfliktu.

Niedawno PKWP zatwierdziła projekt pomocy dla szkoły, ale z oczywistych powodów nie będzie on już kontynuowany.

Ziemia ŚwiętaZdj. ACN International / Uczniowie grający w koszykówkę na dziedzińcu szkoły Sióstr Różańca Świętego; 19.09.2023.

Zaatakowano 19 miejsc kultu

Innym znaczącym budynkiem chrześcijańskim, który został uszkodzony, jest Centrum Kultury Prawosławnej. – Centrum, którego budowa to było 12 lat ciężkiej pracy, zostało całkowicie zniszczone – powiedział nam partner projektów PKWP związany z Patriarchatem Łacińskim. Istnieją również obawy, że uszkodzone w wyniku nalotów mogło zostać Centrum Katolickie św. Tomasza z Akwinu, które również znajduje się w dzielnicy Tal Al Hawa, choć nie zostało to jeszcze potwierdzone. Lokalne źródło PKWP poinformowało nas, że w tej chwili jest zbyt niebezpiecznie, aby to sprawdzić.

Zgodnie z oświadczeniem wydanym przez Prawosławny Patriarchat Jerozolimy, w ciągu pierwszych trzech tygodni tego niszczycielskiego konfliktu w Strefie Gazy zaatakowano 19 miejsc kultu, w tym meczety i kościoły. Czytamy w nim: „W czasach kryzysu i przeciwności losu sięgamy do słów Psalmu 34,18, który przypomina nam, że <Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu>. Modlimy się o pokój, sprawiedliwość i szybkie zakończenie cierpienia w Strefie Gazy”.

Ziemia ŚwiętaZdj. ACN International / Siostra Nabila z uczniami na dziedzińcu szkoły Sióstr Różańca Świętego w Gazie; fot. z czasu pandemii.

„Nie możemy porzucić ludzi”

Pomimo nakazu ewakuacji wszystkich cywilów na południe Strefy Gazy, siostra Nabila ponownie podkreśliła swoją decyzję o pozostaniu ze wspólnotą w parafii do końca. Powiedziała, że z uwagi na dzieci, osoby starsze, niepełnosprawnych i chorych, którymi się opiekują, przeniesienie się byłoby dla nich logistycznie niemożliwe. – Nie odejdziemy i nie zostawimy naszych ludzi. Jesteśmy tutaj, aby im towarzyszyć, nie możemy ich porzucić – potwierdziła swoją wcześniejszą decyzję.

Miesiąc po rozpoczęciu obecnej wojny w Ziemi Świętej, jej konsekwencje dla małej społeczności chrześcijańskiej w Strefie Gazy można określić jako straszne. Jak przekazał PKWP partner projektów, który jest odpowiedzialny za Strefę Gazy, całkowicie zniszczone zostały co najmniej 53 domy chrześcijańskich rodzin, a w wyniku nalotów uszkodzona została większość budynków należących do chrześcijańskich instytucji.

Większość chrześcijan, którzy pozostali w Strefie Gazy, schroniła się w łacińskiej parafii Świętej Rodziny lub w prawosławnym kościele Świętego Porfiriusza. Według źródeł PKWP związanych z Patriarchatem Łacińskim, mają oni wystarczającą ilość zapasów na nieco ponad tydzień. Poważnym problemem staje się również woda: – Powracają do tradycyjnych sposobów oczyszczania wody. Nie mają prawie żadnego dostępu do elektryczności, ponieważ generator działa tylko przez około trzy godziny dziennie.

To samo źródło przekazało nam, że walki są coraz bliżej parafii. – Jednak bez humanitarnego rozejmu nie może być mowy o ewakuacji, ponieważ ludzie bardzo się boją; słyszą o bombardowaniach w innych obszarach Strefy Gazy. Co więcej, również na tych innych obszarach panuje głód, brakuje wody i schronienia.

POMÓŻ TERAZ

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990z dopiskiem „Bliski Wschód”

Korzystając z serwisuDotpay S.A przekaż ofiarę

Pomóż teraz