Pan ma nasze ręce, by nieść miłosierdzie cierpiącym

„Bądźmy tymi, którzy potrafią sięgać po miłosierdzie Boga, ale i sami nieśmy miłosierdzie potrzebującym” – powiedział ks. prof. Waldemar Cisło z Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Zaznaczył, że pochylając się nad cierpiącymi, pochylamy się nad Chrystusem.

W Niedzielę Miłosierdzia Bożego ks. prof. Waldemar Cisło głosił homilie w Parafii pw. Dobrego Pasterza w Warszawie. Przypomniał wiernym fragment z Dzienniczka św. Faustyny, która w chłodny dzień posługiwała na furcie, gdzie biedni zgłaszali się po pomoc. Opisała swoje spotkanie z ubogim młodzieńcem. Gdy Go nakarmiła, rozpoznała, że to Jezus. „Doszły uszu moich błogosławieństwa ubogich, którzy oddalając się od furty błogosławią mi, i podobało mi się to miłosierdzie twoje w granicach posłuszeństwa, i dlatego zszedłem z tronu, aby skosztować owocu miłosierdzia twego” – usłyszała św. Faustyna od Pana.

Ks. prof. Cisło określił to spotkanie jako przykład „praktycznego wymiaru miłosierdzia”. Tłumaczył, że w twarzach potrzebujących rozpoznajemy dziś Chrystusa, a poprzez pomoc przekraczamy granice państw i kontynentów. Dyrektor sekcji polskiej PKWP sięgał po doświadczenia z Syrii.

„Brakuje tam żywności i leków. Przez sankcje nie można dostarczyć części do urządzeń medycznych. To wszystko mocno komplikuje życie Syryjczyków. Dziecko, żeby mogło chodzić do szkoły, potrzebuje 10 euro, ale jeśli ma się pięcioro dzieci, a zarabia się 20 czy 30 euro, to pozostaje pytanie: któremu dziecku zapłacić za szkołę?” – zaznaczył wykładowca UKSW.

Dyrektor sekcji polskiej PKWP zauważył, że rośnie pokolenie dzieci, które nie znają innej codzienności niż wojna. Przywołał też słowa, jakie usłyszał od pracującego na miejscu franciszkanina. „Mówił, że jeśli w ogóle można przyzwyczaić się do wojny, to powoli mieszkańcom udawało się układać swoje życie. Ale teraz trzęsienie ziemi na nowo zabrało im nadzieję” – podkreślał ks. prof. Cisło.

Wskazywał na pomoc, jaką do Syrii dostarczyło w ostatnich tygodniach Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie we współpracy z Fundacją Przyjaciel Misji. „W imieniu Polaków zawieźliśmy tam najpierw ubrania i żywność. A teraz środki higieny i 1800 paczek dla dzieci, żeby miały odrobinę radości na Wielkanoc” – wyliczał dyrektor sekcji polskiej PKWP.

Wykładowca UKSW przyznał, że wielokrotnie na Bliskim Wschodzie słyszy słowa: „ojcze, podziękuj Polakom”. Sięgnął też po świadectwo siostry Annie z Aleppo, która podkreślała, że „bez pomocy z Polski setki albo tysiące ludzi umarłoby z głodu”.

Ks. prof. Cisło zachęcał wiernych, by byli dumni z tego, jak wiele dobra wobec potrzebujących czyni Kościół. Przestrzegał, by „nie dać się sprowadzić do roli Kościoła milczenia”. Zauważył, że prawdziwa twarz Kościoła „jest naprawdę inna od tej, jaką chce się nam przypiąć”. Dyrektor sekcji polskiej PKWP wyjaśnił wiernym, że broniąc się nie musimy wymyślać nic nowego. „Bądźmy wiarygodni. Wiarygodność to zgodność naszego życia z tym, co głosimy” – dodał.

Wykładowca UKSW, na przykładzie zaparcia się apostoła Piotra, przypomniał wiernym o miłosierdziu, które na nich czeka w konfesjonałach. „Póki mamy czas, korzystajmy z tego” – podkreślił. Zwrócił uwagę na scenę, w której Chrystus pytał św. Piotra o miłość. „To pytanie jest najbardziej istotne. Na końcu i my będziemy o nią pytani. Czy miłujesz mnie?” – zaznaczył ks. prof. Cisło.

Podsumował, że za sprawą Polaków możliwe jest miłosierdzie wobec potrzebujących, ale i oni sami mogą wyciągać rękę po miłosierdzie Boga. Wrócił pamięcią do Wielkiego Tygodnia i Aleppo, gdzie razem z chrześcijanami modlił się i dziękował za Polskę. „Syryjczycy potrzebują usłyszeć, że świat o nich nie zapomniał” – podkreślił dyrektor sekcji polskiej PKWP.

POMÓŻ TERAZ

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990z dopiskiem „Syria”

Korzystając z serwisuDotpay S.A przekaż ofiarę

Pomóż teraz

Biuro Prasowe PKWP Polska

Mój kuzyn, muzułmanin

O nadziei na pojednanie międzyreligijne w Republice Środkowoafrykańskiej rozmawiamy z arcybiskupem Bangui, kard. Dieudonné Nzapalainga.

Mój kuzyn, muzułmaninZdj. Fr. Federico Trinchero, ACN International / Wizyta abp. Dieudonne Nzapalainga i imama Oumar Kobine Layama w obozie dla uchodźców przy klasztorze Karmelitów w Bangui.

Dlaczego w Republice Środkowoafrykańskiej wciąż nie ma pokoju?

W 2020 roku ponownie wybrano prezydenta Faustina-Archange Touadéra. Okoliczności były dość trudne, ponieważ poprzedni prezydent miał do dyspozycji siły zbrojne i groził powrotem do władzy poprzez przewrót wojskowy. W celu wypędzenia rebeliantów z kraju Faustin-Archange Touadéra zawarł sojusze z Rwandą i z Rosją. W walkę z rebeliantami zaangażowała się zwłaszcza grupa Wagnera, która wypędziła ich z większych miast.

Jednak rebelianci nadal są obecni w mniejszych osadach, więc ze względu na brak bezpieczeństwa ludzie nie mogą swobodnie podróżować. Obawiają się blokad dróg i ładunków wybuchowych. Niedawno został ranny włoski misjonarz, o. Norberto Pozzi, gdy jego samochód najechał na minę; trzeba było amputować mu stopę. Oczywiście on sam nie miał nic wspólnego z obecnym konfliktem politycznym.

Dlaczego tak trudno jest położyć kres przemocy w RŚA?

Nasz kraj jest większy niż Francja a słabej administracji trudno jest go kontrolować. Bojówki wrogie rządowi są rozproszone na całym obszarze państwa i trudno je zlokalizować. Nie ma jednej linii frontu. Motywy polityczne tych rebeliantów są niejasne, ale obawiam się, że chodzi raczej o ludzi, którzy wstąpili do bojówek i nie mogą teraz złożyć broni, ponieważ nie mają innych możliwości zarobkowania. Ci, którzy należą do bardziej zorganizowanych grup, biorą w posiadanie ziemie, które plądrują. Oczywiście są bardziej aktywni w miejscach, gdzie jest więcej bogactw, takich jak cenne drewno i minerały. Państwo próbuje narzucić zasady praworządności, a tymczasem wszyscy nasi obywatele cierpią.

W pierwszych dniach wojny w RŚA słyszeliśmy o milicji Séléka, która w większości była muzułmańska, atakującej chrześcijan. Czy zatem konflikt ma wymiar religijny?

Wraz z innymi przywódcami religijnymi w kraju, pastorami i imamami, głośno i wyraźnie ogłosiliśmy, że nie jest to konflikt religijny. Zawsze byliśmy jednomyślni odnośnie ryzyka przekształcenia się walk w wojnę konfesyjną i to stanowisko przyniosło owoce. Jako przywódcy religijni jesteśmy jak rodzice, musimy dawać przykład. Nasi obywatele widzą, że wciąż jesteśmy ze sobą w dobrych stosunkach i że zawsze powtarzaliśmy, że podziały w naszym kraju zostały narzucone z zewnątrz. Nasze wysiłki na rzecz budowania pokoju ułatwił fakt, że w społeczeństwie Afryki Środkowej wiele rodzin jest mieszanych i każdy ma kuzyna, wujka lub kogoś bliskiego, kto należy do innej religii, ale nadal jest częścią tego samego drzewa genealogicznego. W Bangui byliśmy świadkami pięknych momentów braterstwa, w których młodzi muzułmanie pomagali w odbudowie kościołów, a młodzi chrześcijanie w odbudowie meczetów. Podsumowując, mimo że trwający kryzys jest straszny, jego pozytywnym skutkiem jest promowanie jedności między nami.

Niemniej w tym czasie widzieliśmy, jak wiele krajów na obrzeżach regionu Sahelu, takich jak Mali, Burkina Faso, Nigeria czy Niger, staje się strefami wojny między chrześcijanami a muzułmanami… Nie obawia się Ksiądz Kardynał efektu domina?

Nasze doświadczenie pokazuje, że konfliktów religijnych można uniknąć. Są przykłady przeciwne, jak na przykład w Senegalu, gdzie muzułmanie stanowią większość i nie ma konfliktu międzyreligijnego, a nawet wybierali chrześcijańskich prezydentów. Myślę, że przywódcy religijni mają do odegrania bardzo ważną rolę w unikaniu podziałów religijnych.

Mój kuzyn, muzułmaninZdj. ACN International / 50. rocznica założenia misji karmelitańskich w Republice Środkowoafrykańskiej, 2020 r.

Mimo że kraj przeżywa straszny kryzys, Kościół wykazuje niezwykłą żywotność, która przejawia się także w liczbie powołań do kapłaństwa. Czy widzi tu Ksiądz Kardynał jakiś paradoks?

Myślę, że ten okres kryzysu sprzyja rozwojowi Kościoła. Dla naszych biedniejszych rodaków, którzy żyją w bólu, niepewności i ubóstwie, Bóg rzeczywiście jest skałą, na której mogą się oprzeć. Podczas zamieszek, kiedy tak ogromna liczba ludzi została wysiedlona, wielu znalazło schronienie w naszych kościołach, a niektóre dzieci nawet się tam urodziły.

Kościół katolicki w Republice Środkowoafrykańskiej stara się teraz dotrzeć do peryferii, takich jak diecezja Bossangoa położona na północnym wschodzie, która jest nękana przez grupy zbrojne. Mamy tam szkołę i przygotowujemy młodych księży, zarówno pod względem ludzkim, jak i duchowym, do wyjazdu do tej niebezpiecznej strefy. Zapraszamy również świeckie pary katolickie, aby udały się w te miejsca, gdzie nikt inny nie chce iść.

Czy nie jest to zbyt duże ryzyko?

Ludzie, którzy żyją na tych trudnych terenach, potrzebują sakramentów i braterskiego świadectwa Kościoła powszechnego. To jest bardzo ważne. Kiedy zostałem kardynałem, powiedziano mi – i słusznie – że mam reprezentować cały kraj, a nie tylko Bangui. Dlatego też bywam w miejscach, do których nie mogą udać się wysocy rangą przedstawiciele rządu. Oczywiście wiąże się to z ryzykiem, choćby ze względu na stan naszych dróg, z których część nie była remontowana od czasu uzyskania niepodległości. Niedawno na jednej z nich wywrócił się mój samochód… Ale nasze życie to drobiazg w porównaniu z oczekiwaniami ludzi, którzy wołają o duchowe wsparcie.

Papież Franciszek odwiedził RŚA w 2015 roku. Czy przyniosło to jakieś trwałe owoce?

Tak, wzmocniło jedność międzyreligijną. To była wizyta wysokiego ryzyka, ale papież został przyjęty przez wszystkich. Podczas mszy św. celebrowanej na stadionie obecni byli katolicy, protestanci i muzułmanie. Jeden z tych ostatnich powiedział mi nawet, że papież przyjechał, aby ich uwolnić. Aby uwolnić muzułmanów! Należał do wspólnoty zamkniętej w dzielnicy zwanej „Kilometr 5” i żył w strachu przed represjami ze strony chrześcijan.

W 2015 roku obchodziliśmy Rok Miłosierdzia, a papież otworzył tu Drzwi Święte, co było gestem, który na zawsze pozostanie zapisany w historii kraju. Święte Drzwi są na ogół zarezerwowane tylko dla Rzymu. To są drzwi życia i przebaczenia, które symbolizują wizytę Następcy Piotra w naszym kraju.

Wzrasta liczba antychrześcijańskich incydentów

Ataki na kościoły, szkoły i cmentarze ze strony fundamentalistycznych muzułmanów, Żydów, a nawet władz państwowych niepokoją chrześcijan w Ziemi Świętej.

Wzrasta liczba antychrześcijańskich incydentów

– Jak wszyscy widzieliśmy w ostatnich miesiącach, Ziemię Świętą ogarnęła eskalacja przemocy. Dotyka ona coraz częściej miejscowych chrześcijan. W ciągu ostatniego roku celem ataków stały się niektóre z naszych kościołów, szkoły, kondukty pogrzebowe i miejsca publicznych zgromadzeń; zbezczeszczono niektóre z naszych świętych miejsc i cmentarzy; ponadto zamknięto dla tysięcy wiernych niektóre z naszych starożytnych liturgii, takich jak procesja w Niedzielę Palmową czy ceremonia Świętego Ognia. Dzieje się tak pomimo naszych umów o współpracy z władzami – piszą w wielkanocnym oświadczeniu patriarchowie i zwierzchnicy Kościołów w Jerozolimie.

Jak czytamy w ubiegłorocznym raporcie PKWP „Prześladowani i zapomniani”, według Centralnego Biura Statystycznego w 2021 r. w Izraelu żyło 182 tys. chrześcijan. Większość (około 60%) należy do katolickiego Kościoła grecko-melchickiego. Podczas gdy ogólna populacja chrześcijan w Izraelu rośnie (wzrost o 1,4% w 2021 r.), na Terytoriach Palestyńskich historyczne wspólnoty chrześcijańskie nadal się zmniejszają. Przed powstaniem państwa Izrael w 1948 r. chrześcijanie stanowili 18% ludności Zachodniego Brzegu; obecnie liczba ta wynosi mniej niż 1%. Powody emigracji są różne, to np. obawy związane z dyskryminacją w zatrudnieniu, z działalnością ugrupowań militarnych czy ograniczeniami w przemieszczaniu się spowodowanymi przez Barierę Zachodniego Brzegu (mur wybudowany przez Izrael), która rodzi poważne problemy ekonomiczne.

Pomimo trudności, jakie przeżywają Kościoły chrześcijańskie w ostatnim czasie, wspólne oświadczenie patriarchów i zwierzchników Kościołów w Jerozolimie kończy się optymistycznym akcentem. – Jakkolwiek będziemy wytrwali w tych szczerych wysiłkach [do współpracy z władzami], prosimy odpowiedzialnych urzędników o współpracę z nami, jednocześnie wzywając społeczność międzynarodową i lokalnych mieszkańców dobrej woli do orędownictwa w naszym imieniu, aby pomóc zapewnić bezpieczeństwo, wolność religijną dla lokalnej wspólnoty chrześcijańskiej oraz milionów chrześcijańskich pielgrzymów, którzy odwiedzają Ziemię Świętą każdego roku.

– Przyjmując to wsparcie, nie składamy naszej nadziei w rękach jakiegokolwiek ludzkiego źródła. Naszą ostateczną nadzieję pokładamy w samym Bogu. Rzeczywiście, dzięki zmartwychwstaniu Chrystusa mamy błogosławioną pewność łaskawej opatrzności Wszechmogącego poprzez Ducha Świętego, źródło boskiej mocy, zdolnego podtrzymywać nas dzisiaj, tak jak podtrzymywał pierwszych chrześcijan w Jerozolimie wiele wieków temu – stwierdzają patriarchowie i zwierzchnicy Kościołów w Jerozolimie.

Czytaj też:

https://pkwp.org/newsy/wzrost_przemocy_wobec_chrzescijan_w_ziemi_swietej

W Jego oczach miłość

W Jego oczach miłość

Zapraszamy do krakowskiego biura PKWP „Pola dialogu” na spotkanie poświęcone książce opisującej historię autora obrazu Jezusa Miłosiernego.

Jak Bóg objawia swoją obecność w świecie? Wciąż mamy w pamięci niezwykłe doświadczenie Bożej opatrzności, kiedy to we wrześniu ubiegłego roku modliliśmy się podczas naszej comiesięcznej mszy św. za porwanych chrześcijan w Kamerunie, a kilka dni później zostali wypuszczeni na wolność!

Bóg jest bardzo bliski i obecny z nami na co dzień! Objawia się w taki sposób, aby człowiek mógł Go zrozumieć. Świętej siostrze Faustynie ukazał się w wizerunku, który znany jest dziś na całym świecie. Słynny obraz „Jezu Ufam Tobie” pozwola wielu pokoleniom zbliżać się do Jezusa, zakochać się w Nim i żyć już na zawsze ze świadomością, że On jest naszym Zbawcą. Dziś (środa, 12.04.2023) zapraszamy na spotkanie, w czasie którego porozmawiamy o historii Adolfa Hyły, malarza, który wizję świętej siostry Faustyny przelał na płótno. Jakie doświadczenie towarzyszyło malarzowi podczas tworzenia? Na ile potrafił oddać Jego oblicze? Czy we własnym obrazie zobaczył Boga żywego? Jak to jest namalować Boga? c. Na te pytania spróbujemy znaleźć odpowiedź razem z naszym gościem, ks. Piotrem Szwedą MS, historykiem sztuki, teologiem duchowości, saletynem.

Zapraszamy! Wstęp bezpłatny, liczba miejsc ograniczona.

Temat: Jak namalować Boga? II Historia Adolfa Hyły malarza obrazu „Jezu ufam Tobie”

Czas: 12 kwietnia (środa), godzina 18:30

Miejsce: Pola Dialogu Cafe, ul. Stradomska 6

Ks. prof. Cisło: W Aleppo coraz trudniej podtrzymać nadzieję

„Po dwóch miesiącach od trzęsienia ziemi tysiące syryjskich rodzin wciąż nie ma gdzie się podziać. Muszą liczyć na pomoc innych. Robimy, co w naszej mocy, by do nich dotrzeć” – mówi ks. prof. Waldemar Cisło z Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, który przebywał w Aleppo.

Wykładowca UKSW wyjaśnia, że „odbył pielgrzymkę nadziei do Syrii”. Po trzęsieniu ziemi PKWP wspólnie z Fundacją Przyjaciel Misji rozpoczęły prace nad przygotowaniem konwoju humanitarnego, który dotarłby m.in. do Aleppo. W pierwszym etapie do Syryjczyków pojechało 70 ton ciepłej odzieży i żywności. Teraz ta pomoc została uzupełniona o 20 ton środków czystości i paczki świąteczne, jakie trafiły do 1800 dzieci.

Ks. prof. Cisło na miejscu rozmawiał z mieszkańcami. „Ci, których po 12 latach wojny dotknęło trzęsienie ziemi, stracili resztki nadziei. My tę nadzieję staramy się w nich podtrzymać; staramy się ją dawać” – zauważa dyrektor sekcji polskiej PKWP.

Przypomina, że w Syrii nie działają takie służby, jak straż pożarna, policja, służby medyczne. Wyjaśnia, że „nie da się dokładnie ocenić stanu technicznego wielu domów, jakie zostały zniszczone przez trzęsienie ziemi”.

„Od pracującej na miejscu Fundacji ICARE, która jest sprawdzonym partnerem Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie i Fundacji Przyjaciel Misji, usłyszeliśmy, że wciąż tysiące rodzin nie ma się gdzie podziać, przez co nocują w kościołach i meczetach” – zauważa wykładowca UKSW. Zwraca uwagę, że „dostarczając wsparcie potrzebującym nie można stawiać im pytań o świadectwo chrztu, bo każda matka cierpi, gdy widzi płacz swojego głodnego dziecka, bez względu na religię”.

Konwój humanitarny dla Syrii został zrealizowany przy zaangażowaniu darczyńców indywidualnych oraz Fundacji Agencji Rozwoju Przemysłu, Fundacji PKO Banku Polskiego, Fundacji Orlen i Fundacji KGHM.

Ks. prof. Waldemar Cisło tłumaczy, że szybkie rozdzielenie pomocy jest możliwe ze względu na obecne w Aleppo struktury kościelne. „Ten kanał wielokrotnie sprawdzał się w naszej pracy” – mówi.

Na miejscu wykładowca UKSW usłyszał, że równie ważna – obok pomocy humanitarnej – jest obecność. „Mówili nam o tym ojcowie franciszkanie, którzy posługują w Aleppo. Dziękowali za gest solidarności, jakim był przyjazd do cierpiącej Syrii” – podkreśla dyrektor sekcji polskiej PKWP. Wyjaśnia, że zostawił chrześcijanom symboliczny ryngraf z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej, by wiedzieli, gdzie udać się ze swoim płaczem i bólem.

Ks. prof. Cisło nie ma wątpliwości, że na Bliskim Wschodzie potrzebne jest długofalowe wsparcie. Dodaje, że nawet ci, którym udawało się powoli układać swoje życie, teraz muszą mierzyć się z kolejnymi nieszczęściami. „Mamy kryzys ekonomiczny, a średnia pensja, jak dowiedziałem się od pani, która jest pracownikiem naukowym na uniwersytecie, wynosi 20 dolarów miesięcznie” – zwraca uwagę dyrektor sekcji polskiej PKWP. Przypomina, że do przeżycia rodzina potrzebuje ok. 200 dolarów.

Według ks. prof. Cisło, w Syryjczykach jest ogromna wytrwałość. „Mają pełne kościoły. Ci ludzie, na ile mogą, idą tam pięknie ubrani. Starają się modlić i mimo wszystko utrzymać nadzieję” – podsumowuje.

POMÓŻ TERAZ

87 1020 1068 0000 1402 0096 8990z dopiskiem „Syria”

Korzystając z serwisuDotpay S.A przekaż ofiarę

Pomóż teraz

Biuro Prasowe PKWP Polska