Międzynarodowy Szczyt Wolności Religijnej: 13-15 lipca, Waszyngton

„Wolność wyznania dla każdego, wszędzie i przez cały czas”.

KonferencjaZdj. ACN International / Biskup Matthew Hassan Kukah (z Nigerii) przemawia podczas szczytu IRF za pośrednictwem wideokonferencji.

Trwający trzy dni (13-15 lipca) pierwszy w historii Międzynarodowy Szczyt Wolności Religijnej (IRF) zgromadził w Waszyngtonie w celu dyskusji o zagrożeniach dla wolności religijnej na całym świecie ponad 30 różnych wyznań. W szczycie wzięło udział ponad 700 przedstawicieli z około 70 organizacji pozarządowych, w tym z Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN International).

Głos zabrało kilkudziesięciu mówców z szerokiego spektrum politycznego i wyznaniowego z całego świata; wszyscy wzywali do podjęcia globalnych działań w celu zapewnienia i ochrony prawa do wolności religijnej, określanego jako najbardziej fundamentalne prawo człowieka. „Wolność religijna jest podstawowym prawem do określenia siebie w relacji do naszego Stwórcy” – powiedział Edward Clancy, dyrektor ds. kontaktów z PKWP w USA i dodał: „wszystkie inne prawa z tego wypływają”.

Były sekretarz stanu Mike Pompeo powiedział, że „kiedy ludzie tracą prawo do wolności wyznania, dominuje tyrania” i dodał: „Bądźmy murem ze stali, aby chronić przed opresją”, odnosząc się konkretnie do tego, co nazwał chińskim „ludobójstwem” popełnionym na muzułmańskiej mniejszości Ujgurów w północno-zachodnich Chinach. Prześladowanie narodu ujgurskiego i stosowanie przez reżim wyrafinowanej technologii inwigilacji w ucisku wszystkich wyznań było jednym z powracających tematów szczytu. Były Rep. Frank Wolf, autor Międzynarodowej Ustawy o Wolności Religijnej, potępił firmy i ich zwolenników w Kongresie, którzy szukają dostępu do chińskiego rynku pomimo nadużyć w tym kraju.

Nowojorski kardynał Timothy Dolan w swoim końcowym przemówieniu przypomniał słuchaczom, że wolność religijna jest naruszana w 40 procent krajów świata. „Jest to kwestia praw człowieka naszych czasów”, a „religia nie jest jedynie sprawą prywatną – sprawy międzynarodowe muszą być rozpatrywane przez pryzmat wolności religijnej”.KonferencjaZdj. ACN International / Asia Bibi (z Pakistanu) przemawia na szczycie IRF za pośrednictwem wideokonferencji.

Chaldejski arcybiskup Bashar Warda z Erbilu w Kurdystanie – partner projektów PKWP w Iraku – zastanawiał się nad społecznymi skutkami prześladowań chrześcijan, które, jeśli nie są kontrolowane, „w końcu odbierają [ofiarom] ich własność, środki do życia, bezpieczeństwo, a w końcu ich godność jako istot ludzkich. Gdy ta godność zostanie zniszczona, wraz z nią zniszczona zostanie rodzina i cała stabilność społeczna…. [Przywrócenie] godności wymaga od międzynarodowych instytucji i udzielających pomocy czegoś więcej niż tylko liczenia wydanych dolarów i zrealizowanych projektów. Wymaga uczciwego i szczerego traktowania ludzi dotkniętych kryzysem z prostą zasadą – szacunkiem dla nich jako istot ludzkich”.

ISIS być może już dawno nie istnieje, ale stare rany trzeba leczyć, nawet gdy społeczność chrześcijańska w północnym Iraku staje w obliczu nowych zagrożeń – ekonomicznych, społecznych, a nawet militarnych.

Ważnym punktem programu szczytu była Nigeria, gdzie prześladowania religijne są najbardziej dotkliwe. Jednak sytuacja ta jest rzadko opisywana w mediach, a rządy państw zachodnich nie poświęcają jej wystarczająco dużo uwagi. Partnerem programu PKWP był ks. Joseph Bature Fidelis, psycholog odpowiedzialny za Human Resource and Skill Acquisition Center for Trauma Care w diecezji Maiduguri w Nigerii, miejscu narodzin Boko Haram. Centrum – zaprojektowane, by pomóc w powrocie do zdrowia i społecznej reintegracji ofiar przemocy dżihadystów, głównie kobiet, zostało w dużej mierze sfinansowane przez PKWP.

Według Nigeria Security Tracker, od 2011 roku Boko Haram zabiło w Nigerii ponad 40 tys. osób. Globalny Indeks Terroryzmu 2020 plasuje Nigerię jako trzeci kraj po Afganistanie i Iraku najbardziej dotknięty przez terroryzm. Obok Boko Haram indeks wskazuje ekstremistów Fulani jako najbardziej aktywną grupę terrorystyczną w kraju. Odnosząc się do „bezprecedensowej przemocy”, ksiądz Fidelis powiedział, że „nigdzie indziej nie ma takiej skali prześladowań”. Poddał w wątpliwość utrzymującą się teorię, że przemoc Fulani związana jest ze związaną ze zmianami klimatycznymi rywalizacją o ziemię. Postawił pytanie: „Co zasoby mają wspólnego z porwaniami kobiet czy paleniem kościołów?”. Tym, co łączy Boko Haram, ISWAP (ISIS Prowincja Zachodnioafrykańska) i Fulani jest „plan islamistów”; i dodał: „religia jest kluczowym czynnikiem”.

Inne świadectwa dotyczące Nigerii pochodziły od dr Glorii Puldu, przewodniczącej Fundacji Leah Sharibu, która działa na rzecz uwolnienia nastoletniej Leah, przetrzymywanej już cztery lata przez Boko Haram. Z kolei Joy Bishara opowiedziała o swojej męce jako jedna z 276 dziewcząt z Chibok porwanych przez Boko Haram w 2014 roku – uciekła, ale 111 dziewcząt wciąż jest zaginionych. Również biskup Matthew Kukah z Sokoto w Nigerii, przemawiał kilkakrotnie podczas Szczytu.

Podczas wydarzenia wysłuchano wielu świadectw osób ocalałych oraz ofiar nienawiści religijnej i prześladowań. Emocjonalny punkt kulminacyjny stanowiły opowieści dwóch świadków: Irene Weiss opisała swoje przeżycia w Auschwitz, gdzie trafiła w wieku 13 lat; w komorach gazowych straciła rodziców i czworo rodzeństwa; Mariam Ibrahim, chrześcijanka skazana na śmierć, opowiadała o roku spędzonym w więzieniu w Sudanie pod zarzutem apostazji islamu. Przykuta do podłogi w celi urodziła syna.

Kluczowym organizatorem szczytu był ambasador Sam Brownback, który pełnił funkcję ambasadora USA ds. międzynarodowej wolności religijnej w administracji Trumpa. W tym charakterze nadzorował trzy Ministerialne działania na rzecz wolności religijnej (Ministeriale to Advance Religious Freedom) organizowane przez Departament Stanu USA w 2018, 2019 i 2020 roku. Tegoroczny Międzynarodowy Szczyt Wolności Religijnej, który ma być wydarzeniem corocznym, został sfinansowany przez kilka organizacji, w tym Templeton Religion Trust, Alliance Defending Freedom i Family Research Council.

„Prześladowanie i dyskryminacja z powodu wiary jest jednym z podstawowych działań każdej grupy dążącej do dominacji i ucisku, czy to rządowej, czy ekstremistycznej. Ludzie, którzy bronią swojego prawa do poszukiwania prawdy i transcendencji oraz do życia zgodnie ze swoimi zasadami, są przeszkodą dla tych, którzy chcą wyeliminować pluralizm. Ci, którzy przestają szukać, są bardzo podatni na manipulację” – powiedziała Marcela Szymanski, redaktor naczelna wydawanego przez PKWP co dwa lata raportu o wolności religijnej na świecie.

Na zakończenie ambasador Brownback podkreślił podstawowy cel szczytu: „Wolność wyznania dla każdego, wszędzie i przez cały czas”.

Mieszkańcy Myanmaru: Podnieśmy ręce i módlmy się!

Wezwanie do Narodowej Kampanii Modlitwy Konferencji Biskupów Katolickich Myanmaru, 2 sierpnia 2021 r.

BirmaZdjęcie ACN: bp John Saw Yaw Han, Birma

Moi drodzy bracia i siostry z Myanmaru!

Gdy przechodzimy przez wiele wyzwań w naszym życiu, eksperci ostrzegają, że świat, w tym Birma, musi przygotować się na stawienie czoła nadzwyczajnym wyzwaniom ze strony spirali wirusa nowej fali. Szczep Delta jest wysoce zaraźliwy. Więcej infekcji, więcej zgonów, więcej tlenu. To są bardzo niebezpieczne czasy dla godności i przetrwania naszych ludzi. Jeszcze raz błagamy, potrzebna jest jedność. Bez konfliktu, bez wysiedlania. Jedyną wojną, którą musimy prowadzić, jest walka z wirusem. W obliczu tej sytuacji uzbrójmy się tylko w apteczki, tlen i inne wsparcie dla naszych bliskich. Ze względu na brak zasobów ludzkich wszyscy pracownicy służby zdrowia muszą mieć możliwość dotarcia do ludzi cierpiących. Nie jesteśmy politykami. Zawsze dążymy do dobra dla naszych wiernych. Poprzez ten apel wzywam wszystkich ludzi do rozpoczęcia kampanii modlitwy, wznosząc nasze ręce i serca do Wszechmogącego o uzdrowienie. Zbierzmy się jako jedna społeczność, niech współczucie stanie się wspólną religią w tych mrocznych dniach. Wykraczając poza nasze różne tożsamości religijne i wyznaniowe, spotykajmy się na międzyreligijnych spotkaniach modlitewnych on-line. Wspierajmy się nawzajem poprzez nieustanną modlitwę.

Zachęcam Kościół katolicki do nieustannej modlitwy, adoracji, łańcuchów różańcowych w rodzinach i wspólnotach. Pukajmy do Boskich drzwi, aby otworzyć serca wszystkich ludzi, przynieść uzdrowienie, pokój i pojednanie.

Oddajemy wszystkich pod opiekę Boga. Los naszych mieszkańców jest coraz bardziej w rękach Boga, wówczas gdy płyniemy przez burzliwe morze strachu, rozpaczy, niepokoju i pandemii. Niech Boska ręka dotknie i pobłogosławi nasz kraj. Ochroni nasz naród przed pandemią i wszelkimi innymi nieszczęściami.

Jezus mówi: „Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: „Przesuń się stąd tam!”, a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was”. (Mt 17,20). Tak. Nasze problemy napierają na nas jak góry. Ale używajmy wiary. Stańmy się wojownikami modlitwy; aby uleczyć się. Niech uzdrawiająca ręka Boga dotknie każdego i przyniesie zdrowie wszystkim naszym mieszkańcom.

Niech ta kampania modlitewna zaczyna się teraz i trwa co najmniej przez dwa tygodnie. Niech każde serce podniesie głos do Boga, aby nas wszystkich wybawić.+ Kard. Charles Maung Bo,. SDBPrzewodniczący KKBM + John Saw Yaw HanSekretarz Generalny KKBM

Moment przełomowy – refleksja libańskiego księdza rok po eksplozji w Bejrucie

„Byliśmy wśród umarłych, a doświadczyliśmy zmartwychwstania”

LibanZdj. ACN International / ks. Marwan Mouawad.

BEIRUT, Liban. Dokładnie 12 miesięcy temu, 4 sierpnia 2020 r., 46-letni ks. Marwan Mouawad odprawiał Mszę św. dla małej grupy 10 osób w biednej dzielnicy Bejrutu, kiedy poczuł, że budynek kościoła Saint Maron-Baouchrieh zachwiał się. Podejrzewając trzęsienie ziemi, przerwał śpiew. Wysiadł prąd.

Parę sekund później w kościół uderzyła fala podmuchu, wywołana jedną z najsilniejszych eksplozji nienuklearnych, jakie kiedykolwiek odnotowano. Moment ten, zarejestrowany na transmisji video obejrzanej przez trzy miliony ludzi, zmienił kierunek rozwoju Libanu, najbardziej zróżnicowanego religijnie kraju na Bliskim Wschodzie. Nieczynny magazyn azotanu amonu w głównym porcie kraju zapalił się i eksplodował zaledwie trzy kilometry od kościoła księdza Mouawada.

„Spojrzeliśmy na dach i myśleliśmy, że się na nas zawali. W tamtym momencie sądziliśmy, że stracimy życie. Uratowała nas łaska Boża: to był znak od Boga, ponieważ z powodu COVID-19 nie mieliśmy wtedy pozwolenia na otwarcie kościoła dla większej ilości osób” – mówi kapłan. Dlatego w środku szalejącej pandemii, ks. Mouawad codziennie transmitował na żywo mszę dla około 60-70 osób. Pamiętnego 4 sierpnia nikt w kościele nie zginął, choć starsza siostra zakonna doznała poważnego urazu głowy.

„Po eksplozji wyszliśmy z kościoła i wszędzie zobaczyliśmy szkło z wybitych okien. Musieliśmy przesuwać gruz, żeby móc iść po ulicy. To było jak sceny z wojny. Na ulicy leżeli ranni ludzie” – wspomina ks. Mouawad. Ponieważ miejscowy szpital był przepełniony, musieli wrócić do kościoła, aby opatrzyć siostrę, która obecnie wraca do zdrowia. W wyniku wybuchu zginęło ponad 200 osób, a straty, zwłaszcza w dzielnicach przylegających do portu w Bejrucie, zamieszkałe w większości przez chrześcijan, oszacowano na 15 miliardów dolarów.

Wybuch był dla Libanu, który już wcześniej znajdował się w kryzysie, punktem zwrotnym: „Przed eksplozją pomagałem 95 rodzinom w mojej parafii. Obecnie mamy 520 rodzin w potrzebie. W każdy czwartek przychodzą oni do mojego kościoła na ciepły posiłek przygotowywany przez zespół wolontariuszy”.

LibanZdj. ACN International, ks. Marwan Mouawad / Wnętrze maronickiego kościoła Saint Maron-Baouchrieh, po eksplozji z 4.08.2020 r., Bejrut, Liban.

„Przed wybuchem niektórzy z moich parafian przychodzili do mnie, aby dać mi pieniądze na zakup paczek żywnościowych dla ubogich. Po eksplozji niektórzy z tych samych ludzi przychodzą teraz do kościoła, aby prosić o pomoc. Ojcze – mówią – proszę, wybacz nam. Jesteśmy w potrzebie”.

Kryzys dotknął również duchowieństwo, zwłaszcza wielu libańskich żonatych duchownych, którzy zgodnie z tradycją Maronickiego Kościoła Katolickiego mogą zawrzeć związek małżeński przed przyjęciem święceń kapłańskich.

„Jako ksiądz mający rodzinę również odczuwam skutki kryzysu. Mięso, kurczaka, jemy tylko raz w tygodniu, tak samo owoce. Zmniejszyliśmy zużycie energii elektrycznej. Nie robimy tego po to, by być solidarni z ludźmi. My naprawdę nie mamy już pieniędzy”.

Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN International), wspiera wielu księży w Libanie poprzez stypendia mszalne – dzięki temu mogą oni lepiej wspierać swoich parafian, którzy są od nich zależni. PKWP będzie wspierać 45 kapłanów w diecezji Antelias, w tym ks. Mouawada.

Kapłan oprócz tego, że stara się wspierać mieszkańców swojej parafii, zachęca ich też do opowiadania się przeciwko szerzącej się korupcji, która zniszczyła ich ojczyznę: „Chrystus zawsze bronił godności osoby. On chce, abyśmy rzucili wyzwanie ludziom, którzy skorumpowali ten kraj, nawet politykom”.

Dziś wiele zniszczeń po wybuchu w Bejrucie, w tym wiele budynków kościelnych, zostało naprawionych. Kryzys ekonomiczny trwa jednak nadal, a większość ludzi twierdzi, że nigdy o nim nie zapomni.

„Za każdym razem, gdy wchodzimy do kościoła – mówi ks. Mouawad – wracają do nas wspomnienia. Byliśmy wśród umarłych, a doświadczyliśmy zmartwychwstania”.

Liban: Rok później

„Nie możemy po prostu zapomnieć o naszych braciach i siostrach w Libanie” – papież Franciszek

Wybuch w BejrucieZdj. o. Samer Nassif / Eksplozja w porcie w Bejrucie, 4.08.2020 r.

4 sierpnia 2020 r. o godz. 18:07 w porcie w Bejrucie eksplodowało 2750 ton azotanu amonu. „Było to jak bomba atomowa, wszędzie czerwony dym i ogromne zniszczenia” – relacjonował ojciec Raymond Abdo, prowincjał Zakonu Karmelitów w Libanie i partner projektów PKWP.

Wybuch ten został uznany za jedną z najpotężniejszych eksplozji nieatomowych, jakie kiedykolwiek zarejestrowano. W jej wyniku zginęło ponad 200 osób, a 6500 zostało rannych. Zniszczonych lub poważnie uszkodzonych zostało prawie 300 tys. domów i mieszkań, a ponad 100 kościołów, klasztorów, szkół kościelnych i innych instytucji wymagało napraw. Chrześcijańskie dzielnice znajdowały się najbliżej miejsca eksplozji, więc domy, kościoły i szpitale zostały zniszczone. Intensywność eksplozji była odczuwalna nawet na odległym o ponad 150 mil Cyprze. Ks. Samer Nassif stwierdził: „W ciągu jednej sekundy w chrześcijańskiej dzielnicy Bejrutu doszło do większej liczby zniszczeń niż przez wszystkie lata wojny domowej [1975-1990]”.

„Chrześcijanie przeżywają ciężkie chwile, zwątpienie i zagubienie po pandemii, kryzysie ekonomicznym, a na domiar złego – po wybuchu. Niestety, nasz kraj doświadcza teraz drenażu mózgów. Podczas gdy wszyscy Libańczycy cierpią, chrześcijanie są szczególnie skłonni do emigracji na Zachód, gdzie wielu z nich ma już rodziny wśród wielkiej libańskiej diaspory” – wyjaśnia ks. Jad Chlouk, proboszcz maronickiej katedry pw. św. Jerzego w Bejrucie.

Po wybuchu w porcie do ambasad krajów Unii Europejskiej i Ameryki Północnej wpłynęło ponad 380 tys. wniosków o wizy emigracyjne. Większość z nich pochodziła od chrześcijan, którzy niestety nie czują się bezpiecznie we własnej ojczyźnie. Odbija się to negatywnie na całej wspólnocie chrześcijańskiej, ponieważ traci ona większość swoich najzdolniejszych i najlepszych, a zwłaszcza młodych ludzi, którzy są przyszłością. Z tego powodu liczba chrześcijan w kraju maleje z dnia na dzień.

Pomoc PKWP po wybuchu z 4 sierpnia 2020 r.

Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN International) wsparła 19 projektów związanych ze skutkami wybuchu w porcie Bejrutu. Z wyjątkiem kościoła św. Józefa oo. jezuitów, wszystkie projekty są nadal w toku – ten pierwszy jest już ukończony. Priorytetem były pilne prace, mające na celu zabezpieczenie konstrukcji budynków i ochronę przed porą deszczową. Celem jest przywrócenie ich do stanu sprzed eksplozji. Kilku partnerów projektów poinformowało, że szkody były jednak większe niż początkowo oszacowano.

Wybuch w BejrucieZdj. ACN International / Dystrybucja paczek żywnościowych dla potrzebujących rodzin libańskich w Nabaa; wrzesień 2020 r.

Ashrafieh, jedna z najstarszych dzielnic Bejrutu.

Zaledwie 2 km od portu w Bejrucie znajduje się jeden z obszarów dotkniętych eksplozją. Centrum Karagheusian było jednym z tych, które natychmiast otrzymały pomoc.

Siostra Marie Justine el Osta ze Zgromadzenia Sióstr Maronitek Świętej Rodziny jest dyrektorką tej między-wspólnotowej placówki społeczno-medycznej: „W ciągu 15 lat wojny domowej nigdy nie byliśmy świadkami takich zniszczeń. Żaden dom, żaden sklep, żadna instytucja nie została oszczędzona”. Wiele pobliskich domów zostało uszkodzonych, ale na szczęście jest dobra pogoda, a naprawy potrwają miesiące. Siostra wspomniała też, że będą potrzebowali pomocy, zwłaszcza dla tych, którzy „są bez pracy, pieniędzy i jedzenia”.

Liban jest krajem, w którym nie ma planów emerytalnych, ubezpieczeń społecznych czy innych programów socjalnych, więc osoby starsze lub słabsze są utrzymywane przez swoje dzieci i krewnych. Jednak w obliczu kryzysu gospodarczego, na który nałożyła się pandemia i uboczne skutki wybuchu, stało się to obecnie niemożliwe.

Przykładem może być Mona, 52-letnia Libanka, która mieszka ze swoją 91-letnią matką Juliette i była już świadkiem 5 wojen. Mówi nam, że od wybuchu z 4 sierpnia ub.r. jej matka ma traumę i boi się każdego hałasu. Mona jest bez pracy od pięciu lat. Dotąd opiekowała się nią i jej matką reszta rodziny, ale teraz sami mają wystarczająco dużo innych problemów, którymi muszą się zająć. „Bez wiary nie bylibyśmy w stanie iść dalej, to jedyna rzecz, która pomaga nam przetrwać obecną sytuację; to jedyne, co nam pozostało” – twierdzi Mona i dodaje: „S. Rita przychodzi, kiedy jej potrzebujemy (…) zawsze udaje jej się znaleźć dla nas czas. Dla mnie jest to żywe świadectwo Chrystusa na ziemi”.

Właśnie w czasie, gdy tak wiele osób mówi o wyjeździe i emigracji, „jest to odpowiedni moment, aby tu zostać. To jest czas, aby wspierać i trwać przy naszych ludziach, ponieważ tutaj każdy z nich ma swoje problemy” – powiedziała siostra Josephine, zakonnica współpracująca z siostrą Ritą i dodała: „Liban jest przesłaniem. My, tutejsi chrześcijanie, mamy ważną rolę do odegrania w tym kraju, a w dniu, w którym zapomnimy o tym przesłaniu, Liban nie będzie już Libanem”.

Wybuch w BejrucieZdj. ACN International / Odbudowa jednego z kościołów w Bejrucie.

„Nasza Hiroszima”

„Nasza Hiroszima”, tak jedna z ocalałych osób opisuje tragiczną eksplozję z 4 sierpnia, w której straciła dom i mieszkanie. „To było gorsze niż wojna, ponieważ stało się tak nagle. Cała ciężka, wieloletnia praca została zniszczona w ciągu zaledwie siedmiu sekund” – mówi mieszkanka zrujnowanej dzielnicy Bejrutu. Już wcześniej kraj był ekonomicznie na kolanach, ale eksplozja pozostawiła u wielu ludzi głęboki uraz.

Ucierpiały nie tylko najbiedniejsze obszary miasta, położone w pobliżu portu, gdzie wcześniej osiedlali się imigranci i migrujący chrześcijańscy robotnicy, przemieszczający się w poszukiwaniu lepszego życia z regionów górskich na tereny, które teraz zostały całkowicie zniszczone przez katastrofę. Nawet w niektórych dzielnicach centrum Bejrutu, które również ucierpiały w wyniku eksplozji, obserwujemy obecnie exodus ludności.

„Wyjechało około 10% mieszkańców tego przedmieścia, ponieważ nie mogą już mieszkać w swoich domach. Nie mogę nic zrobić, aby ich zatrzymać, bo nie mogę im zaoferować bezpieczeństwa, którego szukają. Są jeszcze ludzie, którzy zachowują nadzieję, ale z każdym dniem jest coraz trudniej” – powiedział ks. Nicolas Riachy, były proboszcz kościoła Świętego Zbawiciela, który stracił dach w wyniku eksplozji.

Sytuacja ekonomiczna w Bejrucie była bardzo trudna, ale kryzys spowodowany wybuchem pogorszył warunki tych, których dotknął. Georgette wyjaśniła zespołowi PKWP swoją osobistą sytuację: „Mieszkam w biednej dzielnicy i nasza sytuacja jest bardzo zła, zwłaszcza po eksplozji. Mieszkam tam z moimi trzema wnukami. Jestem za nie odpowiedzialna i nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc, z wyjątkiem Boga i dobroczyńców z PKWP”. Georgette jest jedną z osób korzystających z paczek żywnościowych rozdawanych dzięki PKWP i naszym dobroczyńcom. Bez względu na to, jak trudne są próby, wiara jest zawsze dla Georgette bezpieczną przystanią: „Sytuacja chrześcijan w Libanie jest niepewna, ale Jezus jest zawsze z nami i nikt nie może nas stąd wypędzić”.

„Pan Bóg ma plany pokoju. Razem dla Libanu” – papież Franciszek, bazylika św. Piotra, 1 lipca 2021 r.:

„W tych nieszczęśliwych czasach chcemy z całą mocą potwierdzić, że Liban jest i musi pozostać projektem pokoju. Jego powołaniem jest być krainą tolerancji i pluralizmu, oazą braterstwa, gdzie spotykają się różne religie i wyznania, gdzie różne wspólnoty żyją razem, przedkładając dobro wspólne nad korzyści partykularne […] Dość wyzyskiwania Libanu i Bliskiego Wschodu dla korzyści obcych! Należy dać samym Libańczykom szansę tworzenia lepszej przyszłości na ich ziemi i bez niewłaściwych ingerencji”.

Liban może liczyć na Polskę

Polska sekcja Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie nie zostawiła mieszkańców Libanu bez wsparcia. W ciągu roku od tragicznej eksplozji w Bejrucie realizujemy kolejne akcje. W sierpniu planujemy duży transport żywności.

LibanZdj. ACN Polska / ks. prof. W. Cisło zawiózł do Libanu m.in. żywność i środki medyczne

Dokładnie rok temu oczy całego świata były zwrócone na Liban. Potężny wybuch w porcie kosztował życie ponad 200 osób. Tysiące kolejnych zostało rannych, inni potracili cały dobytek, jaki posiadali. Eksplozja spotęgowała problemy kraju, którego mieszkańcy zmagają się z potężnym kryzysem ekonomicznym.

„Waluta libańska bardzo straciła na wartości. Oficjalny kurs wymiany to 1,5 tys. funtów libańskich za dolara. Kurs czarnorynkowy to 22 tys. Pensje są wypłacane po kursie oficjalnym, ale towary i ceny poszły za kursem czarnorynkowym” – mówi dyrektor sekcji polskiej Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie ks. prof. Waldemar Cisło.

Ponad 50 proc. mieszkańców Libanu żyje dziś poniżej progu ubóstwa.

PKWP już w pierwszych dniach po dramatycznej eksplozji w Bejrucie ruszyło z pomocą dla Kraju Cedrów. Do ludzi, którzy utracili wszystko, transportem wojskowym z Polski dotarły m.in. żywność z długim terminem ważności oraz artykuły medyczne i środki czystości.

„Po pierwszej zbiórce, jaką organizowaliśmy, udało nam się pomóc dodatkowo kilkuset rodzinom. Daliśmy im jednorazowe wsparcie, równe ich miesięcznej pensji, aby ci ludzie, którzy stracili wszystko, mieli jakiś zasiłek, szansę na przeżycie najbliższych dni” – mówi ks. Paweł Antosiak z PKWP.

W pomocy pośredniczył patriarchat i kościoły, co gwarantowało dotarcie do najbardziej potrzebujących mieszkańców.

Wspólnie z innymi biurami międzynarodowymi Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie włączyliśmy się w odbudowę zniszczonych budynków kościelnych. Ponadto, w obliczu nadchodzącej zimy, przekazaliśmy mieszkańcom Bejrutu środki na wstawienie okien i podstawowe remonty.

„Na to wszystko w pierwszym rzucie zostało wydane 2 mln 700 tys. euro. Kolejna pomoc to prawie 2,5 mln euro, regularnie rozdzielana przez kościoły, z którymi współpracujemy, do rodzin potrzebujących. To w dużej mierze chrześcijanie. Ta zniszczona część miasta na skutek eksplozji to głównie stara dzielnica chrześcijańska” – dodaje ks. Paweł Antosiak.

Polska sekcja PKWP planuje kontynuować wsparcie.

„Wszystko na to wskazuje, że dzięki życzliwości Wojska Polskiego pod koniec sierpnia uda nam się dostarczyć do Libanu mleko w proszku. Być może uda się też przekazać paczki żywnościowe” – tłumaczy ks. prof. Waldemar Cisło.

Mleko w proszku – za pośrednictwem polskiej sekcji PKWP – docierało wcześniej m.in. do Syrii. Ze względu na niedożywienie matki nie były w stanie wykarmić swoich dzieci. W reakcji na płacz brały wodę z kałuży, mieszały z ziołami, by w ten sposób oszukać płaczące niemowlęta. Mleko w proszku w Aleppo odbierały w specjalnym punkcie. Projekt objął wtedy około 3 tys. kobiet i ich dzieci.

ACN Polska