Międzynarodowy Szczyt Wolności Religijnej (IRF) (13-15 lipca)

Społeczny wpływ prześladowań i dyskryminacji religijnej – pierwszy w historii Międzynarodowy Szczyt Wolności Religijnej (IRF) (13-15 lipca) w Waszyngtonie zgromadził ponad 30 różnych wyznań, aby omówić zagrożenia dla wolności religijnej na całym świecie. W szczycie wzięło udział ponad 700 przedstawicieli około 70 organizacji pozarządowych, w tym Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN).

Szczyt Wolności ReligijnejZdjęcie ACN, Waszyngton, USA

Poniżej przemówienie Abp. Wardy z Iraku:

Dzień dobry,

dziękuję organizatorom za zorganizowanie tego ważnego wydarzenia, tak potrzebnego, aby temat prześladowań i dyskryminacji religijnej nie został zapomniany. Opowiem wam dzisiaj o moim własnym doświadczeniu w obserwowaniu wpływu prześladowań w Iraku, które miały miejsce w czasie wojny z ISIS aż do chwili obecnej. W szczególności opowiem o wpływie na najważniejszą strukturę społeczną w każdym społeczeństwie – rodzinę.

Krótko mówiąc, ciągłe prześladowania grupy, jeśli nie zostaną powstrzymane, w końcu odbierają środki do życia, bezpieczeństwo, a ostatecznie godność istot ludzkich. Gdy ta godność zostanie zniszczona, zniszczona zostaje rodzina i cała stabilność społeczna. I choć budynki można szybko odbudować, to przywrócenie godności tym, którzy zostali brutalnie zmarginalizowani i upokorzeni jako ludzie, jest o wiele trudniejszą drogą, której ukryte koszty są znacznie większe niż jakąkolwiek kwestia materialna. To przywrócenie godności wymaga od międzynarodowych interwenientów i dostawców pomocy czegoś więcej niż tylko wydanych dolarów i ukończonych projektów. Wymaga uczciwego i szczerego traktowania osób dotkniętych chorobą przez prostą rzecz – jaką jest szacunek dla nich jako istot ludzkich. Jak powiedział wcześniej Papież Franciszek do międzynarodowej społeczności pomocowej: „Ludzie muszą być przed projektami”.

W Iraku ludobójstwo na chrześcijanach i masowe wysiedlenia, które nastąpiły po nich, zmusiły dziesiątki tysięcy rodzin do bezdomności. W tej i tak już najtrudniejszej sytuacji ojcowie stali się bezsilni w opiece nad swoimi rodzinami. Zmienili się z dnia na dzień w bezbronnych żebraków. Dla większości z nich były to lata bez możliwości utrzymania swoich rodzin i zapewnienia znaczącej przyszłości swoim dzieciom. Wysiłki związane z budowaniem biznesów wciąż kradną im ich prześladowcy, którzy nadal są w Iraku, ale teraz w innych mundurach. Programy pomocowe, których celem jest osiągnięcie rozwiązań społecznych, finansowych i politycznych zaprojektowanych na Zachodzie, ukierunkowują niewinnych i bezsilnych odbiorców na sposoby, aby pomóc im wyjść z nędzy. Innymi słowy, jako warunek otrzymania jałmużny, prześladowani muszą teraz zaakceptować ten fakt bez protestu. A zatem upokorzenie za upokorzeniem. W Iraku, jak w każdym innym miejscu na tym upadłym świecie, cierpienie prowadzi do niepokojów, rozpadu rodziny, rozpaczy, uzależnienia i wreszcie exodusu. A wszystko zaczyna się, kiedy pozwolimy, by nasiliły się prześladowania, kiedy po raz pierwszy zaczniemy kraść sobie nawzajem godność. Czy pozostaje jakakolwiek nadzieja dla chrześcijan i innych mniejszości religijnych w Iraku? Cała odbudowa budynków będzie daremna bez większego skupienia się na odbudowie godności. W tym zakresie, moi przyjaciele, wszyscy mamy jeszcze przed sobą bardzo ciężką pracę. Za mój zepsuty kraj modlę się, abyśmy nadal mieli wasze wsparcie. Dziękuję!

Opr. Ks. Andrzej Paś, PKWP

“Kolay gelsin” – dzieło salezjanów w Stambule

„Kolay gelsin”, dosłownie „niech przyjdzie łatwo”, to powszechne powitanie słyszane na ulicach Turcji. Mówi się, że dla wykonujący ciężką pracę, ludzie wyrażają życzenie, aby mogli z większą łatwością znosić swoje ciężary, by być szczęśliwymi. Ksiądz Simon Härting, salezjanin urodzony w Niemczech, uważa to za pozdrowienie głęboko chrześcijańskie, które również trafnie opisuje jego pracę w Stambule, gdzie posługuje od trzech lat.

TurcjaZdjęcie ACN, Don Bosco, Istambuł

Podczas wizyty w Pomocy Kościołowi w Potrzebie (ACN) mówił o Bomonti, historycznie tradycyjnie chrześcijańskiej dzielnicy miasta, która dziś charakteryzuje się obecnością dużej liczby rodzin imigrantów z różnych kultur.

Salezjanie Ks. Bosko angażują się w różnorodną działalność w Wikariacie Apostolskim w Stambule; jednak głównym celem ich pracy jest wyraźnie świadczenie usług duszpasterskich i pedagogicznych, związanych z opieką duszpasterską nad emigrantami i uchodźcami mieszkającymi w Bomonti.

Większość z tych osób uważa Turcję jedynie za przystanek w podróży, ponieważ chcą wyemigrować do takich krajów jak Australia czy Kanada. „Wiele się mówi o uchodźcach z Iraku czy Syrii, ale przyjeżdża też wielu innych, np. z Pakistanu, Nigerii, Burkina Faso, Mali czy Wybrzeża Kości Słoniowej, żeby wymienić tylko kilka krajów i zostają na lata. Niektórzy z nich muszą czekać sześć lub siedem lat na wizę” – wyjaśnił ojciec Simon. W rezultacie Salezjanie poświęcili się wychowaniu dzieci z tych rodzin. W kampusie Evrim w Bomonti prowadzą szkołę dla ponad 400 dzieci oraz małe centrum młodzieżowe dla 40 nastolatków.

Kolejnym obszarem ich pracy jest sprawowanie opieki duszpasterskiej w języku tureckim. Bomonti kiedyś znajdowało się na obrzeżach miasta, ale dziś jest samym sercem Stambułu. Lokalny kościół dzielnicy, „Notre Dame de Lourdes”, jest jedynym kościołem w Stambule poświęconym wyłącznie tureckojęzycznej społeczności katolickiej. W innych parafiach przeważają języki grecki i francuski nad tureckim, ponieważ Stambuł jest miastem wielokulturowym i wielojęzycznym. Populacja Stambułu wzrosła dziesięciokrotnie w ciągu ostatnich 50 lat, a miasto ma jedną z największych populacji młodych ludzi ze wszystkich miast europejskich.

W parafii “Notre Dame de Lourdes” dzieci, młodzież i dorośli mówiący po turecku przygotowują się do przyjęcia pierwszej Komunii Św., Bierzmowania lub przyjęcia sakramentu małżeństwa. „W Wikariacie Stambułu mamy około 100 katechumenów pochodzących z wielu różnych krajów, w tym Turków i Irańczyków. Stawanie się chrześcijaninem nie jest tutaj zabronione. Stopień akceptacji społecznej różni się w zależności od przypadku. Jedni są przez swoje rodziny wydziedziczone, inni nie mają żadnych problemów, a czasem zdarza się, że całe rodziny decydują się na chrześcijaństwo” – relacjonował o. Simon. Parafia pilnie potrzebuje odpowiednich obiektów, aby móc świadczyć usługi duszpasterskie. Z tego powodu salezjanie chcieliby wybudować z pomocą dobrodziejów PKWP nowy ośrodek parafialny na terenie Kampusu Evrim, który ma służyć wszystkim, zarówno mieszkańcom, jak i imigrantom, oraz ułatwiać wymianę międzykulturową między młodymi ludźmi mieszkającymi w tej dzielnicy miasta.

Wielu z tych, którzy przychodzą do Salezjanów po pomoc, przeżyło trudne, traumatyczne przeżycia i szuka ukojenia. Albo żyją w bardzo delikatnych strukturach społecznych. Jednak ich sytuacja często staje się dramatyczna, gdy migranci decydują się opuścić Turcję i nie mają już cierpliwości, by czekać na wizę. „To okropne uczucie, kiedy przychodzą do mnie po niedzielnej Mszy św. i proszą o błogosławieństwo dla ich podróży. Wiem, dokąd zmierzają, i że nie zawsze dobrze się to kończy” – mówi ojciec Simon.

Ciężary ponoszone przez wielu uchodźców są tak wielkie, że nie da się ich znieść. „Nowe centrum ma być ‘Kolay gelsin’’ źródłem ulgi, błogosławieństwem dla nich” – wyjaśnił ojciec Simon. Dlatego Salezjanie czują się inspirowani pozdrowieniem: „Kolay gelsin” – niech przyjdzie łatwo. Niech Bóg da ulgę. „Naszym powołaniem jest nosić nawzajem ciężary i nieść światu zbawienie dla nas wszystkich. Dar lekkości i zbawienia, to jest to, co chcielibyśmy dać, zakładając nowe centrum w kampusie Evrim”.

ks. Andrzej Paś, PKWP

Demokratyczna Republika Konga: Porwana zakonnica znów jest wolna

Siostra Francine, porwana 8 lipca w Gomie, we wschodniej Demokratycznej Prowincji Konga, znów jest wolna. Zostało to ogłoszone przez jej wspólnotę zakonną, Córki Zmartwychwstania, dla „Pomocy Kościołowi w Potrzebie” (ACN).

DRKZdjęcie ACN, Regina Lynch i Córki Zmartwychwstania, Kongo

Zakonnica nie jest ranna, ale ma traumę. Społeczność nie ujawniła więcej szczegółów na temat tła porwania i szybkiego uwolnienia. Siostra Francine nie wróciła w czwartek w zeszłym tygodniu po wizycie na targu w Gomie. Niedługo później porywacze skontaktowali się z przedstawicielami lokalnego kościoła. Prowincja Kivu od lat jest nękana przez radykalne islamistyczne milicje i gangi przestępcze. Lokalnym problemem są konflikty etniczne i zawłaszczanie zasobów naturalnych.

„Porwania jako środek nacisku”

„Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że Siostra Francine wróciła cała i zdrowa do swojej wspólnoty” – powiedziała Regina Lynch, dyrektor projektów Pomocy Kościołowi w Potrzebie (ACN). „Niestety okazuje się, że porwania, zwłaszcza księży i zakonników, stały się bronią i środkiem nacisku w wielu krajach afrykańskich”.

„Wielu księży i zakonników, takich jak Gloria Cecilia Narvaez w Mali, często ginie na lata. Ma to miejsce od Mali, przez Nigerię, Kongo i dalej, jak mówi Lynch. Inni członkowie Kościoła nie przeżywają porwań. Celem jest zwiększenie strachu i terroru wśród ludności. To bardzo niepokojący rozwój sytuacji”.

ACN wspiera szereg projektów we wschodniej Demokratycznej Republice Konga, zapewniając fundusze na budowę plebanii i kościołów oraz programy formacji kapłańskiej. Córki Zmartwychwstania, zakon sióstr afrykańskich, został mocno dotknięty przemocą w ciągu ostatniej dekady; wiele klasztorów zostało zmuszonych do zamknięcia, a kilka sióstr zostało zabitych. Dziś Córki Zmartwychwstania przebywają w Brazylii, Kamerunie, Francji i Włoszech z misją ewangelizacyjną.

ks. Andrzej Paś, PKWP

W obronie prześladowanych

„Chcę być głosem więzionych i prześladowanych chrześcijan na całym świecie” – mówi Asia Bibi.

Asia Bibizdj. ACN International

Najnowszy raport Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie pokazuje, że w Pakistanie od dawna obecna jest przemoc seksualna wobec kobiet. Według szacunków Ruchu na Rzecz Solidarności i Pokoju, każdego roku do tysiąca chrześcijańskich i hinduskich dziewcząt w wieku od 12 do 25 lat jest porywanych przez muzułmańskich mężczyzn. Są zmuszane do małżeństwa i zmiany religii. Gdy nie chcą, grozi im nawet śmierć, co pokazał przypadek 24-letniej Soni Bibi, zamordowanej w listopadzie 2020 roku.

W obronie swoich prześladowanych sióstr i braci w Waszyngtonie w trakcie międzynarodowego szczytu poświęconemu wolności religijnej wystąpiła Asia Bibi, której udało się uciec z Pakistanu i uniknąć wydanego przez sąd niższej instancji wyroku śmierci.

„Chcę być głosem więzionych i prześladowanych chrześcijan na całym świecie” – powiedziała Asia Bibi, która po wielu latach spędzonych w więzieniu w Pakistanie została uniewinniona przez Sąd Najwyższy.

W swoim kraju była oskarżona o bluźnierstwo, bo miała odwagę głośno przyznać się do wiary w Chrystusa. Obecnie razem z rodziną mieszka w Kanadzie. W Pakistanie nie jest bezpieczna.

„Z głębi serca jestem bardzo wdzięczna Panu, który uratował mnie od moich cierpień i trudności. […] Dało mi to nowy początek i możliwość rozpoczęcia nowego życia z moją rodziną” – powiedziała Asia Bibi.

Prześladowana za wiarę chrześcijanka przyznała, że w więzieniu towarzyszyły jej obawy o męża i dzieci. Nie wiedziała, czy są bezpieczni.

Po wyroku skazujacym Asia Bibi spotkała się z wyrazami solidarności ludzi z całego świata. Wierni towarzyszyli jej modlitwą, upominali się o jej wolność. W trakcie konferencji w Waszyngtonie pakistańska katoliczka dziękowała za każdą pomoc, jaką otrzymała.

Upominała się też o prześladowanych wyznawców innych religii, także muzułmanów. Mówiła, że razem z nią w więzieniu były kobiety oskarżone o bluźnierstwo, a wyznające religię, która w Pakistanie jest powszechna. Dodała, że przypadek jej uwolnienia nie może być odosobniony.

„Połączmy ręce i pozostańmy zjednoczeni, abyśmy mogli być głosem dla naszych chrześcijańskich braci i sióstr, którzy cierpią. Pomóżmy im wyjść z ich sytuacji” – apelowała Asia Bibi.

Wymiar prześladowania instytucjonalnego to w Pakistanie wierzchołek góry lodowej. W kraju często dochodzi do samosądów. Chrześcijanie są mordowani przez muzułmanów w ulicznych linczach. Nie mają prawa do obrony. W kraju stanowią 1,5 proc.

ACN Polska

Szczyt przywódców religijnych o przyszłości Libanu

Przedstawiciele kościołów chrześcijańskich w Libanie, wspólnie z przywódcami religijnymi innych religii, w tym także muzułmanami, będą szukać rozwiązań dla pogrążonego w kryzysie Kraju Cedrów.

Libanzdj. ACN International / maronicki patriarcha Antiochii kard. Bechara Boutros Rai

Podczas gdy wojna trawiła Syrię i Irak, Liban pozostawał bezpieczną przystanią na mapie Bliskiego Wschodu. Nieudolność rządu i kryzys gospodarczy, spotęgowany dodatkowo przez potężny wybuch w porcie w Bejrucie, postawił mieszkańców kraju w tragicznej sytuacji. Wielu z nich obawia się o swoją przyszłość. Realny jest scenariusz, w myśl którego w kraju pozostanie niewielu chrześcijan.

„Nasze uniwersytety, szkoły i szpitale przechodzą ogromny kryzys. Tracimy najlepszych lekarzy, inżynierów, profesorów i absolwentów” – alarmuje maronicki patriarcha kard. Bechara Boutros Rai.

Na te problemy zareagował Ojciec Święty. Papież zwołał spotkanie, na które zaprosił chrześcijańskich przywódców kościołów w Libanie. Teraz, w myśl jego zaleceń, dyskusja o przyszłości Kraju Cedrów będzie kontynuowana, ale z udziałem przedstawicieli innych wyznań, także muzułmanów. Papież Franciszek mówił w Watykanie, że Liban musi pozostać oazą pokoju i wzorem braterstwa między religiami.

„Podczas naszego szczytu chcemy odpowiedzieć na pytanie: jakimi metodami można te wskazówki wprowadzić w życie” – mówi kard. Rai.

Szczyt ma wypracować mapę drogową dla Libanu. Będzie szukał odpowiedzi na problem rosnącej nierównowagi w populacji kraju. Poprzez napływ uchodźców z Palestyny i Syrii, muzułmanie stanowią 2/3 z sześciu milionów ludności. Może to zachwiać równowagą polityczną. Do tej pory chrześcijanie i muzułmanie byli w równym stopniu zaangażowani w rządzenie Libanem.

W modlitwie za swój kraj chrześcijanie szczególnie wołają o wstawiennictwo św. Szarbela. W uroczystość tego wyjątkowego Patrona kard. Rai w trakcie Mszy św. odprawianej w letniej rezydencji patriarchalnej na północy kraju, prosił, by święty Libanu, nie pozwolił rozpaść się krajowi.

„Tobie powierzamy naszą ojczyznę” – modlił się do św. Szarbela maronicki patriarcha, wołając o cud „zbawienia z całkowitego upadku”.

ACN Polska