W Wenezueli nastał czas głodu

Zgodnie z danymi zebranymi przez ENCOVI, 96% gospodarstw domowych żyje w ubóstwie, a 79% w skrajnym ubóstwie. Biskup San Carlos: „Plagi Egiptu są niczym w porównaniu z tym, przez co przechodzi teraz Wenezuela”.

W Wenezueli nastał czas głoduKilogram miłości – akcja w Barquisimeto

Według ostatniego badania opublikowanego przez niezależną platformę badań statystycznych ENCOVI, poziom ubóstwa i nierówności postawiłby Wenezuelę na pozycji wcześniej niewyobrażalnej w kontekście Ameryki Łacińskiej. Kraj ten podobno znacznie oddala się od swoich południowoamerykańskich odpowiedników, zbliżając się do sytuacji niektórych państw kontynentu afrykańskiego, wyprzedzając nawet Czad i Demokratyczną Republikę Konga. Zgodnie z danymi zebranymi przez ENCOVI 96% gospodarstw domowych żyje w ubóstwie, a 79% w skrajnym ubóstwie, co oznacza, że otrzymywane dochody są niewystarczające, aby pokryć wydatki związane z wyżywieniem. Nawet uwzględniając inne zmienne związane z zatrudnieniem, edukacją, warunkami mieszkaniowymi i usługami publicznymi, szacuje się, że 65% gospodarstw domowych znajduje się w ubóstwie. Do tego wszystkiego dodać należy kryzys związany z COVID-19, będący jeszcze na wczesnym etapie. Według oficjalnych źródeł jest 10 428 przypadków zachorowań i 100 zgonów. Jednak wpływ na wątłą gospodarkę kraju jest brutalny: 70% gospodarstw domowych uznało wzrost cen żywności za główny problem.

O obecnej sytuacji w Wenezueli opowiada papieskiemu stowarzyszeniu Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN International) ks. Polito Rodríguez Méndez, biskup diecezji San Carlos w stanie Cojedes na Nizinie Środkowej Wenezueli.

„W Wenezueli nastał czas głodu. Z każdym dniem jest coraz gorzej. Gospodarka jest sparaliżowana, nie ma przemysłu ani pracy w rolnictwie. Produkt krajowy brutto jest poniżej zera. Najbardziej dotknięci są najbiedniejsi, którzy nie mają nic do jedzenia i nie mają szans na godne życie. Potrzebujemy pomocy z zagranicy, aby dać im trochę żywności przynajmniej raz w tygodniu” – powiedział nam biskup Méndez, który właśnie zakończył czwarty rok przewodzenia swojej diecezji, która znajduje się około 250 kilometrów na południowy zachód od stolicy Caracas.

Duchowny kontynuuje: „Wszystko jest przeliczane na dolary. Rodzina zarabia około trzech czy czterech dolarów miesięcznie. Karton na jajka kosztuje dwa dolary, a kilogram sera trzy dolary… Kiedyś ludzie byli biedni, teraz po prostu nie mogą przeżyć. Stan Cojedes jest znany ze swoich mango, więc tak wielu ludzi je mango na śniadanie, obiad i kolację. Poza tym, nie wiem, co oni mogą zrobić. Jesteśmy w kwarantannie od ponad dwóch miesięcy i wszystko stało się bardzo drogie. Nie możemy tak dalej żyć”.

Według biskupa, pandemia koronawirusa dopiero zaczyna zbierać żniwo w kraju; najgorsze dopiero nadchodzi i to go ogromnie martwi: „W zeszłym tygodniu zmarł ksiądz w Maracaibo. Nie wiadomo [dlaczego], nie wiemy [z jakiej przyczyny], ale objawy wskazują na COVID-19. Kościoły są zamknięte od czterech miesięcy, a księża nie mają nic do jedzenia. Biskup dokonuje cudów”.

W Wenezueli nastał czas głoduKs. Polito Rodríguez Méndez, biskup diecezji San Carlos

Kolejnym poważnym problemem, o którym wspomniał w rozmowie z PKWP, jest fakt, że wiele osób żyło dzięki przekazom pieniężnym od około pięciu milionów Wenezuelczyków, którzy pracują poza granicami kraju. Z powodu pandemii wielu z nich straciło pracę, a liczba przekazów pieniężnych spadła o 25%. Biskup Rodriguez wspomina: „Pewnego dnia spotkałem seminarzystę, który płakał. Jego rodzice zostali zwolnieni. Nie mają z czego żyć i nie mogą nic wysłać swojemu synowi. Żyjemy z Bożej Opatrzności”.

Hierarcha wyraża swoją głęboką troskę dotyczącą obecnej sytuacji: „Obawiam się, że tysiące wenezuelskich migrantów, którzy stracili pracę w Kolumbii, Peru, Chile i Argentynie, może spróbować wrócić do domu, a wśród nich mogą znaleźć się osoby chorujące na COVID-19. Z tego powodu przygraniczne regiony Zulia, Apure i Táchira zostały zamknięte i odizolowane. Wielu migrantów próbuje jednak wrócić nielegalnymi drogami, niektórzy idą 22 dni pieszo ścieżkami górskimi. Dla tych, którzy wrócili, stworzono tak zwane <ośrodki strażnicze>, ale wielu z powracających uważa, że nie są one bezpieczne z powodu przepełnienia, braku toalet i złej higieny. Ich zdaniem placówki te nie są odpowiednie i nie chcą tam jechać, więc się ukrywają. Wszystko to zaczyna mieć poważne konsekwencje”.

Ponadto, w ostatnich tygodniach między innymi w dużych częściach stanów Cojedes, Portuguesa i Barinas, odnotowano plagę robaków, które zniszczyły drzewa bananowe i pastwiska dla zwierząt gospodarskich. „Plagi Egiptu są niczym w porównaniu z tym, co my tu cierpimy, niczym” – podkreśla biskup San Carlos. W obliczu tych wszystkich trudności, ostatnią rzeczą, jaką chce zrobić, jest wycofanie się. „Ta cała sytuacja jest bardzo przygnębiająca, wzrasta liczba samobójstw. Musimy przezwyciężyć trudności, aby zapewnić sobie pomoc duchową; to jest fundamentalne. Lokalna rozgłośnia transmituje msze św. w niedziele, a my kontynuujemy naszą pracę duszpasterską w mediach społecznościowych. Nie możemy tracić ducha”.

Hierarcha przyznał, że kiedy się modli, <kłóci się z Bogiem>. „Przede wszystkim proszę Go o miłosierdzie, bo my sami nie możemy nic zrobić. Nasza siła pochodzi od Niego. Bóg kocha swój lud, nie zostawi nas samych i Kościół również nie zostawi ludzi samym sobie” – podkreśla. „Pozostała część świata znajduje się teraz w kryzysie, podczas gdy my cierpimy z tego powodu od dziesięcioleci. Jako Kościół, w ciągu ostatnich kilku lat mogliśmy pomóc wielu ludziom. Pomimo indywidualnych ograniczeń, nie zamierzamy zostawiać ludzi samych w tak dramatycznej sytuacji, w której się znajdujemy. I mówię to w odniesieniu nie tylko do kwestii pomocy humanitarnej, ale również do tego, co możemy zrobić, aby w pełni wesprzeć ludzi i walczyć z korupcją, apatią, brakiem poczucia odpowiedzialności… Wszystko to także przyczynia się do ubóstwa”.

Biskup Rodriguez Méndez ma niewielką nadzieję, że jakaś część sił politycznych w kraju udzieli odpowiedzi. Według niego pomoc, która może teraz złagodzić kryzys, może pochodzić tylko z zewnątrz. „Musimy szukać międzynarodowego wsparcia; sami tego nie dokonamy. Nie ma zaopatrzenia, nie ma zmotywowanego personelu, nie ma żywności. Kraj się rozpada. Nie chcemy żadnych interwencji, tym bardziej zbrojnych, ale musimy zwrócić się do społeczności międzynarodowej o pomoc humanitarną i medyczną, ponieważ jeśli tego nie zrobimy, nie mamy innej alternatywy: zabije nas albo COVID-19, albo głód”.

Katedra św. Eliasza w Aleppo odbudowana

W poniedziałek 20 lipca, po wielu trudnościach, maronicka katedra św. Eliasza, która doznała poważnych zniszczeń w wyniku ataków moździerzowych podczas wojny, została oficjalnie otwarta i konsekrowana.

Katedra św. Eliasza w Aleppo odbudowana

– Odbudowa i ponowne otwarcie katedry ma znaczenie zarówno symboliczne jak i praktyczne – stwierdził maronicki arcybiskup Joseph Tobji z Aleppo w rozmowie z Papieskim Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN International). „W symbolicznym sensie jest to przesłanie dla parafian i chrześcijan w Aleppo i na świecie, że pomimo iż nasza liczba maleje, wciąż jesteśmy obecni w tym kraju, czego dowodem jest odbudowa katedry. Mimo wszelkich trudności, nasze usta nadal będą wychwalać Boga w tym miejscu.”

Katedra św. Eliasza znajdująca się w dzielnicy Al Jdeydeh w Aleppo, posiada długą historię. Budynek został wzniesiony w 1873r. i odnowiony w 1914r., zastępując tym samym oryginalny XV-wieczny kościół, zbudowany w tym miejscu.

Katedra ucierpiała w wyniku co najmniej trzech rozległych ataków rakietowych i wielu mniej poważnych podczas syryjskiej wojny domowej w latach 2012-2016. Największe zniszczenia nastąpiły w roku 2013, kiedy to grupa zbuntowanych dżihadystów przedarła się do tej części miasta w celu zniszczenia wszelkich symboli i śladów chrześcijaństwa.

Katedra św. Eliasza w Aleppo odbudowana

Świątynia, pomimo tego, że po 4 latach wojny znajdowała się w stanie ruiny, po odbiciu przez armię rządową i wyzwoleniu spod kontroli rebeliantów tej części miasta, mogła w końcu ponownie otworzyć swoje drzwi na Boże Narodzenie w 2016r. „Postanowiliśmy wyrazić przesłanie nadziei, że Syn Boży został wcielony i dzisiaj wciąż jest z nami. Nie tylko towarzyszy nam w naszych smutkach i bólach, ale niesie je razem z nami, aby przekształcały się w życie pełne nadziei, wiary i miłości, a tym samym w życie pełne świętości” – wyjaśnia arcybiskup Tobji i wspomina: „Pamiętam moment podczas Mszy Świętej, kiedy Dzieciątko Jezus zostało położone w żłóbku zrobionym z ruin zawalonego dachu – to było tak wzruszające, że zarówno ja, jak i zgromadzeni w katedrze ludzie, nie mogliśmy powstrzymać się od łez, jednocześnie klaszcząc i wiwatując z radości.”

Chrześcijanie w Syrii bardzo ucierpieli w wyniku wojny domowej. Szacuje się, że z 1,5 miliona chrześcijan, którzy żyli w tym kraju przed wojną, pozostała zaledwie jedna trzecia. Dane dotyczące samego Aleppo są podobne: według źródeł PKWP przed wojną w mieście przebywało 180 tys. chrześcijan, z których na ten moment pozostało nie więcej niż 30 tys. Katedra służy maronickiej wspólnocie katolickiej, która choć nie jest najliczniejsza w mieście, zapewnia pomoc społeczną i humanitarną wszystkim ludziom. „Nasze ogromne pragnienie pozostania tutaj to <Misja> i to nie dlatego, że tu się urodziliśmy czy też jesteśmy zobowiązani pozostać tutaj wbrew naszej woli. My, maronici, nie mamy innego miejsca, w którym moglibyśmy się gromadzić poza właśnie tą katedrą. Decyzja o jej odbudowie była więc dla nas oczywista. Zachowaliśmy się jak rodzina, chcąca wyremontować swój jedyny dom, który nas jednoczy” – wyjaśnia w wywiadzie arcybiskup.

Thomas Heine-Geldern, dyrektor wykonawczy stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, którego wsparcie stanowiło większość funduszy na odbudowę katedry, przesłał wiadomość wideo do mieszkańców Aleppo, ponieważ z powodu pandemii koronawirusa nie mógł uczestniczyć w uroczystości osobiście: “Jestem ogromnie zasmucony, że nie mogę dołączyć do was w tym radosnym dniu. Organizacja PKWP była z wami w najtrudniejszych dla was chwilach i byłoby wspaniale, gdybyśmy również dzisiaj mogli świętować razem. Niestety okoliczności na to nie pozwalają; widzimy jednak katedrę św. Eliasza i to jest cud. Jak dobrze jest widzieć ją lśniącą dawnym blaskiem! Mam nadzieję, że znów stanie się centrum całej wspólnoty chrześcijańskiej, tak jak to było przed tą straszną wojną.”

W latach 2011-2019, Pomoc Kościołowi w Potrzebie wsparła 900 projektów w Syrii na łączną kwotę 38 milionów euro. Obecnie PKWP sponsoruje ponad 100 mniejszych i większych projektów w tym kraju.

Syria: sytuacja najbiedniejszych rodzin chrześcijańskich w stolicy pogarsza się

„Tu, w Damaszku, wszystko stało się bardzo drogie!” – mówi siostra Joseph-Marie Chanaa.

Syria: sytuacja najbiedniejszych rodzin chrześcijańskich w stolicy pogarsza sięMieszkańcy Aleppo czekają w długich kolejkach na żywność o obniżonej cenie – częsty widok w stolicy Syrii; kwiecień 2020.

Zakonnica pracowała wcześniej jako katechetka, ale pogarszająca się sytuacja zmusiła ją niejako do zaangażowania się w sferę społeczną. Siostra Joseph-Marie, należąca do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia z Besançon we Francji, pracuje w Syrii od początku wojny. Koordynuje pracę 16 osób zaangażowanych w pomoc najbiedniejszym rodzinom chrześcijańskim w Damaszku – min. dzięki wsparciu papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN International).

Wojna domowa w Syrii trwa już 10 lat, a potrzeby społeczne w całym kraju wciąż rosną. Według danych ONZ, w 2019 roku około 83% ludności Syrii żyło poniżej progu ubóstwa. I choć bomby przestały spadać na sam Damaszek, to ludność cywilna nadal płaci cenę za konflikt i późniejsze sankcje gospodarcze. Te ostatnie ograniczają dochody państwa, a tym samym zmniejszają fundusze dostępne na wypłatę wynagrodzeń pracowników służby publicznej, co z kolei prowadzi do coraz większego zubożenia wielu rodzin. Co więcej, ogólne zniszczenie i skażenie infrastruktury rolnej oraz dalszego łańcucha dostaw, takiego jak targowiska czy piekarnie, brak efektywnego zatrudnienia i uszczuplenie oszczędności, rosnące zadłużenie i ograniczone możliwości ekonomiczne – łącznie wszystkie te czynniki spotęgowały trudności społeczne i gospodarcze, a jednocześnie wymusiły jeszcze wyższe ceny wynajmu. Jest to kryzys, który nie oszczędził wielu chrześcijan w stolicy – dotknął ich bardziej niż pozostałą części społeczeństwa.

W Damaszku koszt wynajmu małego dwupokojowego mieszkania z salonem i kuchnią wzrósł do średnio około 60 tys. funtów syryjskich, czyli ponad 100 euro. Siostra Joseph-Marie przytacza przykład rodziny, w której tylko ojciec ma pracę i zarabia w niej 80 tys. funtów syryjskich (140 euro). Oznacza to, że na życie dla całej rodziny zostaje mu zaledwie 20 tys. funtów syryjskich, czyli 40 euro. Aby dać pewne wyobrażenie o cenach powiedzmy, że np. koszt kanapki wynosi około 1000 funtów syryjskich, czyli 1,7 euro – „bardzo wysoka cena jak na warunki syryjskie” – wyjaśnia zakonnica.

Syria: sytuacja najbiedniejszych rodzin chrześcijańskich w stolicy pogarsza sięSiostra Joseph-Marie Chanaa ze studentami objętymi pomocą finansową PKWP.

Aby pomóc biedniejszym rodzinom chrześcijańskim w dalszym życiu w Damaszku i na jego przedmieściach, s. Joseph-Marie i zespół jej pomocników, dzięki wsparciu finansowemu PKWP, są w stanie zapewnić dofinansowanie stanowiące około jednej czwartej czynszu. To wystarczy, aby rodziny mogły pozostać w Syrii i żyć skromnie, ale na przyzwoitym poziomie. S. Chanaa tłumaczy: „Ogólnie rzecz biorąc, ci, którzy wyemigrowali, mogli to zrobić, ponieważ mieli wystarczająco dużo pieniędzy. Ci, którym pomagamy z opłatą czynszu, nie byliby w stanie wyjechać. Tylko pięć lub sześć rodzin opuściło kraj mniej więcej w połowie roku 2019-2020”.

Koszty wynajmu to oczywiście nie jedyne wydatki, które wzrosły. Zwiększyła się również cena paliwa grzewczego i innych podstawowych artykułów pierwszej potrzeby. W związku z tym wiele rodzin skłania się ku temu, by przestać posyłać swoje dzieci na studia wyższe, aby uniknąć konieczności ponoszenia związanych z tym „ukrytych kosztów”, takich jak dojazd czy ksero. Aby zapobiec porzucaniu edukacji przez młodych ludzi, PKWP zdecydowało się w tym roku wesprzeć 550 studentów z Uniwersytetu w Damaszku. „Jest to ważny projekt, ponieważ pomagamy chrześcijańskim studentom, bez względu na ich wyznanie lub obrządek, kontynuować naukę, opłacając im transport publiczny czy ksero potrzebne na ich zajęcia” – mówi s. Joseph-Marie, która jest również odpowiedzialna za organizację tego projektu na miejscu.

Wielu studentów jest bardzo wdzięcznych za tę pomoc. Zakonnica nigdy nie przestaje być poruszona słowami wdzięczności, które tak często od nich słyszy: „Siostro, nie wiem jak ci dziękować. Twoja pomoc jest tak cenna”. To, co sprawia jej szczególną radość, to fakt, że generalnie chcą oni pozostać w Syrii i nie emigrować, za wyjątkiem specjalizacji, po której chcą wrócić. Tym, którzy mimo wszystko ulegają pokusie emigracji, zwłaszcza w celu ucieczki przed służbą wojskową, mówi zawsze to samo: „Oczywiście, nie znamy przyszłości, ale wy powinniście pozostać i służyć swojej ojczyźnie, a Kościół wam w tym pomoże”.

Wojna i jej następstwa nie oszczędziły też chorych i cierpiących na przewlekłe schorzenia, takie jak cukrzyca, hiperglikemia czy wysoki poziom cholesterolu. Nie trzeba dodawać, że najbiedniejsi są najbardziej poszkodowani, ponieważ nie stać ich na pokrycie kosztów leczenia – zwłaszcza biorąc pod uwagę trzykrotny wzrost cen większości leków od 2016 roku i brak ich dostępności. Wiele placówek farmaceutycznych i magazynów medycznych zostało zniszczonych w czasie wojny. Tak więc dostępnych jest coraz mniej leków, a ludzie są coraz częściej zmuszani do szukania pomocy w Kościołach i organizacjach charytatywnych. Na terenach kontrolowanych przez rebeliantów i armię turecką agencje międzynarodowe udzielają pomocy doraźnej. Jednak na obszarach znajdujących się pod kontrolą rządu syryjskiego, jak na przykład w Damaszku, agencje te nie są tak aktywne. Dlatego też PKWP, za pośrednictwem s. Joseph-Marie, po raz kolejny planuje pomóc około 200 chorym w stolicy, aby mogli oni otrzymać leki i leczenie, których pilnie potrzebują.

A ponieważ aptekarze i apteki mają coraz mniej dostępnych produktów, zakonnica zachęca swoje zespoły do tworzenia rezerw niezbędnych leków na jakieś 3-4 miesiące naprzód. W tej chwili mają dostatecznie dużo zapasów, by wystarczyło im do października. Niestety, s. Joseph-Marie dzieli się też z nami smutną informacją – liczba osób cierpiących na raka „rośnie w strasznym tempie wśród ludzi młodszych i w średnim wieku” i z głębokim żalem stwierdza, że „jest dla nich bardzo mało pomocy”.

UE przywróci urząd specjalnego wysłannika ds. wolności religii

Unia Europejska (UE) zdecydowała o przywróceniu funkcji specjalnego wysłannika do spraw wolności wyznania, odpowiadając tym samym na liczne wezwania ze strony krajów europejskich i z innych kontynentów.

Unia Europejska

Decyzja została ogłoszona w środę 8 lipca 2020 r. przez wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej (KE) Margaritis Schinas, co wywołało optymizm wśród wielu organizacji działających na rzecz ochrony i promowania prawa do wolności religijnej, w tym naszego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

„Stawka była bardzo wysoka”- wskazał prezydent wykonawczy PKWP, Thomas Heine-Geldern. „Mając na uwadze społeczną sytuację, od początku kryzysu wywołanego przez Covid-19 wydaje się, iż wiele praw człowieka jest aktualnie zagrożonych, a szczególnie w wielu krajach została ograniczona wolność wyznania. UE potwierdza teraz swoje zaangażowanie, które jeszcze kilka tygodni temu wydawało się być zagrożone”.

15 czerwca Komisja Europejska anulowała to stanowisko bez wyjaśnień, a następnie natychmiast wycofała się z tej decyzji po ogólnoświatowym oburzeniu społecznym. Liczne dowody wskazują na to, że zagrożenia wolności religijnej takie jak odrodzenie ekstremizmu i brutalne prześladowania rosną na całym świecie.

Stanowisko to było nieobsadzone od listopada 2019 r. Dotychczas wszystkie sprawy, które śledził specjalny wysłannik, były w zawieszeniu, w tym przypadki więźniów w Pakistanie oskarżonych o bluźnierstwo, porwania chrześcijańskich dziewcząt w Nigerii oraz sprawa ujgurskiej mniejszości w Chinach. Thomas Heine-Geldern oświadczył: „Mamy nadzieję, że nominacja nadejdzie możliwie jak najwcześniej, zanim zagrożenia wzrosną. Czasami sama świadomość czyni cuda, że komuś na Zachodzie zależy na ochronie ofiar prześladowań. To pozwala zachować nadzieję. Będziemy usatysfakcjonowani, jeśli to stanowisko otrzyma stały i wieloletni mandat i nie będzie podlegało corocznemu wyborowi”.

Do tej pory (od maja 2016 r.) tę funkcję pełnił słowacki polityk Jan Figel. Jego praca była bardzo doceniana przez ofiary, szczególnie za jego ważny wkład i stałą czujność w sprawie Asii Bibi, katoliczki oczekującej na zwolnienie po 6 latach więzienia w Pakistanie. Wizyty Figela w krajach, w których narastają napięcia związane z wiarą, pomogły zmniejszyć presję na mniejszości religijne, na przykład w Indonezji i Egipcie. Jego mandat może być kontynuowany w nadchodzących tygodniach.

Niektóre państwa członkowskie są bardzo zaangażowane w ten wybór, ale decyzja o mianowaniu należy wyłącznie do przewodniczącej Komisji Europejskiej, dr Ursuli von der Leyen, ponieważ jest to mandat zależny od władzy wykonawczej UE.

Specjalny wysłannik ma za zadanie wypełnianie misji promowania i ochrony podstawowego prawa do wolności myśli, sumienia i wyznania, zgodnie z art. 10 Karty Praw Podstawowych UE. Ma stać się „strażnikiem” stosowania wytycznych UE w sprawie wolności religii lub przekonań oraz współdziałać z europejskimi organizacjami wyznaniowymi i Kościołami prowadzącymi swoją działalność za granicą.

„Ze względu na tę funkcję jego praca była bardzo ważna dla PKWP”- kontynuował Thomas Heine-Geldern. „Chcielibyśmy, aby nasi partnerzy znajdujący się w tak trudnych sytuacjach jak Birma, Irak, Indonezja, Republika Środkowej Afryki lub Demokratyczna Republika Konga mogli liczyć na kogoś, do kogo mogą się zwrócić bezpośrednio, i komu mogą zaufać, aby przekazać swoje przesłanie UE, gdzie orzeczenia decydentów politycznych mogą być podejmowane z myślą o potrzebach prześladowanych ofiar”.

„ACN International (PKWP) monitoruje również kontakty nawiązane z naszymi partnerami różnych projektów i regularnie informuje polityków Parlamentu Europejskiego o sytuacji w takim terenie. To z kolei pomaga decydentom zająć się nie tylko kwestią wolności wyznania, ale także konsekwencjami prześladowań w krajach, w których UE ma umowy, i może zrewidować swoją politykę pomocy kryzysowej, tzn. współpracy, bezpieczeństwa spraw zagranicznych, problemem nieletnich i ich edukacji oraz handlu” – zakończył Thomas Heine-Geldern.

Ks. Andrzej PaśPKWP

Katedra św. Eliasza w Aleppo, zniszczona podczas wojny w Syrii, powstaje do życia!

Abp Tobji: „Odbudowa katedry jest dowodem na to, że wciąż jesteśmy w tym kraju. Nasze usta muszą nadal wychwalać Boga w tym miejscu ”

Odbudowa katedry w Syrii

W poniedziałek 20 lipca, po wielu trudnościach, katedra maronitów św. Eliasza, która doznała poważnych zniszczeń w wyniku ataków moździerzy podczas wojny, zostanie oficjalnie otwarta i konsekrowana.

„Renowacja i ponowne otwarcie katedry ma zarówno symboliczne, jak i praktyczne znaczenie”, stwierdził arcybiskup maronitów Joseph Tobij z Aleppo w wywiadzie dla Stowarzyszenia Papieskiego Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN). „W sensie symbolicznym jest to przesłanie dla parafian i chrześcijan w Aleppo i na świecie, że wciąż jesteśmy w tym kraju pomimo naszej malejącej liczby, a odbudowa katedry jest tego dowodem. Usta muszą nadal wychwalać Boga w tym miejscu, pomimo wszystkich trudności ”.

Szczegółowe informacje podamy w przyszłym tygodniu.

Ks. Andrzej PaśPKWP