Kolejne porwanie 14-letniej chrześcijanki w Pakistanie

Maira zmuszona do wyrzeczenia się swojej wiary i ślubu z porywaczem.

PakistanMaira Shahbaz, 14-letnia katoliczka z Faisalabadu, Pakistan.

O sprawie poinformowała matka dziewczynki. Jej 14-letnia córka została uprowadzona w czasie trwającej w Pakistanie blokady (kwarantanny) związanej z pandemią koronawirusa. Trybunał Sędziowski w Faisalabadzie orzekł na korzyść Mohamada Nakasha (porywacza), który twierdził, że katoliczka, Maira Shahbaz, ma 19 lat, mimo że przedstawione dowody – w tym akt urodzenia, a także oficjalne dokumenty kościelne i szkolne – wskazują na to, że jest pięć lat młodsza.

28 kwietnia około godziny 14.00 M. Nakash z dwoma wspólnikami – wszyscy z bronią w ręku – wsadzili 14-latkę do samochodu w pobliżu jej domu i odjeżdżając, strzelali w powietrze. Gdy dwaj świadkowie wydarzenia, Parvaiz i Nadeem Masih, przekazali matce Mairy, Nighat, co się wydarzyło, doznała ona silnego wstrząsu i trafiła do szpitala w Faisalabadzie.

Rozmawiając z Pomocą Kościołowi w Potrzebie (ACN International) krótko po wyjściu ze szpitala, Nighat powiedziała: „Błagam, niech moja córka wróci do nas. Boję się, że nigdy więcej jej nie zobaczę”. Starsza siostra porwanej, 16-letnia Saira, mówiła: „Maira jest jeszcze dzieckiem i została wykorzystana. Uwielbia śpiewać. Tak bardzo tęsknię za nią i za jej śpiewem”.

PKWP wspiera niesprawiedliwie oskarżonych pakistańskich chrześcijan, udzielając m.in. pomocy prawnej. Adwokat rodziny, Khalil Tahir Sandhu, przekazał, że Nakash jest już żonaty i ma dwoje dzieci, a Mairę poznał przez to, że mieszka niedaleko jej domu w pobliżu Madina Town, gdzie pracuje jako fryzjer. Relacjonował, że w sądzie Nakash przedstawił sfałszowane dokumenty, z których wynika, że on i Maira pobrali się w październiku ubiegłego roku, kiedy miała jeszcze 13 lat.

Adwokat jest katolikiem, kolegą zamordowanego w 2011 r. ministra i obrońcy praw mniejszości w Pakistanie Shahbaza Bhattiego, z którym w czasach szkolnych dzielił przez kilka lat pokój. Powiedział PKWP: „Ci, którzy robią takie rzeczy dziecku, traktują nas nie jak ludzi, ale jak zwierzęta”. Poinformował też, że podczas rozprawy sądowej 5 maja, wpływ na sędziego z Faisalabadu, Kamrana Khalida, miała z pewnością grupa 150 mężczyzn, którzy zebrali się w sądzie, aby wesprzeć Nakasha.

Khalil Tahir Sandhu zapowiedział, że złoży odwołanie od tej decyzji, przekazując sprawę do Sądu Najwyższego w Lahore, a w razie potrzeby do Sądu Najwyższego Pakistanu, który w październiku 2018 roku wydał bezprecedensowy wyrok uniewinniający Asię Bibi, chrześcijankę skazaną na śmierć za rzekome bluźnierstwo.

PKWP rozmawiała również z Lalą Robin Daniel, działaczką na rzecz praw człowieka, przyjaciółką i sąsiadką Mairy i jej bliskich: „Rodzina Shahbazów jest jedną z najbiedniejszych w Madina Town. Zarabiają niewiele, pracując jako sprzątaczki. Ojca nie ma, zostawił ich. W naszym społeczeństwie ta biedna chrześcijańska rodzina jest bardzo bezbronna”. Od krewnych Mairy dowiedzieliśmy się też, że musiała ona wcześnie zrezygnować z nauki w szkole, bo nie było jej już na nią stać. Dlatego zaczęła pracować.

Według Ruchu na rzecz Solidarności i Pokoju, organizacji praw człowieka w Pakistanie, co roku uprowadza się tutaj blisko tysiąc chrześcijańskich i hinduistycznych kobiet i dziewcząt.

Jak informowaliśmy, PKWP wsparła wcześniej sprawę innej 14-letniej chrześcijańskiej dziewczynki, Humy Younus, która według rodziny została uprowadzona z domu rodziców w Karaczi w październiku ubiegłego roku przez Abdula Jabbara.

Twórczo i z zaufaniem Bogu wobec kryzysu

Rozmowa z Reginą Lynch o bieżących inicjatywach PKWP wspierających pracę Kościoła w czasie pandemii koronawirusa.

Regina LynchRegina Lynch, dyrektor Działu Projektów ACN International.

COVID-19 to nie tylko problem medyczny, społeczny i ekonomiczny, ale także duszpasterski. Od czasu wybuchu pandemii międzynarodowe papieskie stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN International) otrzymało wiele deklaracji solidarności od partnerów projektów na całym świecie, ale także dowiedziało się o rosnących trudnościach i heroicznym wysiłku kapłanów, zakonników i sióstr zakonnych w walce z koronawirusem. Odpowiedzią PKWP jest specjalny program pomocowy, mający na celu wspieranie ich działań. O bieżących inicjatywach pomocowych Kościoła w czasie kryzysu COVID-19, Tobias Lehner rozmawiał z Reginą Lynch, dyrektor Działu Projektów ACN International.

O jakich największych potrzebach w dobie pandemii COVID-19 mówią obecnie partnerzy naszych projektów?

Od naszych partnerów w Afryce, Azji, Ameryce Łacińskiej i Europie Środkowo-Wschodniej słyszymy nie tyle o potrzebach medycznych, co o skutkach ograniczeń w codziennym życiu Kościoła. W większości państw, w których Pomoc Kościołowi w Potrzebie wspiera Kościół lokalny, rządy stosują te same ograniczenia, co w krajach naszych darczyńców. Oznacza to, że nie odbywają się publiczne Msze święte, zakazane są wszelkie duże zgromadzenia, zamknięte są szkoły, a coraz więcej osób ma trudności z zarabianiem na życie. Ma to miejsce w krajach, gdzie w większości przypadków chrześcijanie są mniejszością – czasami prześladowaną – i należą do niższych warstw społecznych. W samym Kościele najsilniej uderza fakt, że w parafiach nie ma publicznych Mszy św. ani możliwości realizacji codziennych programów duszpasterskich i społecznych. W wielu naszych krajach partnerskich zbiórka pieniędzy na niedzielnej Mszy św. zapewnia parafii normalne funkcjonowanie. Ofiary te – a często zamiast pieniędzy mogą to być kurczaki, warzywa, ryż itp. – gwarantują, że ksiądz może jeść, płacić siostrom zakonnym służącym w parafii, kupować benzynę do swojego motocyklu, dzięki któremu odwiedza chorych, a nawet dysponować niewielką sumą na wsparcie najbiedniejszych z parafian.

Na czym koncentruje się pomoc PKWP w odpowiedzi na kryzys COVID-19?

Jako duszpasterska organizacja charytatywna PKWP pragnie pomagać lokalnemu Kościołowi w wypełnianiu jego podstawowej misji, jaką jest niesienie ludziom Bożej Miłości i Słowa Bożego oraz dbać o to, by nie przeszkadzał im w tym brak środków finansowych. Oznacza to, że zapewniamy pomoc bytową kapłanom i siostrom zakonnym, zarówno czynnym jak i kontemplacyjnym. Nadal pomagamy seminariom, ponieważ w wielu przypadkach klerycy przebywają obecnie w zamknięciu, a rektor nie ma środków, aby się nimi opiekować. Na przykład dostaliśmy prośbę o pomoc od rektora głównego seminarium duchownego w Gomie w Demokratycznej Republice Konga, ponieważ nie mógł on już liczyć na wsparcie miejscowej ludności w wyżywieniu seminarzystów. W Chile lub na Ukrainie przekazujemy księżom, siostrom i seminarzystom fundusze na maseczki i inne ubrania ochronne, ponieważ nadal odwiedzają oni swoich parafian, zwłaszcza chorych lub umierających. W celu umożliwienia wiernym uczestnictwa we Mszy św. w domach i przekazywania im dobrej nowiny za pośrednictwem telewizji lub radia, sfinansowaliśmy niezbędny sprzęt techniczny. Dla chrześcijan w Syrii, którzy i tak już zmagali się z trudem o przetrwanie po dziewięciu latach wojny, uruchamiamy specjalny program umożliwiający każdej rodzinie zakup żywności i jakąś formę ochrony przed pandemią. W Pakistanie, kraju, w którym chrześcijanie spotykają się z dyskryminacją, a czasem prześladowaniami z powodu swojej wiary, pracujemy nad programem wsparcia, ponieważ dowiedzieliśmy się od tamtejszego Kościoła, że chrześcijanie nie otrzymują od rządu potrzebnej pomocy.

Regina LynchSiostry Terezjanki rozdające jedzenie mieszkańcom, Boliwia.

PKWP uruchomiła program pomocy doraźnej, aby księża i siostry zakonne mogli stawić czoła wyzwaniom związanym z pandemią COVID-19. Co udało się zrobić do tej pory i jakie są następne kroki?

Dzięki hojności naszych darczyńców od marca udało nam się wysłać ponad 385 tys. stypendiów mszalnych (ponad 3,1 mln euro) do ponad 10 500 księży. Ponad połowa z nich trafiła do Kościoła w Afryce, gdzie wciąż przybywa powołań kapłańskich, a Kościół nadal się rozwija, ale jednocześnie staje wobec wyzwań, jakim jest coraz bardziej agresywna forma islamu, konflikty i klęski żywiołowe. Do tej pory obiecaliśmy ok. 800 tys. euro na pomoc w utrzymaniu sióstr zakonnych we wszystkich częściach świata, a napływają kolejne prośby o wsparcie. Zawsze było to głównym celem naszej pomocy dla Europy Środkowej i Wschodniej, a w szczególności dla Ameryki Łacińskiej, gdzie zakonnice nie tylko uczą katechizmu lub przygotowują wiernych do sakramentów w odizolowanych regionach Syberii lub Andów, ale także opiekują się sierotami, opuszczonymi osobami starszymi lub dziewczynkami zmuszonymi do prostytucji. Jednym ze skutków kryzysu związanego z COVID-19 jest to, że po raz pierwszy poprosiły nas o pomoc diecezje, które do tej pory radziły sobie same. Przykładem może być diecezja kamieniecko-podolska na Ukrainie, gdzie normalnie to parafie opłacają utrzymanie sióstr. Obecnie ze względu na brak niedzielnej Mszy św. i rosnącą biedę wiernych, biskup nie może już dać siostrom tego, czego potrzebują, by przeżyć.

A co z pomocą dla Azji, gdzie pandemia COVID-19 pojawiła się najwcześniej?

Arcybiskup Chittagong w Bangladeszu przesłał nam pilny apel o pomoc dla sióstr pracujących w jego archidiecezji. Z powodu zamknięcia szkół, schronisk i przychodni, nie ma dochodów umożliwiających płacenie siostrom. Jeszcze przed kryzysem niewielka kwota, jaką wierni przeznaczali na utrzymanie sióstr, nie była wystarczająca, ale teraz sytuacja stała się dramatyczna. W Mymensingh, również w Bangladeszu, Siostry Krzyża Świętego wraz z biskupem przeznaczają wszystkie dostępne pieniądze na pomoc ludziom, którzy cierpią, ale same siostry też muszą z czegoś żyć i to właśnie tam PKWP może pomóc. W normalnych czasach zakonnice te, podobnie jak w wielu innych krajach rozwijających się, uczą ludzi Ewangelii, a także różnych umiejętności potrzebnych, by móc podjąć pracę i w ten sposób porzucić swoje ubóstwo.

Od samego początku PKWP wspiera nie tylko czynne zgromadzenia, ale również kontemplacyjne. Jak one sobie radzą?

Nie możemy zapominać o zakonach kontemplacyjnych, które z entuzjazmem odpowiedziały na naszą kampanię modlitewną na początku pandemii COVID-19, a które również są zależne od hojności wiernych i ich własnych, małych źródeł dochodu. Klasztor karmelitanek w Santa Cruz w Boliwii boryka się z trudnościami finansowymi na co dzień. Siostry produkują i sprzedają hostie na Mszę świętą, ale przy obecnych ograniczeniach nie ma na nie zapotrzebowania i dlatego archidiecezja Santa Cruz zaapelowała do hojnych darczyńców PKWP o pomoc dla sióstr zakonnych w tym trudnym czasie.

Zamierzamy kontynuować te projekty wsparcia dla kapłanów i sióstr zakonnych przez kilka najbliższych miesięcy, ponieważ nawet jeśli w niektórych krajach publiczne Msze św. zostaną wznowione, sytuacja gospodarcza pogorszy się i nasza pomoc będzie potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. W wielu krajach pandemia nadal trwa.

Który projekt stanowiący odpowiedź na kryzys COVID-19 wywarł na tobie szczególne wrażenie?

Bardzo trudno jest wybrać jeden projekt. Np. księża w diecezji Dolisie w Kongo dzielą się stypendium z naszych intencji mszalnych ze swoimi biednymi parafianami. Jestem również pod wrażeniem oddania tak wielu sióstr, które z narażeniem życia kontynuują swoją pracę. Jednym z przykładów są Hermanas Sociales na Kubie. Respektując wprowadzone ograniczenia, nadal znajdują sposób na kontynuowanie swojej pracy duszpasterskiej i opieki nad starszymi, którzy mieszkają samotnie oraz na dotarcie do bezdomnych. W głównym seminarium duchownym św. Piotra i Pawła w Burkina Faso są klerycy, których rodziny stały się uchodźcami wewnętrznymi z powodu ataków terrorystycznych. Teraz z powodu wirusa stracili jednego ze swoich wychowawców, a czterech z nich choruje. Pomogliśmy im i ich rodzinom, a obecnie wspieramy program chroniący przed COVID-19. Trzeba też docenić kreatywność Kościoła. Na początku kryzysu biskup Dode Gjergji z Kosowa zdał sobie sprawę, że musi spróbować dotrzeć do swoich wiernych pomimo zakazu sprawowania publicznie Mszy św. Poprosił nas o ufundowanie sprzętu do transmisji niedzielnej Mszy św. z katedry pw. Matki Teresy w Prisztinie. Chętnie udzieliliśmy mu wsparcia i właśnie niedawno poinformował nas, że w jednej z transmisji Mszy online uczestniczyło ponad 50 tys. osób. Nie możemy więc nie doceniać potęgi mediów. W Afryce, gdzie wspieramy różne inicjatywy Radia Maria, lokalny Kościół zachęca katolickie rodziny do stawania się w obecnym czasie „Kościołem domowym” i do jeszcze intensywniejszej wspólnej modlitwy.

Regina LynchRodzina uczestnicząca w Mszy świętej przez radio, Tenkodogo, Burkina Faso.

PKWP jest organizacją niosącą pomoc duszpasterską; podjęte działania związane z odpowiedzią na kryzys koronawirusa opierają się na pomocy humanitarnej i medycznej. Jak można pogodzić oba te cele?

O ile w odpowiedzi na kryzys COVID-19 bezwzględnie konieczna – i to w wielu krajach – jest pomoc medyczna, o tyle odpowiedzialność za nią ponoszą przede wszystkim lokalne władze cywilne. Wiemy, że w wielu państwach, w których pomaga nasze stowarzyszenie tak się niestety nie dzieje i to organizacje pozarządowe oraz Kościół wykonują tę pracę. Pamiętajmy jednak, że podczas gdy posługa charytatywna lub służebna jest jedną z misji Kościoła, to jednak poprzedza ją działalność duszpasterska, troska o dusze, a w obecnym czasie kryzysu ludzie bardziej niż kiedykolwiek potrzebują Kościoła. Boją się i z niepewnością patrzą w przyszłość. Kościół pociesza i przynosi pomoc duchową oraz materialną nie tylko własnej wspólnocie, ale każdemu potrzebującemu. Przyznaliśmy niedawno wsparcie na utrzymanie czterech starszych i chorych sióstr dominikanek w Subotica, w Serbii. Ich przełożona napisała do nas: „Mieszkańcy miasta są wdzięczni za obecność sióstr, ponieważ są one znakiem miłości Boga do ludzi, znakiem życia wiecznego”.

Miłością pokonał nienawiść: 70 lat „Cudu z Vinkt”

W pierwszych powojennych latach młody zakonnik, o. Werenfried van Straaten (założyciel PKWP) zrozumiał, że jeśli nienawiść nie zostanie wykorzeniona z ludzkich serc, nigdy nie będzie pokoju i pojednania w Europie.

Ojciec Werenfried van Straaten - Ojciec Słonina„Ojca Słonina”, o. Werenfried van Straaten, 1951

Wieś Vinkt, położona w pobliżu belgijskiego miasta Gandawa, była miejscem jednej z większych zbrodni popełnionych na froncie zachodnim podczas II wojny światowej. 27 maja 1940 r. wojska niemieckie rozstrzelały tu osiemdziesięciu sześciu cywilów. Dziesięć lat po tragicznych wydarzeniach w Vinkt stało się coś, co zasługuje na przypomnienie. Holenderski norbertanin, ojciec Werenfried van Straaten, założyciel stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, dostrzegł zagrożenie dla pokoju w Europie podzielonej przez nienawiść i poświęcił swoje życie odbudowywaniu miłości.

II wojna światowa dobiegła końca. Zgodnie z ustaleniami zwycięskich mocarstw na konferencji w Jałcie i w porozumieniu poczdamskim, od 1945 roku z prowincji wschodnich Niemiec wypędzono 14 milionów mieszkańców. Większość wysiedlonych osób, w tym sześć milionów katolików, żyło w nieludzkich warunkach w bunkrach lub obozach w zachodnich Niemczech. Cierpienie milionów przesiedlonych przypominało o. Werenfriedowi historię Narodzenia Pańskiego, kiedy w gospodzie nie było miejsca dla Świętej Rodziny, ponieważ ich rodacy nie okazali im miłości.

Brak miejsca w gospodzie

Młody zakonnik zaapelował do chrześcijańskiego sumienia Belgów i Holendrów, wzywając ich do miłowania swych wrogów i sąsiadów. W artykule „Brak miejsca w gospodzie”, napisanym dla bożonarodzeniowego wydania magazynu Tongerlo Abbey w Belgii w 1947 r., wezwał swoich rodaków, którzy nadal opłakiwali krewnych zabitych przez Niemców, do wykonania gestu pojednania.

I stało się coś niesamowitego. Odpowiedź na artykuł była oszałamiająca – wyzwoliła falę hojności wśród Flamandów. Ponieważ w gronie wysiedlonych znalazło się trzy tysiące księży katolickich, którzy podjęli się zadania rozdzielania pomocy potrzebującym, nowa organizacja charytatywna otrzymała początkowo nazwę „Pomoc dla Kapłanów ze Wschodu”.

„Boże, chroń nas przed nienawiścią”

Imię zakonne „Werenfried” oznacza „wojownik o pokój” i wkrótce właśnie to stało się misją o. van Straatena. W 1948 roku zakonnik zebrał od flamandzkich rolników darowizny w postaci słoniny. Inicjatywa ta odniosła ogromny sukces i nadała mu przydomek „Ojca Słoniny”. Następnie, w 1950 roku, dokładnie dziesięć lat po wspomnianej wcześniej masakrze, udał się do Vinkt, aby głosić tam kazania. W swoich wspomnieniach napisał, że miał pewne obawy z tym związane: „Nigdy nie byłem skory do odczuwania strachu, ale wtedy się bałem”. Z pewnością było to uzasadnione, biorąc pod uwagę, że uraza i nienawiść w sercach ludzi nie została jeszcze przezwyciężona. Zbrodnia dotknęła prawie wszystkie rodziny ze wsi. Najstarsza z ofiar miała 89 lat, najmłodsza 13. Nawet miejscowy ksiądz doradzał o. Werenfriedowi, aby nie podejmował tego ryzyka.

O. Werenfried van Straaten wspomina:

„Pojechałem do Vinkt dzień wcześniej, aby ocenić sytuację. Dotarłem do domu parafialnego w sobotę wieczorem. Zdenerwowany ksiądz proboszcz podniósł ręce i zawołał: <To nie zadziała, Ojcze, ludzie tego nie chcą. Mówią: Co? Ten ksiądz przychodzi, żeby prosić o pomoc dla Niemców? Dla tych nikczemnych ludzi, którzy rozstrzeliwali naszych mężczyzn i chłopców? Nigdy! Ani jedna żywa dusza nie przyjdzie, by słuchać jego przemowy. Może głosić do pustych krzeseł, jeśli ma na to ochotę. I powinien uważać się za szczęściarza, że jest księdzem. Inaczej zostałby pobity!>

Co miałem zrobić? W porozumieniu z proboszczem postanowiłem przygotować przemówienie na następny wieczór i głosić homilie na każdej Mszy św. odprawianej w tę niedzielę. Następnego ranka, ku zaskoczeniu wszystkich wiernych, wszedłem na ambonę i przez piętnaście minut głosiłem kazanie na temat miłości. Ze wszystkich moich kazań, które wygłosiłem w życiu, to było najtrudniejsze, ale udało się.

„Ludzie są lepsi niż nam się wydaje!”

Po Mszy świętej, gdy wszyscy ludzie wyszli już z kościoła i gdy skończyłem odmawiać modlitwę dziękczynną, nieśmiało – bo ludzie wstydzą się pokazać, jak dobrzy są naprawdę! – podeszła jakaś kobieta. Nic nie powiedziała, ale dała mi tysiąc franków i zaraz się oddaliła, zanim zdążyłem ją o cokolwiek zapytać. Na szczęście ksiądz proboszcz właśnie wyszedł z zakrystii i zobaczył, jak odchodziła. Powiedział mi, że jest żoną rolnika i że jej mąż, syn i brat zostali zamordowani przez Niemców w 1940 roku. Ona była pierwszą ofiarodawczynią.

Ojciec Werenfried van StraatenTo był początek. „Ojca Słonina” kwestuje w całej Europie na rzecz prześladowanego Kościoła. Tutaj po homilii w St. Gallen.

Tamtego wieczoru sala konferencyjna była pełna. Przez dwie godziny opowiadałem o rozpaczliwej sytuacji ‘kapłanów z plecakiem’ i poczuciu opuszczenia ich wiernych. Nie błagałem słuchaczy o słoninę, pieniądze czy ubrania. Błagałem tylko o miłość i na samym końcu zapytałem, czy pomodlą się wraz ze mną za swoich cierpiących braci w Niemczech. Modlili się ze łzami w oczach. Późnym wieczorem, o jedenastej, kiedy było już ciemno i nikt nie mógł ich rozpoznać, przychodzili jeden po drugim do domu parafialnego, przynosząc koperty z setką franków, z pięciuset frankami, z dołączonym listem. Wczesnym rankiem następnego dnia, zanim wyjechałem, przyszli znowu do domu parafialnego (…) i dostałem siedemnaście kopert z pieniędzmi. Przekazali mi też pieniądze na moje konto pocztowe. Zbierali słoninę. Adoptowali księdza niemieckiego. To był Vinkt! Ludzie są lepsi niż nam się wydaje!”.

„Statek Europa” – Tylko chrześcijańskie życie może nas ocalić

Ojciec Werenfried van Straaten zrozumiał, że jeśli nienawiść nie zostanie wykorzeniona z ludzkich serc, nigdy nie będzie pokoju i pojednania na naszym kontynencie: „Wszyscy płyniemy na statku, który nazywa się Europa! […] Kiedy zaczyna on przeciekać, wszystko inne staje się nieistotne. <Statek Europa> nabiera wody, więc teraz każdy musi podciągnąć rękawy i zacząć pompować, bo w przeciwnym wypadku wszyscy pójdziemy pod wodę, bez względu na to, po której stronie jesteśmy. […] Nie uratuje nas ani bomba atomowa, ani plan Marshalla, tylko prawdziwe chrześcijańskie życie. Tylko przez miłość, która jest znakiem chrześcijan, ład może zostać przywrócony”.

Boliwia w czasie pandemii – parafia w Bulo Bulo

Bardzo niski poziom higieny, złe nawyki miejscowej ludności, słabo wyposażone szpitale, powodują że ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa jest naprawdę trudne – relacjonuje polski misjonarz, ks. Tomasz Grzyb.

Boliwia

W Boliwii pracuje obecnie kilku księży z diecezji siedleckiej. Jednym z nich jest ksiądz Tomasz Grzyb, który przed wyjazdem na misje w 2016 r., pracował w papieskim stowarzyszeniu Pomoc Kościołowi w Potrzebie. W jednym z wywiadów mówił, że już w seminarium myślał o pracy duszpasterskiej poza Polską. W Boliwii pracuje w parafii Matki Bożej z Copacabany (Nuestra Seniora de Copacabana) w Bulo Bulo, położonym mniej więcej pomiędzy Cochabambą a Santa Cruz de la Sierra.

16 maja napisał do nas list, opisujący obecną sytuację związaną z pandemią Covid-19.

Pierwszy potwierdzony przypadek koronawirusa w Boliwii został ogłoszony 10 marca. Niedługo po tym zostały wprowadzone restrykcje i kwarantanna. Podobnie jak w Polsce zostały zamknięte szkoły, uczelnie, miejsca pracy, wprowadzono zakaz publicznych masowych spotkań, a co za tym idzie równie surowe ograniczenia w sprawowaniu kultu z udziałem wiernych. Kwarantanna została ogłoszona do 10 maja. Niestety po tym terminie nadal żyjemy w izolacji i nie widać końca. Co prawda w niektórych regionach lokalne władze mogą wprowadzić poluzowania, jednak dopiero teraz obserwujemy dość sporą wykrywalność zakażonych. Do końca kwietnia liczba potwierdzonych przypadków Covid-19 sięgała 1110 osób. Dziś (tj. 16 maja) mamy już 3577 osób zarażonych wirusem. Tak szybki wzrost spowodowany jest zwiększoną liczbą wykonywanych testów. Na cały maj rząd zatwierdził wykonanie 10 tys. testów. W marcu i kwietniu wykonywanych było dziennie do 200 testów… Prawdziwa liczba zakażonych zapewne jest dużo wyższa. Wirus pojawił się wraz z obywatelami i rezydentami powracającymi gównie z Hiszpanii oraz innych krajów Europy i obu Ameryk. Bardzo niski poziom higieny, złe nawyki miejscowej ludności, słabo wyposażone szpitale, powodują że ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa jest naprawdę trudne. Dodatkowo w obecnym czasie mamy też epidemię zachorowań na dengę i odrę. W jednym z największych miast Boliwii, Santa Cruz de la Sierra, do oddziałów zakaźnych zostało skierowanych tylko 27 respiratorów. To pokazuje aktualne problemy tutejszej służby zdrowia. Co prawda obecnie rząd dokonuje zakupu potrzebnego sprzętu, lecz eksperci jasno wskazują, że to wszystko nadal jest kroplą w morzu potrzeb.

Od niedzieli 22 marca nie sprawujemy Mszy świętych z udziałem wiernych, wstrzymane również zostały katechezy do chrztu, pierwszej komunii św. czy bierzmowania. Dzięki uprzejmości miejscowego radia i telewizji transmitowaliśmy celebracje Triduum. Nadal prowadzimy transmisję niedzielnych Mszy świętych. Gdy spotykamy ludzi np. wychodząc na zakupy, wiele osób pyta o Mszę, kiedy będzie można uczestniczyć. Czekamy. Cały czas zapewniamy naszych parafian o modlitwie i o nią prosimy.

Boliwia

Organizujemy również pomoc dla potrzebujących. Wiele osób w naszym rejonie to pracownicy dniówkowi, wielu z nich przyjechało w nasz tropikalny rejon z odległych stron Boliwii w poszukiwaniu pracy i łatwiejszego życia. Z powodu pandemii brakuje pracy, a co za tym idzie, wielu naszych ludzi pozostaje bez dziennego zatrudnienia i środków do utrzymania. Nie mogą wrócić do swoich rodzinnych stron z powodu zakazu przemieszczania się, a nie mając tutaj swojej ziemi czy ogródka uprawnego, stają przed poważnym problemem utrzymania się. Wraz z tutejszym radiem i przedstawicielami lokalnych władz zorganizowaliśmy kampanię solidarnościową. W ramach tej pomocy rozwieźliśmy paczki żywnościowe dla ponad 260 rodzin. Wiele osób przychodzi bezpośrednio do domu parafialnego prosząc o pomoc, również im wręczamy przygotowane paczki.

W tym ostatnim czasie zaczynają dochodzić do nas głosy, że kwarantanna może potrwać do końca roku. Polecamy naszą parafię w Bulo Bulo i całą Boliwię Państwa modlitwie.

100. rocznica urodzin papieża św. Jana Pawła II – PKWP pozostaje wierne jego dziedzictwu

„Bóg chce, aby pod jego kierownictwem zmartwychwstanie Pana stało się zmartwychwstaniem Kościoła” – pisał o św. Janie Pawle II założyciel PKWP, o. Werenfried van Straaten.

JPII - 100. rocznica urodzin

Papież Jan Paweł II przeszedł do historii już za życia i stał się jednym z gigantów XX wieku – zarówno w historii Kościoła, jak i całego świata. W pierwszych latach swojego pontyfikatu był „medialną gwiazdą”, w kolejnych i ostatnich latach,kiedy stało się jasne, że będzie bronił prawdy bez kompromisów, choć z miłością – prawdziwym męczennikiem. Ojciec Werenfried van Straaten, założyciel PKWP, napisał: „Papież Jan Paweł II jest przyjacielem naszego stowarzyszenia. Znamy go jako człowieka wielkiej odwagi, niezachwianego w wierze i synowskiej miłości do Dziewicy Maryi. Bóg chce, aby pod jego kierownictwem zmartwychwstanie Pana stało się zmartwychwstaniem Kościoła”. Projekty, które promował Jan Paweł II i które wielokrotnie były realizowane przez papieskie stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN International), były podobnie jak on sam – niezłomne, głęboko zaangażowane i historycznewe wszystkich swoich wymiarach. Dzisiaj za wstawiennictwem św. Jana Pawła IIPKWP nieprzerwanie kontynuujetę działalność.

Najwcześniejsze kontakty PKWP z Karolem Wojtyłą sięgają czasów zanim w 1964 roku został mianowany arcybiskupem Krakowa. Przez wiele lat, jako krakowski biskup pomocniczy i przedstawiciel Konferencji Episkopatu Polski, utrzymywał kontakt z PKWP, rozmawiając o projektach wsparcia dla Kościoła w Polsce, która była wówczas pod komunistycznymirządami.

Po raz pierwszy PKWP „przyłączyło się do walki” po stronie abpa Wojtyływ 1967 roku, kiedy to komuniści wybudowali na obrzeżach Krakowa nowe miasto dla hutników. Ich plan zakładał „miasto bez Boga” dla około 200 tys. osób i zgodnie z narzuconą przez nich ideologią ateistyczną, nie zawierał żadnych planów budowy kościoła o jakimkolwiek charakterze. Jednakże na przekór temu, w Nowej Hucie każdej niedzieli, bez względu na pogodę, tysiące polskich katolików gromadziło się wokół dużego krzyża, aby uczestniczyć w Mszy świętej. I pomimo wszystkich zabiegów i starań komunistów, aby odstraszyć i zniechęcić mieszkańców, w końcu udało się i przy finansowym wsparciu PKWP zbudowano tam ogromny kościół, wystarczająco duży, aby pomieścić 5 tys. wiernych. W 1977 roku arcybiskup Wojtyła dokonał jego konsekracji. To wspólne zwycięstwo nad komunistycznym rządem wysłało również głęboko zachęcający sygnał do sąsiednich krajów, uciskanych w podobny sposóbprzez komunistyczne sowieckierządy.

Kiedy kard. Karol Wojtyła został w 1978 roku wybrany na papieża, PKWP odczuła, że otwiera się nowa era, pełna kolejnych wyzwań dla stowarzyszenia. Ten papież ze Wschodu, z umęczonego narodu polskiego, był dla PKWP znakiem od Boga. Od dawna bowiem Pomoc Kościołowi w Potrzebie była odważnym obrońcą prześladowanego Kościoła za żelazną kurtyną.

PKWP natychmiast przystąpiło do bezwarunkowej służby na rzecz pontyfikatu przyszłego świętego Jana Pawła II, o czym świadczą liczne projekty duszpasterskie sponsorowane przez tę organizację. Jednym z głębokich pragnień papieża było pojednanie i dlatego po upadku komunizmu powierzył on PWKP misję pojednania z rosyjskim Kościołem prawosławnym. W tym celu, pomimo swojego zaawansowanego wieku, o.Werenfried odbył dwie podróże do Rosji. Spotkał się z patriarchą prawosławnym Aleksym II i wieloma innymi biskupami prawosławnymi, którym obiecał swoje modlitwy i wsparcie. W tym czasie zarówno Kościół prawosławny, jak ikatolicki w Rosji po 70 latach prześladowań, musiały zacząć swą misję niejako od nowa.

Papież Jan Paweł II żył z Bogiem, pracował z Bogiem, otworzył nowy grunt z Chrystusem. Przez 27 lat był przedstawicielem Chrystusa na ziemi, pisząc 14 encyklik i ok. 100 adhortacji apostolskich, a także niezliczone listy i homilie. Podczas ponad stu różnych podróży apostolskich, odwiedził ponad 130 krajów i osobiście zobaczyło go ok. 400 mln ludzi. Gromadził wokół siebie młodych ludzi, był dla nich inspiracją. W Manili na Filipinach odprawił Mszę Świętą przed 4 mln wiernych – największym zgromadzeniem ludzi wszech czasów.

Święty Jan Paweł II mógł osobiście być świadkiem owoców pracy Pomocy Kościołowi w Potrzebie (ACN). Podczas swojej pierwszej wizyty w Kazachstanie w 2001 r. Mały chłopiec z dumą podarował mu kopię Biblii dla Dzieci, wydrukowaną w jego własnym języku kazachskim. Papież był zachwycony tą małą książką, ponieważ to on zainspirował ją do wydania w styczniu 1979 r. w mieście Puebla w Meksyku, kiedy podczas swojej pierwszej zagranicznej wizyty jako nowo wybrany papież przewodniczył Zgromadzeniu Plenarnemu Biskupów Ameryki Łacińskiej. Na tym zgromadzeniu ojciec Werenfried zasugerował mu, że dzieci potrzebują czegoś w rodzaju małej Biblii: „aby obraz Jezusa mógł stać się żywy w ich sercach”. Z tego spotkania narodziła się słynna Biblia dla dzieci ACN – „Bóg mówi do swoich dzieci”, jeden z największych projektów kiedykolwiek wspieranych przez Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Wiele lat później w Kazachstanie, po drugiej stronie świata, święty Jan Paweł II był w stanie przyjąć dar w postaci tej małej książki i włożyć ją do swojej walizki.

„Ostatnim razem Ojciec Święty i Ojciec Werenfried wspólnie koncelebrowali Eucharystię w kwietniu 2002 r. Oddech Jana Pawła II był już bardzo ciężki. Pod koniec Mszy ledwie mógł mówić. Uśmiechnęli się do siebie, objęli się. W geście, który powiedział wszystko, Ojciec Święty podarował o. Werenfriedowi własną Świecę Paschalną wraz z ikoną Czarnej Madonny Częstochowskiej. To było ich ostatnie ziemskie pożegnanie” – tak ich ostatnie spotkanie opisał włoski dziennikarz Orazio Petrosillo, który był świadkiem tamtych wydarzeń.

Papież 100 lat po urodzeniu pozostawił po sobie ogromną spuściznę, której ACN stara się pozostać wiernym aż do dnia dzisiejszego. Tak wiele projektów wspieranych przez fundację nosi teraz imię tego świętego Papieża, który został kanonizowany w 2014 r. Przykładem jest seminarium diecezjalne w Tombura Yambio w Sudanie Południowym, centrum katechistów wItigi w Tanzanii, centrum duszpasterskie dla młodzieży w Sarajewie, w Bośni oraz w Instytucie Rodziny Papieża Jana Pawła II w Kotonu w Beninie.

Wiele innych projektów odzwierciedla dziś oddanie niezliczonej liczby wiernych, którzy chcą poświęcić swoje kościoły i kaplice pod opiekę Świętego Jana Pawła II, w każdym zakątku świata – w podmiejskim satelitarnym mieście Hawana, stolicy Kuby, na przedmieściach Nikaragui, miasta Boaco, na Białorusi, w mieście uniwersyteckim Baranovichi oraz w małym miasteczku Mutoko w Zimbabwe, jako dom dla prostych chłopów i lokalnych robotników.

JPII - 100. rocznica urodzin

16 listopada 1981 r. Papież spotkał się w Rzymie z pracownikami Pomocy Kościołowi w Potrzebie i podziękował za pracę na rzecz tych, którzy są prześladowani, którzy cierpią i którzy mogą liczyć na naszą pomoc. Na zakończenie spotkania udzielił zebranym szczególnego apostolskiego błogosławieństwa. Od tamtych wydarzeń minęło niemal 40 lat, a z tego błogosławieństwa do dziś zbieramy owoce.