Marzec w Polach Dialogu

Serdecznie zapraszamy wszystkich mieszkańców Krakowa i okolic na marcowe wydarzenia w Polach Dialogu:

14 marca, godz. 19:00 – Gość na Polach – ks. prof. Krzysztof Kościelniak. Tematem spotkania będzie sytuacja chrześcijan w Egipcie;

15 marca, godz. 19:00 – spotkanie z Ramiro Gomez Alvarezem, przedstawicielem ewangelizacyjnego stowarzyszenia Hope of the Poor;

21 marca, godz. 18:30 – kościół św. Józefa przy ul. Poselskiej – Msza Święta w intencji prześladowanych chrześcijan i ich prześladowców.

Do zobaczenia!

Piąty rok pontyfikatu Ojca Świętego Franciszka

Piąty rok pontyfikatu Ojca Świętego FranciszkaZbliża się kolejna rocznica wyboru na Stolicę Piotrową papieża Franciszka. Z tej okazji J. E. Arcybiskup Salvatore Pennacchio, Nuncjusz Apostolski w Polsce odprawi 13 marca 2018 r. wraz z przedstawicielami Episkopatu Polski uroczystą mszę świętą dziekczynną za piąty rok pontyfikatu Ojca Świętego Franciszka w Świątyni Opatrzości Bożej w Warszawie.

Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie zaprasza wszystkich ludzi dobrej woli do włączenia się w tym dniu do całodziennej modlitwy dziękczynnej za papieża Fraciszka, który od samego początku swego pontyfikatu przypomina o ciągłej potrzebie modlitwy za Widzialną Głowę Kościoła Świętego.

Muzułmański atak na franciszkańską misję w RCA

Poniżej publikujemy list z Republiki Centralnej Afryki, którą przesłali tamtejsi misjonarze do swoich współbraci w Polsce.

„Pokój Wam!

Moi drodzy, w ostatnią niedzielę mogliśmy usłyszeć mocne słowa Pana Jezusa, który odpowiada Żydom szukającym znaku: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo» (J 2,19).

W kontekście ostatnich wydarzeń w naszej wiosce te słowa nabierają szczególnego znaczenia. Od soboty do poniedziałku nad Rafai pojawiły się czarne chmury wojny. Obecnie, po tragicznych trzech dniach, sytuacja powoli zaczyna wracać do normy, a Kościół, czyli nasza wspólnota wiernych, powoli zaczyna stawać na nogi. Niektórzy zginęli, niektórzy chowają się jeszcze w buszu, ale małymi krokami zbieramy siły.

Co takiego się wydarzyło?

W nocy z piątku na sobotę doszła nas informacja, że grupa muzułmanów zwana Bororo, znajduje się 35 km od Rafai i zbliża się, aby nas zaatakować. Z racji na to, że w ostatnim czasie słyszeliśmy dużo tego typu informacji, zbagatelizowaliśmy tę wiadomość. Jednak nad ranem, kiedy owa wiadomość została potwierdzona, zawieźliśmy oba samochody za rzekę, do bazy wojska marokańskiego, po czym wróciliśmy na misję. Po obiedzie jak zawsze była krótka siesta, następnie adoracja i między godziną 15:00 a 16:00 doszła do nas informacja, że muzułmanie są już tylko 3 km od nas.

Ojciec Kordian kazał mi wziąć motor i uciekać za rzekę, ale okazało się, że jest już za późno – rozległy się strzały. Weszliśmy do salonu, a po dwudziestu minutach strzelaniny podjęliśmy decyzję, że musimy uciekać. Pchaliśmy motor, by nie robić hałasu. Zaszyliśmy się w buszu, tam też schowaliśmy motor i udaliśmy się w kierunku rzeki. Po drodze spotkaliśmy oddział Anty-balaki, tzw. obrońców kraju, choć po prawdzie jest to banda świrów i złodziei. Zorganizowali nam pieroge, a po drugiej stronie rzeki okradli nas z pieniędzy, przykładając karabin do głowy ojca Kordiana. Przechodząc kolejne kilometry w buszu, kiedy zaczęło się już ściemniać, w końcu dotarliśmy do bazy wojska marokańskiego, gdzie zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci.

Następnego dnia, w niedzielę, nasza baza została dwa razy ostrzelana, ale niegroźnie. Kiedy Marokańczycy odpowiedzieli ciężką artylerią, po przeciwniku nie było widać nawet śladu. W poniedziałek od rana było słychać strzały, ale ok. godziny 10.00 doszła nas informacja, że muzułmanie się wycofali. Czym prędzej z ojcem Kordianem udaliśmy na misję, żeby zobaczyć, co da się uratować. Ku naszemu zaskoczeniu nie było aż tak źle. Wyłamali jedynie zamek w salonie, z którego ukradli telewizor, kilka drobnych rzeczy i zawartość lodówki. Bardzo smutny widok zastał nas w kaplicy – tabernakulum, a obok monstrancja zostały rzucone na krzesła; od razu umieściłem Najświętszy Sakrament na swoim miejscu, na szczęście nic nie zniknęło. Po jakimś czasie okazało się, że znaleźli i ukradli także nasz motor.

Tak de facto najgorszy widok miał miejsce tego samego dnia popołudniu, kiedy postanowiłem udać się jeszcze raz za rzekę, by odebrać moje bagaże z bazy wojskowej. Otóż, przechodząc przez rynek mijałem dziesiątki obrońców z Anty-Balaki, którzy to urządzili sobie ucztę z ciał swoich wrogów, wierząc, że w ten sposób posiądą ich siłę. Jeden z nich odciął kawałek nogi nieboszczyka i wyciągając w moim kierunku, zapytał czy chcę spróbować…

Moi drodzy, z jednej strony chciałoby się stąd uciec, z drugiej strony, patrząc na naszych parafian – zagubionych, przestraszonych, zrozpaczonych, jesteśmy świadomi tego, jak bardzo nas teraz potrzebują. Nie wiemy, jak liczni są nasi wrogowie. Gdzie dokładnie się teraz znajdują i kiedy wrócą? Wiemy jedno – „skoro Chrystus zmartwychwstał, to i my zmartwychwstaniemy”, jak pisze św. Paweł. Zbliżając się wielkimi krokami do świąt Wielkiej Nocy, życzę wszystkim głębokiej wiary w to, co Bóg uczynił dla nas, z miłości do nas. Przy okazji pokornie proszę o modlitwę i z serca wszystkim błogosławię +

br. Hieronim Łusiak OFM”

Za: http://prowincja.panewniki.pl/muzulmanski-atak-na-nasza-misje-w-rca!,artykul,660,s,sub8.html

Dwie profesje siostry zakonnej Mariji Bešker z Bośni

Bośnia i HercegowinaPrzedstawiamy relację Josipa Vajdnera o inspirującej kobiecie, która służy drugiemu człowiekowi.

„Jest silniejsza od Tito” [były prezydent Jugosławi – przyp. red.] – mówi lekarz w oddziale chirurgii urazowej Centrum Klinicznego Uniwersytetu w Sarajewie. Siostra szybko odpowiada: „Oczywiście! Prezydent Tito już dawno nie żyje, a ja – dzięki Panu – jestem bardzo żywa”.

Marija Bešker dorastała w czternastoosobowej rodzinie. Większość życia spędziła w szpitalu po tym, jak wybrała swój zawód. Jak sama mówi, nastąpiło to nagle: „Moja ciotka była już siostrą zakonną. Kiedy byłam mała, mój wujek mówił mi, że mogę zostać pewnego dnia Matką Przełożoną. Zdecydowanie tego nie chciałam. Ale pewnego razu, gdy odwiedziłam swoją ciocię w Bijelo Polje [miasto w Czarnogórze – przyp. red.], wszędzie widziałam piękne kwiaty. Zauroczyły mnie tamtejsze ogrody. Tego dnia musiałam przyznać w duchu, że istnieje możliwość, że pewnego dnia stanę się siostrą zakonną „.

Marija podjęła decyzję w wieku 14 lat i dołączyła do Sióstr Franciszkanek Chrystusa Króla w chorwackiej prowincji w pobliżu Mostaru, w regionie Hercegowiny (Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN) wielokrotnie wspierało siostry franciszkanki). Chociaż głównym obowiązkiem tego zgromadzenia zakonnego była opieka nad sierotami, siostrom nie wolno było prowadzić żadnego przedszkola czy sierocińca, a tym bardziej nie mogły podjąć pracy w szkole za rządów komunistycznego reżimu w Jugosławii. Oznaczało to, że Marija musiała wybrać inny zawód, dlatego też została pielęgniarką.

Pozostała w Sarajewie, nawet podczas wojny

„Nie możesz kupić ani nauczyć się prawdziwej wiary. To wpływa na uczciwe podejście do życia, profesjonalne podejście do pracy i wiele innych rzeczy, to jest miłość do ludzi” -przekonuje dziś 61-letnia Marija. W 1980 r. złożyła śluby wieczyste. Trzy lata przed upadkiem żelaznej kurtyny siostra Marija przeprowadziła się do Sarajewa, stolicy Bośni i Hercegowiny. Zaproponowano jej miejsce w malowniczym mieście Dubrownik, mieście pełnym kultury i poetów na chorwackim wybrzeżu. Jednak siostra postanowiła zostać w Bośni, nawet gdy wkrótce potem wybuchła wojna w tym regionie. Wspomina, że konieczne było znoszenie „rzeczywistości zła” w tamtym czasie. „Jednak z lat wojny pozostało coś pozytywnego. Nawet podczas najgorszych bitew nasz personel medyczny nigdy dzielił potrzebujących na Chorwatów, Serbów i muzułmanów”.

Sposób na właściwe wykorzystanie czasu

Bośnia i HercegowinaZapytana o swoją pracę, siostra podkreśla: „Nie wystarczy ukończyć szkolenia medycznego. Musisz mieć właściwą postawę; musisz zrozumieć, że to powołanie”. Ta postawa pomogła jej w awansie – dziś jest szefową czwartego Oddziału Chirurgii Urazowej. Nigdy nie napotykała żadnych problemów w pracy ze względu na to, że należy do katolickiego zakonu. „Wszyscy moi koledzy traktują mnie z szacunkiem”. Jednak to nie wystarczy. „Kiedy muszę iść do lekarza, modlę się w duchu: Pomyśl o mnie przenajświętsza Matko Boska, aby lekarz był w dobrym nastroju i wyświadczył mi tę przysługę. Siostra nigdy nie oczekuje niczego w zamian. Zawsze po pracy odwiedza pacjentów, którzy przechodzą trudne chwile, którzy wciąż przeżywają traumę wojny – społecznie, ekonomicznie i psychologicznie.

Jej pragnienie posiadania pięknego ogrodu, takiego jak ten, który widziała w dniu, w którym odwiedziła swoją ciocię, spełniło się. „Kiedy kwiaty w ogrodzie kwitną, całe zmęczenie po prostu odchodzi” – opisuje siostra Marija. Dla niej modlitwa jest najważniejszą częścią życia religijnego, zarówno tego wspólnotowego, jak i prywatnego. Jak zaznacza: „Od starszych kolegów dowiedziałam się, że nadejdzie dzień, w którym będziemy odpowiedzialni za stracony czas”. Siostra Marija z uśmiechem żyje tym, o czym mówi i jak podkreśla: „Im więcej ludzi poświęca się innym, tym większe jest ich zadowolenie i szczęście”.

W 2017 r. Pomoc Kościołowi w Potrzebie przekazało około 80 tys. euro na pomoc wielu wspólnotom zakonnym w Bośni i Hercegowinie. Pieniądze zostały przeznaczone na utrzymanie, pracę duszpasterską i transport.

12 osób na Drodze Krzyżowej w Damaszku

Maronicki biskup Damaszku – Samir Nassar, zdał relację Papieskiemu Stowarzyszeniu Pomoc Kościołowi w Potrzebie z piątkowej drogi krzyżowej w Damaszku.

– Tylko 12 osób uczestniczyło w Drodze Krzyżowej w ubiegły piątek, zazwyczaj uczestników było około 600. Tym 12 dzielnym wiernym niestraszne były rakiety i niebezpieczeństwo utraty życia. Byli wstanie podążać 14. stacjami drogi na Kalwarię, zatrzymując się zwłaszcza na 5 i 8 stacji.

Podczas piątej stacji ta mała grupa wiernych pytała, dlaczego Szymon z Cyreny wydaje się być tak często nieobecny w ich życiu? Dlaczego zamiast spotkać na swojej drodze ludzi, którzy wyciągają pomocną dłoń, podnoszą na duchu dobrym słowem, aby ukoić ich ból…

Spotykają dookoła uzbrojonych ludzi, którzy stojąc naprzeciwko siebie próbują udowodnić swoją rację. To wszystko dzieje się w duchu przemocy i nienawiść na najwyższym poziomie… w imię obrony kraju.

Ósma stacja – Jezus pociesza płaczące niewiasty. W tym mieście Jezus pociesza syryjskie rodziny, tych którzy są w żałobie, bezdomni, ranni. Tych, którzy są uchodźcami oraz niezliczonych młodych ludzi, którzy są teraz osieroceni lub zapomniani.

– Ten Pan, który jest tutaj obecny pociesza ich – ociera im łzy i wzmacnia ich wiarę, w tym cierpieniu pozwala im zobaczyć oblicze samego cierpiącego Chrystusa. Tego, który nadejdzie w świetle chwały Zmartwychwstania – podkreśla biskup Samir Nassar.