Rozmowa o aktualnej sytuacji na Bliskim Wschodzie

Bliski WschódPrzełożony ojców franciszkanów na Bliskim Wschodzie mówi o sytuacji tamtejszych chrześcijan, a szczególnie o ich położeniu w Syrii.

Ojciec Pierbattista Pizzaballa, przełożony ojców franciszkanów na Bliskim Wschodzie, powiedział w rozmowie ze Stowarzyszeniem Papieskim Pomoc Kościołowi w Potrzebie, że Europa musi pomóc chrześcijanom mieszkającym w Ziemi Świętej tak, aby mogli pozostać na tym obszarze.

Bracia należący do Kustodii Ziemi Świętej prowadzą aktywną działalność w Izraelu, Palestynie, Egipcie i w Syrii. W ostatnim czasie jeden z franciszkanów został porwany w Syrii. Przedstawiciele organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie spotkali się z ojcem kustoszem w Jerozolimie w celu omówienia perspektyw dla chrześcijan żyjących w Syrii i na Bliskim Wschodzie od czasu rozpoczęcia “Arabskiej Wiosny Ludów”. Ojciec Pizzaballa uważa, że wojna w Syrii będzie nadal trwała i odbije się na wyznawcach Chrystusa mieszkających w tym kraju, nawet po jej zakończeniu. Ważne jest, aby odbudować zaufanie pomiędzy muzułmanami i chrześcijanami. W opinii Ojca Pizaballi wyznawcy Chrystusa muszą modlić się o przebaczenie, a muzułmanie muszą przemyśleć swoje nauczanie w sprawach wiary.

PKWP: Arabska Wiosna Ludów trwa już 5 lat. Jej głównym rezultatem jest chaos i niestabilność w wielu krajach, szczególnie w Syrii. Czy są jakieś powody do optymizmu dla chrześcijan na rok 2016, których życie stało się trudniejsze?

Ojciec Pizzaballa: Trudno mówić o tym, czy mamy powód do nadziei. Jednak z politycznego i wojskowego punktu widzenia ten rok będzie bez wątpienia decydujący. 2016 rok może być punktem zwrotnym. W Syrii wyczuwam osłabienie wojny wśród stron, które ją prowadzą. Tym samym nie będą już w stanie kontynuować eskalacji konfliktu.

PKWP: Jednak czy chrześcijanie mają wystarczająco dużo czasu, aby przeczekać i zobaczyć, czy można osiągnąć polityczne porozumienie na pewnym etapie? W końcu wielu chrześcijan już wyemigrowało z Syrii.

OP: Taka sytuacja ma miejsce, ponieważ chrześcijanie nie są jedynymi ofiarami tej wojny i nie tylko oni cierpią z powodu zniszczeń i braku środków do życia. Nawet jeśli wojna się zakończy, to ich sytuacja będzie trudna. Należy wziąć pod uwagę, że ta wojna odbiła się na całym społeczeństwie. To nie jest tylko wojna domowa, która miała miejsce w Iraku i teraz jest w Syrii. To jest też wojna, która ma charakter religijny od samego początku. Teraz nie będzie łatwo odbudować zaufania pomiędzy muzułmanami i chrześcijanami w tych krajach, a także odbudowanie i ustabilizowanie ekonomii w obu krajach będzie trudnym zadaniem. Chrześcijanie obawiają się o przyszłość polityczną. Jaki rząd nastanie w Syrii? W odpowiedzi na pytania odpowiadam: oczywiście nie wszyscy wyznawcy Chrystusa opuszczą kraj. Ci, którzy mogli sobie na to pozwolić, lub chcieli, już udali się na emigrację. Natomiast ci, którzy nie chcieli, lub nie chcą opuścić kraju, należą do chrześcijan, którymi musimy się zaopiekować.

PKWP: Ojciec powiedział, że zaufanie pomiędzy chrześcijanami i muzułmanami zostało zniszczone. Dlaczego tak się stało?

OP: Cóż, z tego powodu myślimy o dżihadystach w Daesh lub w Jabhat al-Nusra.

PKWP: Jednak te grupy odzwierciedlają wiarę Sunnitów w Syrii i Iraku?

OP: Nie wszyscy mieszkańcy Syrii zgadzają się z ich ideologią i wspierają ich. Niektórzy poskramiają dżihadystów na obszarach, które znajdują się pod ich kontrolą. Jednak islamscy ekstremiści nadal cieszą się dużą popularnością. Te grupy nie byłyby wstanie kontrolować takich dużych obszarów w Syrii i Iraku przez tak długi czas bez wsparcia ze strony zwykłych ludzi.

PKWP: Czy wszyscy chrześcijanie stają się celem ataków ze strony islamistów z tego powodu, że uważają ich za zwolenników rządu?

OP: Tak. Jednak należy dodać, że w wielu miejscach w Syrii chrześcijanie i muzułmanie żyją w pokoju.

PKWP: Jednak w jaki sposób można odbudować zaufanie w takim przypadku? Czy koniecznym jest odseparowanie tych grup granicami pod względem etnicznym i religijnym? Taki trend rozwinął się w Syrii.

OP: Pod żadnym pozorem nie wolno robić takich rzeczy. Należy wprowadzić równość cywilną, aby chrześcijanie mieli przyszłość w swoich krajach. Duchowni mają tu ważną rolę do odegrania, ponieważ fundamentalizm islamski nie wziął się znikąd.

PKWP: Jednak większość duchownych muzułmańskich twierdzi, że tzw. Państwo Islamskie nie ma nic wspólnego z Islamem.

OP: To jest odstępstwo, ale istnieją połączenia w kwestii teologii. Po II Wojnie Światowej katolicy musieli zadać sobie to pytanie: w jaki sposób antysemityzm wyhodował Holocaust i czy mieliśmy na to wpływ? Muzułmańscy teolodzy muszą zadać sobie podobne pytania. Teologiczne zbadanie sumienia jest konieczne. Muszą zapytać samych siebie: co w naszej doktrynie prowadzi do współczesnego fundamentalizmu? Trzeba dowiedzieć się, skąd nagle wzięło się setki tysięcy fundamentalistów? Zabijają chrześcijan i wyznawców innych religii. Dlaczego tak postępują? Na te pytania muszą odpowiedzieć teologowie, którzy nie są radykalnymi muzułmanami. Jednak my, chrześcijanie, mamy tutaj rolę do odegrania.

PKWP: Jaką?

OP: Musimy dać przykład przebaczenia. Rok Miłosierdzia może pomóc nam w tym.

PKWP: Jednak jak chrześcijanin może wybaczyć tzw. Państwu Islamskiemu?

OP: Jeśli ich nienawidzimy, to oni są zwycięzcami i tego chcą. Człowiek bardzo trudno wybacza i nie da się tego zrobić w sposób automatyczny, ale w dużym odstępie czasu. Jednak przebaczenie musi stać się naszą perspektywą. Jako Włoch, który czuje się bezpiecznie, jestem ostatnią osobą, która może powiedzieć chrześcijanom w Aleppo, w jaki sposób można to osiągnąć. Nie mam żadnej odpowiedzi na tę kwestię. Jednak chrześcijanie w Syrii i Iraku muszą zadać sobie to pytanie. Ewangelia wymaga tego od nas. Jeśli my tego nie zrobimy, to nasza wiara pozostanie teorią. W końcu nasza wiara narodziła się na Kalwarii. To oznacza, że przebaczenie znajduje się w sercu chrześcijaństwa od samego początku.

PKWP: Europa stała się biernym obserwatorem wstrząsów na Bliskim Wschodzie. Odczuwa na sobie napływ uchodźców z tego obszaru. Wielu chrześcijan przybywa do Europy. Czy to niepokoi ojca?

OP: Pod żadnym pozorem nie zachęcałbym chrześcijan do emigracji. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby wyznawcy Chrystusa pozostali. Chrześcijanom powiedziałbym to: udajcie się do bezpieczniejszych obszarów kraju, ale pozostańcie w Syrii. Emigracja nie jest rozwiązaniem, ponieważ chrześcijanie należą do tego kraju. Mamy tu zadanie, a Europa nie jest rajem na ziemi.

PKWP: Czy oznaki powitania z Niemiec nie czynią pracy Ojca cięższą?

OP: Tak. Nasza działalność, która ma na celu powstrzymanie ludzi przed emigracją, staje się coraz trudniejsza. Wszyscy mówią o emigracji do Niemiec, a Angela Merkel zaprosiła uchodźców z Syrii do jej kraju. Jednak politykom w Europie powiedziałbym to: Lepszym rozwiązaniem byłaby pomoc uchodźcom, włączając w to chrześcijan, tutaj, a nie w Europie. Lepsze byłoby przekazanie pomocy pieniężnej uchodźcom tutaj, a nie w Europie. Takie rozwiązania byłyby lepsze, zarówno dla uchodźców i tego obszaru.

Rozmawiał: Oliver Maksan

Tłumaczenie: Marcin Rak

Parlament Europejski uznał zbrodnie ISIS za ludobójstwo.

Parlament EuropejskiUznanie przez Parlament Europejski zbrodni ISIS za ludobójstwo to pierwszy poważny krok w stronę mobilizacji wspólnoty międzynarodowej do podjęcia konkretnych działań.

Podczas debaty, która miała miejsce 20 stycznia duża część eurodeputowanych zakwalifikowała dokonującą się w tych państwach eksterminację mniejszości religijnych, zwłaszcza chrześcijan i jazydów, jako ludobójstwo. Zgromadzenie przypomniało ponadto, że „w świetle prawa międzynarodowego państwa członkowskie mają obowiązek zapobiegać ludobójstwu, a także powinny przyjąć, że wymienione przypadki zaliczają się do ludobójstwa. W związku z powyższym powinny dołożyć wszelkich starań, by ich obywatele nie uczestniczyli w popełnianiu takich aktów”.

Członek Parlamentu Europejskiego ze Szwecji Lars Adaktusson, który złożył wniosek o głosowanie w tej sprawie na łonie parlamentu, stwierdził: „Jestem odpowiedzialny za uchwałę, która wzywa państwa członkowskie do zdefiniowania przestępstw popełnionych przeciwko chrześcijanom i jazydom jako ludobójstwo, a tym samym do działania w ramach ONZ w celu zorganizowania konkretnych interwencji humanitarnych i militarnych”.

Dnia 15 grudnia zeszłego roku parlament litewski przyjął uchwałę dotyczącą ludobójstwa chrześcijan i innych mniejszości religijnych na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce. Podobne inicjatywy podejmowano w Kongresie USA. Przywódcy polityczni, np. Hillary Clinton, stosowali ten termin, którego użył także papież Franciszek w lipcu zeszłego roku, stwierdzając, że ludobójstwo postępuje i trzeba je zatrzymać. Według następcy św. Piotra nadeszła już chwila, aby Unia Europejska i Organizacja Narodów Zjednocznonych nazwały tę rzeczywistość po imieniu i konsekwentnie trwali przy wymaganiach prawa międzynarodowego.

Konsekwencje

“Zbrodnia ludobójstwa” jest precyzyjnie zdefiniowana w prawie międzynarodowym. Określenie to odnosi się do „czynów dokonanych w zamiarze zniszczenia w całości lub w części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich”. W świetle tego tekstu wyraźnie widać, że chrześcijanie oraz jazydzi w Iraku i Syrii są ofiarami ludobójstwa.

Prawo międzynarodowe nakłada na poszczególne państwa oraz całą wspólnotę międzynarodową obowiązek zapobiegania ludobójstwu, a także do stawania w obronie grup, które są przedmiotem ludobójstwa poprzez skazywanie i karanie wszystkich odpowiedzialnych za te zbrodnie. Karalne jest także samo posiadanie intencji popełnienia przestępstwa oraz współudział, spiskowanie, a także podżeganie innych do zbrodni. A zatem każda jednostka i organizacja – gdziekolwiek by nie działała (np. na terenie Unii Europejskiej i USA) – która popełnia akt ludobójstwa, ma zamiar go popełnić, współdziała w nim lub też podżega do popełnienia go, jest karana przez prawo.

Uznanie, że opisywane prześladowania są przypadkami ludobójstwa, stanowi zatem poważny krok w stronę mobilizacji wspólnoty międzynarodowej do podjęcia konkretnych działań. Samo posługiwanie się terminem ludobójstwo niesie ze sobą silne znacznie symboliczne. Jednak w praktyce wspólnota międzynarodowa musi być gotowa do działania za każdym razem, gdy pojawią się doniesienia o zbrodniach, które formalnie określono mianem ludobójstwa.

Autor: Raquel Martinez

Tłumaczenie: Dominik Jemielita.

Jerozolima: „Modlimy się za tych, którzy nas nienawidzą”.

JerozolimaOpactwo Zaśnięcia w Jerozolimie po raz kolejny padło ofiarą ataku. O jego przeprowadzenie są podejrzewani żydowscy ekstremiści.

Opactwo pw. Zaśnięcia NMP w Jerozolimie po raz kolejny padło ofiarą ataku wandali. W sobotnią noc nieznani sprawcy pomazali sprayem ściany oraz drzwi niemieckojęzycznego opactwa benedyktyńskiego, położonego na skraju Starego Miasta. Atak skierowany został również na znajdujące się w pobliżu kościoły – grecki i ormiański. Graffiti, napisane po hebrajsku, różnymi charakterami pisma, głosiły: „Chrześcijanie do piekła”, „Śmierć bezbożnym chrześcijanom, heretykom i wrogom Izraela”, „Zemsta Izraela”, „Zniszczcie Jego imię”. Oprócz napisów, na ścianie znalazł się również rysunek zakrwawionego sztyletu obok Gwiazdy Dawida.

Wspólnota zakonna przyjęła incydent z przerażeniem. „Modlimy się za tych, którzy nas nienawidzą”, mówi o. Nikodemus Schnabel, przełożony opactwa, w rozmowie z Papieskim Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie. „Jeśli jesteśmy atakowani, ponieważ jesteśmy chrześcijanami, to znaczy, że musimy również zareagować jak chrześcijanie”. O. Nikodemus nie potrafi wytłumaczyć, co było przyczyną ataku ze strony ekstremistów. Podkreśla pełną współczucia reakcję ze strony Żydów. „Jesteśmy wdzięczni wszystkim naszym przyjaciołom z Izraela za okazane nam gesty solidarności. My, zakonnicy Opactwa Zaśnięcia, nie ustajemy zarówno w modlitwach o pojednanie, sprawiedliwość i pokój, jak i za wandali, o kres nienawiści w ich sercach.  O. Schnabel zaapelował również do władz izraelskich o podjęcie konkretnych działań: „Poprosiliśmy służby o poważne potraktowanie tego przestępstwa oraz o zdecydowane kroki mające na celu poprawę bezpieczeństwa na Górze Syjon. Zostało nam to już obiecane, dość dawno, bo latem 2013 roku”. Policja wyraziła wówczas zgodę na zainstalowanie monitoringu, po tym, jak uszkodzono samochody, należące do klasztoru. Pojawiły się również napastliwe graffiti. Według o. Nikodemusa, do tamtego czasu, wokół opactwa, panował spokój. Dopiero w ciągu ostatnich kilku lat wspólnota benedyktynów znalazła się na celowniku żydowskich ekstremistów. Krótko po wizycie Papieża Franciszka, w maju 2014, próbowano podłożyć ogień pod opactwo. W czerwcu 2015 roku podpalono, należący do opactwa klasztor Tabgha nad jeziorem Galilejskim. Był to, jak do tej pory, najgorszy incydent. Sprawcy, żydowscy ekstremiści, zostali aresztowani. Niestety, straty sięgnęły kwoty ponad 1,6 miliona euro. Dwoje ludzi zatruło się toksycznym dymem.

Obecnie, zarówno świątynie chrześcijańskie, jak i muzułmańskie są obiektami ataków ze strony żydowskich ekstremistów. Rzadko kiedy udaje się ustalić i aresztować sprawców. Ostatnio, w grudniu, zdesakralizowano cmentarz przy salezjańskim klasztorze Beit Gemal. Przewrócono i zniszczono krzyże.

Autor: Oliver Maksan

Tłumaczenie: Agata Witkowska

Etiopia: Nigdy wcześniej nie było takiej suszy.

EtiopiaGłód nie jest niczym nowym dla mieszkańców Etiopii. Teraz problemem jest przede wszystkim susza. Po raz pierwszy od wielu lat sytuacja nie była tak krytyczna.

Około 18 milionów osób w Etiopii jest dziś dotkniętych suszą. Konsekwencje suszy dotykają wszystkich. Bydło zdycha, ludzie są zmuszeni do opuszczenia swoich wiosek, aby poszukać pożywienia na obszarach mniej dotkniętych kataklizmem, a koczownicze ludy poszukując pastwisk dla swoich zwierząt muszą przejść na nowe obszary i w ten sposób wchodzą w konflikt z miejscową ludnością. Oprócz tego, wiele dzieci nie może uczęszczać do szkoły, ponieważ są one zbyt słabe, by wytrzymać fizycznie długą i trudną pieszą wędrówkę. Nie tylko jest więc zagrożone ich zdrowie i życie, ale rówież zagrożona jest także ich przyszłość.

Hagos Gebru jest matką rodziny złozonej z dziewięciu osób. „Moja rodzina musiała zmniejszyć swoje dzienne racje żywnościowe. W rezultacie jedno z moich dzieci przestało chodzić do szkoły, bo jest zbyt słabe, aby długo iść. Potrzebujemy jedzenia, aby nasze dzieci mogły kontynuować swoją edukację”. Tsega Aregawi ma ośmioro dzieci. Jedno nadal karmi piersią. Podczas rozmowy z nami stwierdziła: „Nigdy wcześniej w moim życiu nie widziałam takiej suszy. Żadne z nasion, które zasialiśmy nie urosło. Udało nam się do tej pory przetrwać dzięki spożywaniu dzikiego kaktusa, a nasze bydło karmimy tym, co pozostaje z kaktusa. Ale teraz rówież kaktusy uschły. Obawiam się o to, co się stanie, jeśli rząd i agencje pomocy nam nie pomogą”. Brakuje wody ponieważ studnie wysychają. Często wodę trzeba nosić z daleka w pojemnikach, a jej cena jest bardzo wysoka.

W niedawnym oświadczeniu, konferencja biskupów katolickich Etiopii ostrzegła, że coraz bardziej jest prawdopodobne, że młodzi ludzie podejmą ryzyko emigracji za pomocą nielegalnych kanałów, w celu poszukiwania pracy. „Starsi rodzice zostaną pozostawieni bez dzieci, żony bez mężów, którzy są w wielu przypadkach głównymi żywicielami rodziny, a kobiety i dziewczęta będą narażone na wszelkiego rodzaju przemoc”. Stąd susza jest również zagrożeniem dla spójności społecznej i dla przyszłości mieszkajacych w Etiopii ludzi . Kościół katolicki w Etiopii opracował plan awaryjny. Dzięki dobrze zorganizowanym strukturom, można szybko dotrzeć do wielu potrzebujących. Ale trzeba rówież powiedzieć, że samo życie Kościoła ponosi skutki suszy. Wielu wiernych nie może już nawet dostać się do kościoła, ponieważ często wiąże się to z pieszą wędrówką, nawet do czterech godzin.

Jest również bardzo ważne, aby pomóc lokalnym katechistom, którzy odgrywają szczególnie istotną rolę w Etiopii, jak w wielu innych krajach Afryki. W parafiach, które są ogromne, kapłani po prostu nie mogą odwiedzić każdej wioski wystarczająco często. W związku z tym katechiści uczą ludzi w wioskach wiary, przygotowują ich do przyjęcia sakramentów i modlą się z nimi. Wykonują dużą część obowiązków duszpasterskich i zazwyczaj pracują za darmo, lub za bardzo niewiellkie wynagrodzenie. Udaje im się utrzymywać często duże rodziny z tego, co uprawią na swojej ziemi. Ale gdy nie ma zbiorów, to istnieje niebezpieczeństwo, że oni też będą musieli emigrować, aby znaleźć pracę gdzie indziej. To powoduje, że wierni w wielu wioskach są całkowiecie pozbawieni pomocy duszpasterskiej. Dlatego też bardzo ważne jest dla tych wspólnot, aby wspierać tych katechistów.

Dlatego PKWP obecnie udziela pomocy dla 1,415 katechistów świeckich w 13 diecezjach najbardziej dotkniętych suszą w Etiopii. Łącznie pomoc wynosi w sumie 460.000 euro lub 325 euro dla rodziny na cały rok. Biskupi etiopscy powitali z wielką radością i wdzięcznością tę pomoc. Ks. Seyoum Fransua, pełniący obowiązki sekretarza generalnego Eiopskiego Sekretariatu Katolickiego napisał, aby podziękować nam za „natychmiastową i wielkoduszną reakcję, która ratuje życie potrzebujących ludzi“. W Ewangelii Jezus mówi: Bo byłem głodny, i daliście mi jeść; byłem spragniony, i daliście mi pić“ (Mt 25,35). W Etiopii, gdzie mieszka 18 mln ludzi, Jezus kieruje ten apel do nas. Jak odpowiemy na Jego apel ?

Autor: Eva-Maria Kolmann

Tłumaczenie: Wiesław Knapik