Niger: Straszliwe wydarzenia umocniły naszą wiarę

NigerWielu muzułmanów nie wie jak się zachowywać wobec chrześcijan po atakach. „Oni są zagubieni” powiedział biskup Ouedraogo. ” Przepraszają za to, co się stało, ale nie mogą tego powiedzieć oficjalnie”.

„Oni podpalili nasze kościoły, ale nasze serca nadal płoną miłością do nich.”

– mówi biskup nigryjskiej diecezji Maradi Ambroise Ouedraogo po brutalnych atakach na chrześcijan w Afryce Zachodniej. Pół roku temu zniszczono i podpalono kościoły katolickie. Do tej pory muzułmanie i mała grupka katolików żyli ze sobą w zgodzie. Mimo, że w Nigrze aż 98% mieszkańców to wyznawcy islamu.

7 stycznia tego roku, tydzień po ataku terrorystycznym na redakcję francuskiego magazynu satyrycznego „Charlie Hebdo”, doszło do aktów przemocy wobec chrześcijan w stolicy Nigru, Niamey i w drugim największym mieście kraju – Zinder (diecezja Maradi). Napastnicy splądrowali kościoły, a potem je podpalili. Jedynie katedra w Niamey i kościół na obrzeżach stolicy nie zostały zniszczone. Wśród podpalonych świątyń jedna została dopiero co konsekrowana w listopadzie 2014.

„Dlaczego oni nas atakują, zwłaszcza, że mieliśmy tak dobre wzajemne zrozumienie?”

Szok był wielki. Do tego momentu chrześcijanie i muzułmanie w Nigrze żyli razem w pokoju. Biskup Ouedraogo wciąż nie może zrozumieć tego wybuchu nienawiści, ale wciąż chce współpracować z muzułmanami.

Teraz katolicy mieszkający w tamtym rejonie boją się o swoje życie, ale jednocześnie katolickie parafie są tak żywe jak nigdy dotąd. Biskup diecezji Maradi, powiedział o tym podczas ostatniej rozmowy z przedstawicielem PKWP w czasie wizyty w siedzibie organizacji w Königstein.

Według Ambroise’a Ouedraogo jedynym możliwym wytłumaczeniem napaści jest to, że muzułmańscy napastnicy pomieszali Charlie Hebdo z chrześcijaństwem. Dla nich to chrześcijanie są tymi, którzy stworzyli karykatury proroka Mahometa. Biskup uważa chrześcijan za wspólną ofiarę. Dlatego też jego przesłanie do narodów Europy jest takie, że wolność prasy w Europie jest czymś dobrym, ale trzeba w tej wolności zachować się ostrożnie. Dobrze mieć świadomość, jaki wpływ będą miały publikowane treści w innych krajach. Europa nie jest Afryką i Afryka nie jest Europą. Wrażliwość w Afryce jest inna niż wrażliwość w kulturze zachodniej.

W obawie przed kolejnymi atakami, około 200 chrześcijan uciekło z Zinder do krajów sąsiednich: Burkina Faso, Togo, Benin, a nawet Nigerii. Większość z nich już powróciła do swych domów. Katolicy wspólnie uczestniczą we Mszy Świętej na wolnym powietrzu lub w halach, które dekorują na czas odprawiania Mszy. “Straszliwe wydarzenia umocniły naszą wiarę” mówi bp.Ouedraogo. „Nowy, ożywczy duch pojawił się w społeczności katolickiej i wierzę, że jest to błogosławieństwem dla nas katolików”.

Wielu muzułmanów nie wie jak się zachowywać wobec chrześcijan po atakach. „Oni są zagubieni” powiedział biskup Ouedraogo. ” Przepraszają za to, co się stało, ale nie mogą tego powiedzieć oficjalnie”.

Wielu muzułmanów było zdumionych, że biskupi katoliccy chcą przebaczyć tym, którzy spowodowali ich cierpienia.

“Niezależnie czy jest to chrześcijanin czy muzułmanin- Bóg pragnie szczęścia dla wszystkich ludzi”

Nadal nie jest jasne, kto tak naprawdę zniszczył kościoły. „Ale to nie jest czas, aby oskarżyć kogokolwiek”. W dziedzinie edukacji i dobroczynności katolicy nadal współpracują z muzułmanami w komisji międzyreligijnej. Po tym wszystkim, przed Nigrem, jednym z najbiedniejszych krajów na świecie, stoi wiele wyzwań. Większość ludności regularnie stoi w obliczu śmierci. Szczególnie w okresach suszy i głodu – tak jak teraz. Niger jest państwem islamskim – 98 % z 17 milionów mieszkańców to wyznawcy islamu. Istnieje mała katolicka wspólnota składająca się z około 21.000 wiernych, którzy zamieszkują dwie diecezje.

PKWP wsparła pracę duszpasterską w tym kraju w 2014 roku w wysokości 83.700 euro. Dzięki tej pomocy rozbudowano klasztor i wybudowano na nowo jeden ze zniszczonych kościołów w styczniu. Trzy siostry uzyskały stypendia, a letnie obozy młodzieżowe zostały dotowane.

Biskup Ouedraogo jest wdzięczny tym wszystkim, którzy wspierają katolików Nigru swoimi modlitwami i darowiznami. „Nasze wołanie o pomoc było słychać w świecie zachodnim. Modlimy się za wszystkich, którzy nam pomagają.” Natychmiast po atakach w styczniu organizacja PKWP przekazała 29 800 euro jako pomoc nadzwyczajną dla ofiar tych muzułmańskich ataków. Ambroise Ouedraogo i wierni w Nigrze byli poruszeni tym spontanicznym wsparciem.

PKWP/Marysia Kochanowska

Syria: Kościół potwierdza wiadomość o porwaniu kapłana

Kościół w Syrii oficjalnie potwierdził, że ks. Antoine Boutros i jego kierowca Said Al-Abdun, o których nie ma wieści od niedzieli, zostali uprowadzeni przez grupę rebeliantów

Kościół w Syrii oficjalnie potwierdził, że ks. Antoine Boutros i jego kierowca Said Al-Abdun, o których nie ma wieści od niedzieli, zostali uprowadzeni przez grupę rebeliantów. Jak dotąd porywacze nie wystąpili z żadnymi żądaniami. Poinformował o tym oficjalnie melchicki arcybiskup Nicolas Antiba. Przypomniał zarazem, że uprowadzony kapłan był aktywny na polu działalności charytatywnej. Także dzięki jego mediacji w regionie udawało się zachować względny spokój. „Każdy z 20 kapłanów naszej archidiecezji zaangażowany jest budowanie prawdziwego pokoju i pojednania, których tak bardzo potrzebują cierpiący Syryjczycy” – podkreśla abp Antiba, zachęcając do modlitwy za uprowadzonych i o pokój w umęczonym kraju.

Radio Watykańskie

Armenia: Sto lat po ludobójstwie wciąż odczuwamy jego skutki

Łatwo zauważyć, że rząd Erdogana nie respektuje granic z innymi państwami, co pokazuje, że Turcja wcale nie zmieniła się od czasu tamtego straszliwego ludobójstwa. Nie pojmuję, dlaczego Europa i USA okazują tak wiele szacunku i zaufania wobec tego przestępczego państwa.

„Wiedzieliśmy od początku, że papież przypomni fakt ludobójstwa. Jego odwaga zmieniła nastawienie świata do tego wydarzenia.” Tymi słowami arcybiskup Raphael Minassian, ordynariusz katolickich Ormian w Europie Wschodniej, opisuje reakcję swojego Kościoła na wypowiedź papieża przygotowaną z okazji rocznicy masakry Ormian.

Hierarcha zwrócił szczególną uwagę na to, w jaki sposób Franciszek „zachęcił nas do pojednania; był to akt o najwyższej wartości wychowawczej, duchowej oraz ludzkiej. Pomógł nam odzyskać to, co utraciliśmy.”

Należący do pokolenia urodzonego po ludobójstwie arcybiskup wyjaśnia, w jaki sposób Ormianie, którzy nie przeżyli roku 1915, odczuwają jego skutki: „Niektóre dyspozycje psychiczne, np. strach przed uzbrojonymi strażnikami, zostały przekazane genetycznie drugiemu i trzeciemu pokoleniu. Co więcej, również następne pokolenia będą je dziedziczyć.”

Arcybiskup nie pozostawia niedomówień w kwestii odpowiedzialności Turcji: „Łatwo zauważyć, że rząd Erdogana nie respektuje granic z innymi państwami, co pokazuje, że Turcja wcale nie zmieniła się od czasu tamtego straszliwego ludobójstwa. Nie pojmuję, dlaczego Europa i USA okazują tak wiele szacunku i zaufania wobec tego przestępczego państwa.”

Z okazji corocznego Zgromadzenia Generalnego ROACO (Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich) w Rzymie arcybiskup Minassian opowiedział przedstawicielom Pomocy Kościołowi w Potrzebie, jak wygląda sytuacja poszczególnych wspólnot armeńskokatolickich. Mimo że formalnie odpowiada on za wiernych z państw Europy Środkowo-Wschodniej, a więc m.in. z Polski, Rumuni, Węgier, Słowacji, Republiki Czeskiej oraz kilku innych krajów, to jednak w praktyce jego uwaga skupia się zasadniczo na wspólnotach z Gruzji, Armenii, a także Rosji. „W Gruzji i Armenii osoby wierzące są coraz biedniejsze i potrzebują pomocy z zewnątrz. Jednak każde państwo ma swoje własne problemy.”, wyjaśnia hierarcha.

W Federacji Rosyjskiej Kościół ormiański jest pozbawiony statusu prawnego, podczas gdy w Gruzji jego relacje z Kościołem prawosławnym układają się w sposób problematyczny: „W Armenii nasza współpraca w Apostolskim Kościołem Ormiańskim (prawosławnym) przebiega bez zarzutów, ponieważ nie ma między nami żadnych różnic liturgicznych, ani sakramentalnych.” Jednakże Kościół ormiańskokatolicki nie dysponuje w tym państwie kaukaskim odpowiednią infrastrukturą: „W parafiach nie ma salek ani biur, wszelkie sprawy musimy załatwiać we wnętrzu świątyń. Bardzo często księża są zmuszeni odprawiać nabożeństwa w salach szkolnych, przez co ryzykujemy, że ludzie będą patrzeć na nas jak na jakąś sektę.”

Kościół katolicki nie jest uprawniony do prowadzenia lekcji religii. Wyłącznie Apostolski Kościół Ormiański ma prawo uczyć w szkołach, ale nie katechezy, lecz historii Kościoła Ormiańskiego.

PKWP

Tł. Dominik Jemielita

Sudan Południowy – niewypowiedziane cierpienia ludzi po czterech latach od uzyskania niepodległości

Sudan PołudniowyDoświadczyliśmy już w przeszłości wojny, ale tym razem brutalność i przemoc są nie do opisania. Zwłaszcza ataki na kobiety i dzieci, a także na ludzi, którzy w żaden sposób nie są zaangażowani w konflikt między tymi ugrupowaniami.

Przedstawiciele międzynarodowej katolickiej organizacji charytatywnej i fundacji papieskiej Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP) udali się ostatnio do Sudanu Południowego, gdzie na własne uszy usłyszeli o strasznej sytuacji uchodźców i przesiedleńców wewnętrznych wysiedlonych w wyniku obecnego konfliktu w prowincjach Górnego Nilu i Unity nowej Republiki. 9 lipca minęło cztery lata od czasu uzyskania niepodległości przez ten najmłodszy kraj świata, który został następnie rozdarty wewnętrznymi walkami rywalizujących plemion, będących efektem wybuchu „kryzysu politycznego” w grudniu 2013 roku – jak mieszkańcy Sudanu Południowego zwykli określać ostry konflikt w północnej części kraju.

Jak podaje Wysoka Komisja ONZ do spraw Uchodźców (UNHCR), ten okrutny konflikt zbrojny między siłami lojalnymi wobec rządu prezydenta Salvy Kiira a rebeliantami sprzymierzonymi z byłym wiceprezydentem Riekiem Macharem zmusił do opuszczenia swoich domów ponad 2 mln ludzi. Według informacji opublikowanych 3 lipca przez tę organizację ponad 850 tysięcy uchodźców z Sudanu Południowego mieszka teraz w Etiopii, Ugandzie, Sudanie i Kenii, podczas gdy około 1,5 miliona osób jest przesiedlonych w obrębie Sudanu Południowego.

„Cierpienie ludzi z Górnego Nilu jest niewypowiedziane. Są oni pozostawieni sami sobie”, podają PKWP lokalne źródła. „Doświadczyliśmy już w przeszłości wojny, ale tym razem brutalność i przemoc są nie do opisania. Zwłaszcza ataki na kobiety i dzieci, a także na ludzi, którzy w żaden sposób nie są zaangażowani w konflikt między tymi ugrupowaniami. Jeszcze kilka tygodni temu kobiety z obozów dla uchodźców z prowincji Górnego Nilu opuszczały obóz, aby zbierać trawy i jagody do jedzenia, ponieważ panuje tam ogromny głód. Jednak odnotowano wiele przypadków gwałtów i przemocy fizycznej, a niektóre z kobiet nigdy nie wróciły do obozu. Obóz ten jest jak więzienie we własnym kraju, ale jednocześnie jest to jedyne miejsce, gdzie ludzie czują się bezpiecznie”, tłumaczy PKWP jeden z blisko 20.000 zarejestrowanych cywilów szukających ochrony w ramach programu „Ochrony ludności cywilnej” w bazie Misji Narodów Zjednoczonych w Sudanie Południowym (UNMISS) w Malakal.

„Niemniej jednak nawet w samym obozie musimy być ostrożni. Pewnego razu wnętrze obozu zostało celowo ostrzelane z drzew. Ogień skierowany był przede wszystkim w tę część obozu, gdzie skoncentrowani są uchodźcy z plemienia Shilluk”, opowiadają uchodźcy. Informacja ta została również potwierdzona przez UNMISS. Ludzie z plemienia Shilluk, trzeciego co do wielkości w kraju pod względem liczebności, mieszkający po obu brzegach Nilu, w pobliżu miasta Malakal, są wśród najbardziej poszkodowanych w wyniku konfliktu między plemionami Dinka a Nuer.

Kiedy w 2011 roku tworzono Republikę Sudanu Południowego, równowaga między największymi i najbardziej wpływowymi grupami etnicznymi w kraju została zachwiana po obraniu Salvy Kiira z plemienia Dinka na prezydenta a Rieka Machara z plemienia Nuer na wiceprezydenta. To, co zaczęło się między nimi w grudniu 2013 roku jako spór o władzę polityczną, szybko zmieniło się w głębszy konflikt interesów między oboma grupami etnicznymi. Wiele lokalnych źródeł – co potwierdzają także organizacje humanitarne – oskarża obie strony konfliktu o dokonywanie aktów „ludobójstwa” i skrajną szczepowość. Miały miejsce liczne przypadki przemocy, gwałtów, grabieży, wandalizmu, a nawet zabójstw cywilów niezwiązanych ani z rebeliantami, ani z armią, a po prostu ze względu na ich przynależność do określonej grupy etnicznej. Jednocześnie w sposób celowy i podstępny przeciwnicy unikają współpracy, a nawet przeszkadzają drugiej stronie, skutecznie utrudniając dostęp do pomocy i dostaw żywności dla uchodźców i przesiedleńców w obozach dla uchodźców UNHCR.

Ta dramatyczna sytuacja spowodowała, że liczba mieszkańców Sudanu Południowego szukających schronienia w Sudanie sąsiadującym z nimi od północny wzrasta każdego dnia. Według informacji UNHCR tylko od maja 2015 prawie 30.000 osób przekroczyło granicę Południa, by szukać schronienia w obozach, które otworzyły się na Północy. W sumie szacuje się, że przebywa tam ponad 90.000 uchodźców, przede wszystkim w obozach dla uchodźców w prowincji Nilu Białego – na południe od Kosti – ale także w Kordofanie, prowincji Nilu Błękitnego i wokół Chartumu. Mimo że ich sytuacja jest niewątpliwie lepsza niż uchodźców w ich własnym kraju, warunki życia są nadal dalekie od ideału.

Jedną z podstawowych próśb uchodźców, którzy zatrzymali się w obozach w północnej części Sudanu, jest zniesienie zakazu wstępu do obozów agencjom ONZ. Obecnie tylko sudańskie organizacje rządowe mają do nich dojście. ACNUR jest w stanie zaspokoić podstawowe potrzeby przebywających tam ludzi wyłącznie za pośrednictwem kanałów rządowych Sudanu, ponieważ sami nie mogą wejść bezpośrednio do obozów dla uchodźców. Co więcej, sytuacja w zakresie bezpieczeństwa w tych obozach pozostawia wiele do życzenia, ponieważ nie ma odpowiedniej kontroli wejść i wyjść z obozów w celu ochrony bezpieczeństwa uchodźców. Pojawiły się doniesienia o atakach, rozbojach i nadużyciach wobec kobiet dokonanych przez osoby spoza tych obozów. W takich przypadkach uchodźcy nie mają do kogo zwrócić się o pomoc.

Innym ważnym problemem jest odmowa Sudanu do oficjalnego przyznania statusu uchodźcy ludziom pochodzącym z Sudanu Południowego. Rząd Sudanu, z którego Sudan Południowy oddzielił się cztery lata temu, aby stać się niezależnym bytem, nadal traktuje ich jako „braci i siostry”, którzy wracają do swojego kraju. Nie ma procesu rejestracji ani żadnego formalnego procesu, w którym osoby te mogłyby uzyskać status uchodźcy. Mimo oficjalnych oświadczeń rządu Sudanu, że traktuje uchodźców z Południa jako obywateli Sudanu, „traktowanie mieszkańców tego nowego, niezależnego kraju bynajmniej nie jest równe, nawet jeśli posiadają dowód tożsamości. Na przykład, aby przetrwać, wiele kobiet pracuje jako pomoc domowa w Chartumie. Słychać też wiele skarg na złe traktowanie i nadużycia. Tak jest z mężczyznami, którzy szukają pracy, a którym płaci się niskie płace mimo długich godzin pracy, ponieważ nie posiadają żadnych dokumentów prawnych”, dowiaduje się PKWP od tych, którzy znają pokrzywdzone w ten sposób osoby. Zgodnie z konwencjami ONZ dotyczącymi statusu uchodźców formalne uznanie statusu uchodźcy pozwoliłoby im uzyskać pozwolenie na pracę i korzystanie z ochrony prawnej.

PKWP

Tł. Paulina Ślaska

Erytrea: Państwo, w którym Kościół musi zmierzyć się z kontrola ze strony rządu

Na papierze jesteśmy wolni i możemy uczestniczyć w naszych nabożeństwach liturgicznych, ale w rzeczywistości rząd robi wszystko, aby powstrzymać nas od tego

Seminarzyści zmuszani są do odbycia służy wojskowej, kapłani nie mogą wyjechać z kraju, a chrześcijanie więzieni z powodów religijnych … Tak wygląda wolność religijna w Erytrei, według osoby związanej blisko z miejscowym Kościołem, która ze względów bezpieczeństwa nie chce ujawnić swego nazwiska.

Jak zostało to szczegółowo przestawione w raporcie ONZ, rząd w Asmarze, stolicy Erytrei, jest odpowiedzialny za poważne naruszenia praw człowieka. Znaczna część ludności jest obecnie przetrzymywana w odosobnieniu i podlega przymusowej pracy, podczas gdy reszta obywateli podlega ścisłemu nadzorowi i kontroli. Dotyczy to również wspólnot wyznaniowych.

Wspólnota katolicka w Erytrei jest bardzo aktywna. W Asmarze, na przykład, gdzie katolicy stanowią ledwie 4% miejscowej ludności, Kościół prowadzi ponad 50 szkół i 30 ośrodków zdrowia. Kościół jest również na pierwszej linii oporu i wypowiada się otwarcie przeciwko nadużyciom rządu, a na Wielkanoc 2014 r. biskupi katoliccy napisali list pasterski, zwracając uwagę na poważną sytuację w kraju, która zmusza wiele Erytrejczyków do emigracji. „List pasterski został bardzo doceniony przez wiernych wszystkich religii. Wielu z nich powiedziało, że Kościół jest ich jedyną nadzieją . W zasadzie nie ma możliwości wypowiadania się na temat tego, co dzieje się w naszym kraju, choć Kościół musi postępować z rozwagą, ponieważ w przeciwnym razie rząd może zamknąć prowadzone przez niego instytucje i szkoły”. Rząd oficjalnie uznaje tylko cztery wspólnoty wyznaniowe, a mianowicie, islam, prawosławie, katolicyzm i luteranizm. Jednak to jeszcze nie znaczy, że katolicy cieszą się pełną wolnością. „Na papierze jesteśmy wolni i możemy uczestniczyć w naszych nabożeństwach liturgicznych, ale w rzeczywistości rząd robi wszystko, aby powstrzymać nas od tego”, dodaje nasz informator. Bardzo często, w czasie niedzielnej Mszy lub z okazji innych świąt chrześcijańskich, władze organizują spotkania polityczne lub zawody sportowe, w których wszyscy muszą obowiązkowo uczestniczyć . „Stało się tak również w tym roku, w Wielki Piątek”, mówi nam nasz informator, dodając, że wiele zajęć szkolnych odbywają się także w niedziele.

Niestety, kontrola sprawowana przez rząd w Asmara wykracza daleko poza to co wyżej przedstawiono. Miało miejsce wiele prób zmuszenia duchowieństwa katolickiego do odbycia służy wojskowej, która jest obowiązkowa dla wszystkich mężczyzn do 50. roku życia i dla wszystkich kobiet do 40. roku życia. Wielu seminarzystów po odbyciu służy wojskowej nie powróciło do seminariów i nie wiadomo co się z nimi dzieje. „Dziś już seminarzyści i księża nie są zmuszani do służby wojskowej, ale w zamian za to władze nie pozwalają nikomu, kto nie odbył służby wojskowej wyjeżdżać z kraju, a co za tym idzie nasi księża nie mogą wyjechać za granicę na studia. Ma to istotne konsekwencje dla ich formacji religijnej, biorąc pod uwagę, że kadra akademicka nie może się zwiększać o nowych wykładowców. Mamy tylko jedną osobę wykładającą Pismo Święte; gdyby coś mu się stało, nie ma nikogo innego, kto mógłby go zastąpić. Tak ścisła kontrola Kościoła przez rząd jest postrzegana jako próba zastraszania Kościoła katolickiego, aby zmusić go w ten sposób do milczenia. Władze chcą, abyśmy byli mniej wykształceni, bo wtedy mogą nas łatwiej kontrolować”, podsumowuje nasz informator.

Źródło potwierdza również tragiczny los tysięcy Erytrejczyków, którzy zostali zatrzymani z powodów politycznych i religijnych. Są oni zamknięci w podziemnych zakładach karnych, i zapomniani przez wszystkich. Nawet ich rodziny nie wiedzą, gdzie przebywają. Jak wynika z najnowszego raportu na temat wolności religijnej na całym świecie, przygotowanego przez PKWP, w więzieniach przebywa co najmniej 1200 chrześcijan , często z powodów czysto religijnych. Wielu więźniów poddawanych jest torturom, a wśród nich są też chrześcijańscy przywódcy, przede wszystkim pochodzący z ruchu zielonoświątkowców, z których niektórzy już zmarli w więzieniu. Nawet prawosławny patriarcha Erytrei, który został kanonicznie wybrany, obecnie przebywa w areszcie domowym, i został zastąpiony przez innego patriarchę, bardziej posłusznego władzom.

Władze nawet zakazały publikacji niektórych z dokumentów Kościoła katolickiego, które w ich oczach są „winne” ponieważ wypowiadają się jawnie przeciw niesprawiedliwości i nadużyciom władz. Wśród nich jest tłumaczenie w języku tigrinia dokumentów dotyczących Nauki Społecznej Kościoła, które według cenzury zawierają tematy polityczne.

PKWP

Tł. W. Knapik