Papież odwiedzi Republikę Środkowoafrykańską

RCAPapież przybywa do nas jak ojciec – dokładnie w chwili, gdy nasze państwo przechodzi długotrwały kryzys, który powoduje wiele ran i blizn. Wierzymy że przyniesie przesłanie pokoju i pojednania

Papież Franciszek odwiedzi Republikę Środkowoafrykańską pod koniec listopada bieżącego roku. Wiadomość ta została potwierdzona w poniedziałek 9 marca przez Dieudonné Nzapalainga, arcybiskupa Bangui, w rozmowie z przedstawicielem PKWP. Ogłoszenie wiadomości o papieskiej wizycie było dla niego osobiście znakiem dobroci Boga i pociechy. „Przybywa do nas jak ojciec – dokładnie w chwili, gdy właśnie nasze państwo przechodzi długotrwały kryzys, który powoduje wiele ran i blizn”. Arcybiskup ma nadzieję, że wizyta papieska na nowo umocni ludzi mieszkających w Republice Środkowoafrykańskiej. Dodał również, że: „orędzie życia, które papież przyniesie ze sobą to przesłanie pokoju i pojednania”.

Od 2012 do 2014 roku w Republice Środkowoafrykańskiej trwała rebelia, która pogrążyła ten kraj w chaosie i anarchii. Jednak ten konflikt, choć często określany, jako konflikt między chrześcijanami i muzułmanami, nie był w istocie konfliktem religijnym, co często podkreśla arcybiskup Nzapalainga. Rebelianci Séléka są to przede wszystkim najemnicy z Czadu i Sudanu, którzy nie mówią ani po francusku, ani w miejscowym języku Sango. Antybalaka, którzy są często przedstawiani jako „milicja chrześcijańska”, to raczej rodzaj ruchu ludowego i społecznego, który rozwinął się w reakcji na ataki rebeliantów Séléka. Jak wyjaśnił arcybiskup, ani jeden z przywódców religijnych – czy to chrześcijańskich czy też muzułmańskich – w żaden sposób nie opowiedział się za którymkolwiek z tych ruchów. Na samym początku niepokojów arcybiskup Nzapalainga utworzył międzywyznaniową grupę pokoju, wraz z protestanckim pastorem Nicolasem Guerekoyame i muzułmańskim imamem Oumarem Kobine Layama.

Republika Środkowoafrykańska jest mniej więcej wielkości Francji, ale liczy zaledwie 4,5 mln osób. Spośród nich około 52% to protestanci, 34% to katolicy, a tylko 10% to muzułmanie.

Od września ubiegłego roku około 8000 wojsk pokojowych ONZ (przede wszystkim z krajów afrykańskich) stacjonuje w Republice Środkowoafrykańskiej. „Udało im się w dużej mierze wprowadzić spokój do naszego kraju. Obecnie prawie nie widuje uzbrojonych bojowników na ulicach Bangui”, mówi abp Nzapalainga. Niemniej jednak, jego kraj, jak „chory człowiek”, nie jest jeszcze w pełni zdrowy, lecz jedynie w stanie „rekonwalescencji”. Dlatego arcybiskup zaapelował do europejskich sił pokojowych, które utrzymują spokój, przede wszystkim w muzułmańskich dzielnicach w stolicy, aby pozostały dłużej w jego kraju. Jeśli te oddziały zostaną wycofane zgodnie z planem (15 marca br.), to według arcybiskupa może to spowodować realne zagrożenie i przemoc może wybuchnąć z nową siłą.

Głównym i stałym źródłem zagrożenia jest broń, która wciąż jest ukryta w domach ludzi. W związku z tym, w styczniu tego roku, arcybiskup Nzapalainga i dziewięciu innych katolickich biskupów z Konferencji Episkopatu Środkowoafrykańskiego wystosowało apel do „wszystkich ludzi dobrej woli”, aby oddali broń do parafii. Apel ten zakończył się pewnym sukcesem. Według arcybiskupa już następnego dnia został mu przekazany duży ładunek broni.

Abp Nzapalainga uważa, że rozbrojenie rebeliantów i ludności jest niezbędnym i koniecznym warunkiem dla utrzymania bezpieczeństwa i pokoju w kraju. „Broń napędza błędne koło przemocy. Tylko dialog może zmienić ludzkie serca”. W związku z tym, pokłada on dużą nadzieję w forum, jakie ma odbyć się w kwietniu. Na to spotkanie zostali zaproszeni politycy i przedstawiciele wszystkich ruchów w kraju. „To może być sposobem na wyjście z kryzysu, jeśli pozwolimy każdej grupie i każdemu z osobna powiedzieć to wszystko, co mają do powiedzenia. To może być początek zmiany podejścia do zachowania pokoju i własnych postaw”.

Tylko w samej stolicy Bangui wciąż jeszcze około 30.000 osób mieszka w obozach dla uchodźców w bardzo trudnych warunkach – na lotnisku, w wielu kościołach katolickich oraz w centralnym meczecie. Około 8000 osób znalazło schronienia w głównym seminarium katolickim w Bangui, a około 4000 w klasztorze Ojców Karmelitów. Mimo tego schronienia ludzie ci nadal żyją w głębokim strachu i nie ufają kruchemu pokojowi. Wielu nie może wrócić do domu, ponieważ zostały one zniszczone.

Od początku zamieszek, arcybiskup Nzapalainga pracuje na rzecz pojednania. Pociesza tych, którzy cierpią, a także dociera do winnych zbrodni. Tydzień temu spotkał się z dwoma byłymi liderami Antybalaka w więzieniu. W rozmowie z przedstawicielem PKWP powiedział: „To dla mnie jest ważne, aby ich wysłuchać. Bóg jest dla wszystkich ludzi, a więc ja też jestem tam dla wszystkich ludzi. Bóg nienawidzi grzechu, ale kocha grzesznika”. Jeden z dwóch mężczyzn, rozmawiał z nim przez dwie godziny i otworzył przed nim swoje serce. „Do tej pory nikt nie chciał mnie widzieć” powiedział arcybiskupowi.

W czasie zamieszek abp. Nzapalainga i imam Oumar Kobine Layama zaczęli bliżej ze sobą współpracować. Gdy meczet i dom imama zostały zniszczone w grudniu 2013 roku arcybiskup zapewnił imamowi schronienie na pięć miesięcy. Mieszkając wspólnie, arcybiskup Nzapalainga mógł zobaczyć inną stronę islamu. Obecnie nadal razem pracują na rzecz pojednania między religiami, podróżując do Europy i poszukując wsparcia dla ich kraju rozdartego kryzysem.

Kolejna inicjatywa dotycząca pojednania również była rozpoczęta przez abp Nzapalainga w grudniu ubiegłego roku. Odwiedzając obóz dla byłych buntowników Séléka i ich rodzin, zaprosił wszystkich chrześcijan w Republice Środkowoafrykańskiej, aby mu towarzyszyli. Na jego apel odpowiedziało 320 osób, które podczas wizyty w obozie, przyniosły ze sobą paczki żywnościowe. W trakcie tej wizyty towarzyszyły mu również pielęgniarki, którzy oferowały opiekę medyczną osobom przebywającym w obozie. Goście i mieszkańcy obozu rozmawiali ze sobą i nawet niektórzy z nich wymienili się numerami telefonów w celu uzgodnienia dalszych spotkań. Jeden z byłych członków bojówek Séléka, który pierwotnie był nauczycielem, został poproszony o zorganizowanie nauki dla dzieci przebywających w obozie. Chrześcijańscy gości przynieśli mu tablice, kredę, ołówki i zeszyty.

PKWP

Tł. W. Knapik

Kuba: Po raz pierwszy od 1959 roku będzie wybudowany nowy kościół

Kościół katolicki na Kubie rozpocznie budowę nowej świątyni – pierwszej od czasów rewolucji z 1959 roku

Kościół katolicki na Kubie rozpocznie budowę nowej świątyni – pierwszej od czasów rewolucji z 1959 roku. Według agencji informacyjnej Fides archidiecezja Hawana wybrała na miejsce budowy kościoła miasto w zachodniej części prowincji Pinar del Rio.

Według Jorge Enrique Serpa Pérez, biskupa diecezji Pinar del Rio, nowy kościół będzie poświęcony Najświętszemu Sercu Jezusowemu, jego powierzchnia będzie liczyła około 200 metrów kwadratowych. Bedze się znajdował w centrum Sandino, jest to największe miasto w powyższej prowincji i będzie posiadał około 200 miejsc siedzących. Według danych z archidiecezji Hawana 60% mieszkańców Kuby (około 11,1 mln) jest wyznania rzymskokatolickiego, a w kraju znajduje się tylko 650 kościołów, 340 kapłanów i około 600 osób konsekrowanych.

Pozwolenie na budowę nowego kościoła wydano 9 września 2014 roku dzięki polepszeniu relacji pomiędzy Kościołem katolickim i rządem Kuby. To też sprawiło, że Kościół w tym kraju może odprawiać publiczne procesje, Wielki Piątek stał się świętem państwowym, prymas Kuby kardynał Ortega może skierować swoje przesłanie do kubańczyków za pomocą telewizji, a Kościół odzyskał niektóre miejsca modlitwy, które w przeszłości zagarnął rząd komunistyczny.

Budowa nowych kościołów jest jednym z wielu próśb Kościoła katolickiego, który pragnie odzyskać miejsce, potrzebne do wykonywania misji ewangelizacji.

Fides

Tł. mgr Marcin Rak

Indie: Chrześcijanie domagają się od hinduskich radykałów przeprosin bł. Matki Teresy z Kalkuty

Oskarżenia przeciwko błogosławionej Matce Teresie są fałszywe. Zakonnica służyła biednym z miłością, którą miała wobec osób marginalizowanych i chorych. W nich rozpoznawała twarz cierpiącego Chrystusa

„Przywódcy radykalnych grup hinduskich powinni przeprosić Matkę Teresę z Kalkuty, której praca była cennym wkładem dla wszystkich obywateli Indii” – tego domagają się chrześcijanie z Andhra, stan Pradesh, którzy w ostatnim czasie wyszli na ulice miasta Vijayawada. Chrześcijanie maszerowali w obronie błogosławionej zakonnicy po tym, jak Mohan Bhagwat, przywódca hinduskich ekstremistów z organizacji Rashtriya Swayamsevak Sangh (RSS), pogardził pracą Matki Teresy i oskarżył wyniesioną na ołtarze zakonnicę o: „nawracanie przez służbę ubogim”. Pokojową demonstrację zorganizowała organizacja Andhra Pradesh Federation of Churches, w której wzięło udział tysiące chrześcijan z różnych wspólnot, kapłanów, zakonnic, aktywistów i przedstawicieli różnych organizacji chrześcijańskich. Wszyscy uczestnicy marszu mieli na sobie białe sari i nieśli transparenty, które odnosiły się do wolności wyznania i „prawa do wiary”.

Katolicki ksiądz M. Chinappa podkreślił, że: „Oskarżenia przeciwko błogosławionej Matce Teresie są fałszywe. Zakonnica służyła biednym z miłością, którą miała wobec osób marginalizowanych i chorych. W nich rozpoznawała twarz cierpiącego Chrystusa”.

Kolejna demonstracja miała miejsce na obszarze stanu Goa. Miejscowa społeczność chrześcijan zorganizowała nabożeństwo modlitewne w mieście Panaji. Podczas modlitwy zapłonęło tysiące świec, aby zaprotestować przeciwko wypowiedzi Mohan’a Bhagwat’a, wezwać ludzi do życia w religijnej harmonii i sprzeciwić się tym, którzy dopuszczają się aktów nienawiści na tle religijnym.

Fides

Tł. mgr Marcin Rak

Syria: Państwo Islamskie uwolniło kilkunastu chrześcijan

Bojownicy tzw. Państwa Islamskiego uwolnili 19 chrześcijan. Wśród nich są dwie kobiety i dziecko.

Informację przekazał syryjski obserwator praw człowieka Osama Edward. To część zakładników uprowadzonych 23 lutego w rejonie miasta Al-Hasaka w północnowschodniej Syrii. Porwano wtedy ok. 220 osób, jednak dokładne dane dotyczące ich liczby są trudne do zweryfikowania.

Nie są jak na razie znane motywy uwolnienia chrześcijan. Nie wiadomo także, dlaczego nie pozwolono opuścić miejsca aresztowania wszystkim pozostałym. Jak podają niektóre źródła, wypuszczeni zostali prawdopodobnie już osądzeni przez sąd islamski, który nakazał zapłacenie ich rodzinom odpowiedniej opłaty. Zasądzona jako okup taksa, przewidziana przez Koran w wypadku „zapewnienia ochrony” niemuzułmaniowi bez nawracania go na islam, mogła wynieść ok. 1700 dolarów.

lg/ rv, reuters, afp, agi, efe, adn, asianews

Syria: Obawy o los porwanych chrześcijan

Rosną obawy o los chrześcijan porwanych przez Państwo Islamskie w północnej Syrii, na pograniczu z Turcją. Ostatnie dane mówią o 350 pojmanych.

Jak podaje syryjskokatolicki patriarcha Antiochii Ignacy Józef III Younan, islamiści mieli zabić już w ostatnich godzinach ok. 20 wyznawców Chrystusa. Inni hierarchowie tym informacjom z kolei stanowczo zaprzeczają, bądź zmniejszają liczbę domniemanych ofiar. Pozostaje jednak obawa, że dziś, w świąteczny dzień muzułmanów, dojdzie do pokazowych egzekucji chrześcijan.

Zdaniem patriarchy Younana należy podjąć zdecydowaną walkę z Państwem Islamskim. Przestrzega on jednak przed atakiem z powietrza, który wyrządza wielkie szkody miejscowej ludności, a pod względem strategicznym niewiele daje. Syryjskokatolicki hierarcha jest natomiast przekonany, że należy wesprzeć oddziały miejscowe, które walczą z Państwem Islamskim na lądzie, w tym syryjskie wojska Baszara al-Asada.

„Trzeba udzielić pomocy militarnej wojsku irackiemu, kurdyjskiemu, a także syryjskiemu – powiedział Radiu Watykańskiemu patriarcha Younan. – Trzeba skończyć ze stygmatyzowaniem prezydenta Asada jako dyktatora. Lepsza jest bowiem taka dyktatura niż ten bestialski terroryzm, który nie uznaje żadnych wartości. To było kłamstwo, błąd Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej, w szczególności Francji i Wielkiej Brytanii: chcieć obalić dyktaturę Asada, dozbrajając tak zwaną umiarkowaną opozycję. To była iluzja. Teraz nie ma już innego wyjścia”.

kb/ rv