Indie: 17 letnia nowicjuszka zbiorowo zgwałcona

Kościół w Indiach cierpi „z głębokim smutkiem i cierpieniem” z powodu zbiorowego gwałtu 17 letniej nowicjuszki w Bangalore. Dwa dni temu, 15 lipca, nowicjuszka należąca do Zgromadzenia Sióstr Bożego Narodzenia padła ofiarą napaści seksualnej przez 3 mężczyzn.

Jego ekscelencja Bernard Moras, arcybiskup Bangalore, zgłosił ten brutalny atak agencji informacyjnej AsiaNews.com. W wywiadzie arcybiskup powiedział, że: „Ten barbarzyński i nieludzki akt na tej dziewczynie w pokojach klasztoru zasługuje na potępienie w najmocniejszym znaczeniu tego słowa. Ten akt przemocy miał wpływ na nas wszystkich”. Nieprzytomna nowicjuszka trafiła do szpitala im. św. Jana.

Do napaści doszło krótko po przerwie obiadowej. Ofiara przebywała sama w swoim pokoju na parterze w klasztorze w Hennur. W pewnym momencie ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Kiedy nowicjuszka otworzyła drzwi trzech mężczyzn oblało niedoszłą ofiarę jakąś chemiczną substancją i przyszła zakonnica straciła przytomność. Oprawcy wyciągnęli ją na zewnątrz, zgwałcili i uciekli pozostawiając nowicjuszkę nieprzytomną. Wszystko wydarzyło się w czasie około 10 minut. Wczoraj ofiara zgłosiła popełnienie przestępstwa na policji, która rozpoczęła śledztwo na podstawie 376 paragrafu Kodeksu Karnego w Indiach, który za gwałt przewiduje karę od 7 lat do dożywotniego pozbawienia wolności.

„To przestępstwo jest okrutne w podwójnym tego słowa znaczeniu. Po pierwsze to krzywda dla kobiety, a ponieważ ta dziewczyna miała pragnienie poświęcenia swego życia Bogu została skrzywdzona w najbardziej brutalny sposób. Przez ostatnią noc modliłem się za tą młodą nowicjuszkę, jej zakon, rodzinę, za nasz stan i za Indie. W naszych szkołach uczymy moralnych wartości i poszanowania godności kobiet. Ten incydent jest haniebną plamą na godności naszych kobiet, społeczeństwa i narodu. Domagam się sprawiedliwości dla wszystkich ofiar”-powiedział ksiądz biskup w wywiadzie dla AsiaNews.com.

AsiaNews

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol.: mgr Marcin Rak

Izrael: „Tylko rozwiązanie polityczne przyniesie pokój”

Oliver Maksan, korespondent ACN z Bliskiego Wschodu, opowiada o sytuacji w Ziemi Świętej

Co spowodowało obecny konflikt między Izraelem a Strefą Gazy?

Zaczęło się od porwania trzech izraelskich nastolatków, których następnie zabito w rejonie Hebronu. Izrael zrzucił odpowiedzialność za incydent na Islamski Ruch Oporu – Hamas i znacznie zniszczył islamską infrastrukturę organizacji na wschodnim brzegu Jordanu w czasie poszukiwania porwanych nastolatków. Następnie rozpoczął się ostrzał rakietowy z Gazy, który z czasem bardzo przybrał na sile. Na początku ostatniego tygodnia, Izrael wprowadził w życie swoją operację militarną zwaną „obronny brzeg”. Od tamtej pory ponad 1300 celów w Gazie zostało zaatakowanych przez izraelską armię. Według Izraela, około 1000 rakiet zostało wystrzelonych z Gazy w kierunku Izraela.

Dlaczego Hamas zdecydował się tak bardzo zaangażować?

Hamas chciał tego konfliktu, ponieważ ma duże kłopoty polityczne i ekonomiczne. W Syrii, Islamiści dokonali złego wyboru wspierając rebeliantów przeciwko Assadowi. Iran, który jest ich sponsorem, w konsekwencji przestał ich popierać. Klęska muzułmanina Mursiego w Egipcie pogłębiła i tak ciężką już sytuację Hamasu. Zdecydowali więc, że nie mają już nic więcej do stracenia. Chcieli przywrócić swoją reputację wśród Palestyńczyków i Arabów jako Ruch Oporu przeciwko Izraelowi. Z drugiej strony, w zamian za wstrzymanie ognia, chcą zyskać jak najlepsze korzyści polityczne i ekonomiczne. Przykładowo, skorzystają na otwarciu jak najbliższej granicy z Egiptem.

Jednak podstawą konfliktu jest, jak dotąd nierozwiązany, spór pomiędzy Izraelem a Palestyńczykami, którzy w Gazie mają przewagę w związku z tamtejszą sytuacją humanitarną. Bez rozwiązania tego konfliktu od strony politycznej akty przemocy nadal będą miały miejsce.

Izraelska Służba Bezpieczeństwa zaakceptowała rano propozycję zawieszenia broni wysunięta przez Egipt. Daje to przeciwnikowi 12 godzin na wstrzymanie ognia, zaczynając od 9 rano (czasu izraelskiego). Hamas odmówił. Co stanie się teraz?

Zależy to od Hamasu. Jeśli pójdą za przykładem, konflikt wkrótce się zakończy. Jeśli nie, będą kontynuować ataki na Izrael, który będzie uważał, że ma prawo odpowiedzieć bronią. Jak dotąd, sprawy nie obróciły się na korzyść Hamasu. Nie byli w stanie znaczenie skrzywdzić Izraela, ponieważ większość ich rakiet została przechwycona. Przeciwnie, ich siły zbrojne osłabły w związku z atakami ze strony Izraela. Jednak wciąż są niepewni, ponieważ chcą wywalczyć jak najlepsze korzyści ekonomiczne i polityczne.

Jak żyje się teraz w Izraelu?

Zależy o jakim regionie mówimy. Tereny blisko Strefy Gazy są w alarmowej sytuacji. Dźwięk syren słychać cały czas, a ludzie szukają schronienia w bunkrach. Na terenach bardziej oddalonych, takich jak Jeruzalem, Tel Awiw czy Haifa również były ataki i alarmy bombowe. To pokazuje jak Hamas mógł zwiększyć zasięg swoich pocisków. Jednak na tych terenach ludzie nie czują tak panicznego strachu. Życie toczy się mniej lub bardziej normalnie. Ataki są sporadyczne, a izraelski system obrony powietrznej Iron Dome przechwytuje rakiety.

W związku z tą sytuacją większość Izraelitów czuje się dość bezpiecznie. Jak dotąd nie było tam bezpośrednio śmiertelnych wypadków.

A jak wygląda sytuacja w Strefie Gazy?

W Strefie Gazy sytuacja przedstawia się całkowicie inaczej. Na tym małym i gęsto zaludnionym terenie nie ma bunkrów i syren. Broń i wyrzutnie rakiet są często rozmieszczone w dzielnicach mieszkaniowych. Ponad 175 ludzi zostało już zabitych w trakcie ataków izraelskich. Caritas szacuje, ze ponad 70 % zabitych stanowili cywile. Uważa się, że ponad 1200 osób zostało poważnie rannych. Setki domów uległo częściowemu lub całkowitemu zniszczeniu, a w związku z tym setki rodzin jest bez dachu nad głową. Zapasy i zasoby wody dramatycznie się kurczą. Jest także problem z dopływem prądu.

Jaka jest sytuacja Chrześcijan w Gazie?

Cierpią tak jak wszyscy. Do dziś nie ma raportów o wypadkach śmiertelnych wśród Chrześcijan. Jednak księża z katolickich parafii w Strefie Gazy obawiają się, że radykalni Islamiści mogą próbować wykorzystać sytuację i atmosferę anarchii przeciwko Chrześcijanom.

Ilu jest Chrześcijan w Gazie?

Chrześcijanie stanowią niewielki procent mniejszości narodowej. Wśród szacowanych 1,8 miliona mieszkańców Gazy tylko 1300 osób to Chrześcijanie. Większość należy do Greckiego Kościoła Ortodoksyjnego, którego Arcybiskup rezyduje w mieście Gaza. Tylko 170 osób należy do Rzymskokatolickiego Kościoła. Szacuje się, że od 2005 roku ponad połowa Chrześcijan z Gazy opuściła te miejsce.

Jakie jest stanowisko Kościoła wobec tego konfliktu?

Oczywiście Kościół Katolicki w Ziemi Świętej wzywa do natychmiastowego zawieszenia broni. Prosi również o pokój, a nie tylko o niepewne zawieszenie broni. Komisja „Iustitia et Pax” opublikowała ostatnio tekst mówiący: Obecna sytuacja w Gazie ilustruje niekończące się pasmo przemocy bez perspektyw na lepszą przyszłość. Zmiana tej sytuacji leży w rękach wszystkich: prześladowców i prześladowanych, ofiar i oprawców. Aby osiągnąć ten cel, wszyscy muszą dostrzec w drugim człowieku umiłowanego brata lub siostrę, a nie znienawidzonego wroga.

PKWP

Tł. Sylwia Lewandowska

Irak: Uciekać czy zostać?

Dwaj bracia, dwie wizje: Jaką przyszłość przewidują młodzi chrześcijanie z Kirkuku? Kościół w Potrzebie złożył im wizytę.

Kirkuk to Irak w miniaturze. Miasto wielu narodów na północy wymęczonego wojną kraju jest ojczyzną Kurdów, Arabów, Turkmenów i chrześcijan. Przeróżne religie, języki i grupy etniczne mają tu swój dom. Ich koegzystencja jest więc naznaczona konfliktami, zwłaszcza, że prowincja Kirkuk posiada znaczące zasoby ropy naftowej. Od wielu lat miastem wstrząsają zamachy, których ofiarą padali też chrześcijanie. Po tym jak w czerwcu siły ISIL-u znacząco przybliżyły się do Kirkuku, Kurdowie zajęli miasto i wcielili je do swojego obszaru kontroli. Dżihadyści z ISIL-u przebywają raptem 20 kilometrów od miasta i mają je na celowniku. Wielu obawia się, że w końcu może dojść do walk. A jak żyją chrześcijanie w obliczu takich okoliczności?

„Mój samochód jest zawsze zatankowany do pełna. Jeżeli sytuacja się dramatycznie pogorszy, zabieram żonę i dziecko, i uciekam stąd. Obecnie panuje u nas deficyt paliwa, ponieważ toczą się walki o dużą rafinerię. Aby oszczędzać benzynę, jeżdżę do pracy rowerem. Nie chcę ryzykować”, mówi 23-letni Karam. Ten młody ojciec jest, podobnie jak ok. 5000 pozostałych mieszkańców Kirkuku, katolikiem chaldejskim. Jego żona spodziewa się wkrótce drugiego dziecka. „Nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś będę musiał myśleć o opuszczeniu miasta”, Mohnad kiwa twierdząco głową. Ten dwudziestosześciolatek to starszy brat Karama. Jest seminarzystą, studiuje teologię i za kilka lat ma być wyświęcony na księdza. „Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to święcenia przyjmę za 3 lata”, ocenia kleryk, po czym dodaje: „Rozumiem mojego brata. On ma żonę i dzieci. W seminarium dużo o tym rozmawiamy. Emigracja naszych wiernych stanowi dla nas naprawdę wielki problem i wyzwanie. Nie ma na to jednak żadnych patentowych rozwiązań. Rodzice obawiają się o swoje dzieci. Gdy mówię jakiejś rodzinie, żeby została, zawsze słyszę: „No dobrze. A co, jak przyjdzie ktoś, kto chce nas zabić? Kto nas wtedy obroni?” W chwili obecnej wielu irackich chrześcijan trapi następujący dylemat: bezpieczeństwo czy ojczyzna? „Przede wszystkim zamożne i wykształcone rodziny rozważają możliwość wyemigrowania. Jako inżynierom czy lekarzom będzie im łatwiej znaleźć zatrudnienie na Zachodzie. A pozostają ci, których po prostu nie stać na wyjazd”, podkreśla Mohnad.

Ten młody człowiek od czternastego roku życia pragnie zostać kapłanem: „Ksiądz jest dla mnie płonąca świecą wiary i nadziei. Jeżeli ona zgaśnie, to umiera wiara.” Według Mohnada należy tak pasterzować chrześcijanom, aby lepiej rozumieli swoją wiarę. „Często widać wiarę z przyzwyczajenia. A wiara musi stać się świadomym i silnym przekonaniem. My, chrześcijanie, mamy być solą ziemi i światłością świata. Nieposolone jedzenie nie smakuje. To ogólnochrześcijańskie powołanie obowiązuje też nas, Irakijczyków.

Karam zgadza się ze swoim bratem: „Kocham moją ojczyznę i wiarę. Ale już przed zagrożeniem ze strony ISIL-u życie chrześcijanina nie było tutaj łatwe.” Młody mężczyzna studiował rolnictwo. „Byłem drugim najlepszym studentem na roku i mimo tego nie jestem w stanie znaleźć pracy. Pracuję teraz jako kierowca biskupa Kirkuku. Kościół pomaga nam jak tylko może. Wszystkie dobre stanowiska pracy zajmują muzułmanie. Chrześcijanom trudno gdziekolwiek znaleźć zatrudnienie. Próbowałem na przykład dostać się do firmy Northoil – dużego koncernu naftowego w Kirkuku. Ale to szyici tu rządzą i zatrudniają tylko swoich ludzi. Starający się o pracę chrześcijanie zawsze odchodzą z kwitkiem. Mogą ją znaleźć tylko w wojsku i policji, a to dlatego, że jest to bardzo niebezpieczna praca i nikt jej nie chce”, żali się mężczyzna.

Ogólne relacje z muzułmanami Karam uważa jednak za nienajgorsze: „Nigdy nie miałem z nimi problemów. Wielu z nich ceni nas, chrześcijan, ponieważ nie jesteśmy agresywni.” Mężczyzna sądzi jednak, że granice między religiami są wyraźnie zaznaczone: „Nasze stosunki ograniczają się do wymiany kilku uprzejmych słów z sąsiadami albo z ludźmi w sklepie. Prawdziwa przyjaźń łączy nas tylko i wyłącznie ze współwyznawcami. Żyjemy w zamkniętej wspólnocie.”

Tymczasem Kościół stara się wyciągać pomocną dłoń do muzułmańskich współobywateli. Około 500 rodzin, głównie wyznawców islamu, otrzymuje żywność od archidiecezji Kirkuku. Tylko 20 spośród tych rodzin to chrześcijanie. Młodzi parafianie wraz z siostrami zakonnymi przygotowują paczki dla uchodźców, którzy szukają w Kirkuku schronienia przez siłami ISIL-u. Rośliny strączkowe, cukier, mąka i ryż są pakowane do żółtych siatek. „Nasza wiara uczy, że nie można stwarzać różnic między ludźmi. Miłość Boga jest dla każdego człowieka, tak chrześcijanina, jak muzułmanina. Tak widzę rolę, którą mamy tutaj do odegrania. Nie chce się stąd iść. Sam Pan Jezus rzucił nasiona wiary w glebę Bliskiego Wschodu. Moje miejsce jest tutaj”, stwierdza mocno kleryk.

W ostatnich pięciu latach Pomoc Kościołowi w Potrzebie wspomógł Irak kwotą ok. 2,4 miliona euro.

PKWP/Oliver Maksan

Tł. Dominik Jemielita

Biskup Sudanu Południowego: chrześcijanie w kraju sąsiadującym z Sudanem obywatelami drugiej kategorii

Sytuacja prawna chrześcijan w Sudanie jest niepokojąca.

Biskup południowo-sudańskiej diecezji Tambura-Yambio, Eduardo Hiiboro Kussala, dał to jasno do zrozumienia podczas swojej wizyty w międzynarodowej katolickiej organizacji charytatywnej Pomoc Kościołowi w Potrzebie. „W Sudanie biskupi i księża żyją właściwie nielegalnie od czasu odzyskania niepodległości przez Sudan Południowy” powiedział biskup Eduardo Hiiboro Kussala. Konstytucja Sudanu gwarantuje wszystkim obywatelom równe prawa niezależnie od ich przynależności religijnej, ale w rzeczywistości jest inaczej: „Osoby odpowiedzialne za rządy pytane o to, dlaczego tak jest, odpowiadają, że chrześcijanie mają takie same prawa jak ich rodacy, ale to niczego nie zmienia w kwestiach prawnych. Biskupom oraz kapłanom nie są wydawane paszporty, nie posiadają oni także statusu prawnego. Co prawda mogą opuścić kraj, jednakże nie ma pewności na zgodę na ponowny do niego wjazd. Kapłani zostali już wykluczeni, zaś biskupi są skazani na milczenie” skarży się biskup Kussala.

Biskup diecezji Tambura-Yambio wyjaśnił: „Chrześcijanie w Sudanie mogą bez przeszkód uczęszczać na różne nabożeństwa, ale w kraju nie ma prawdziwej wolności wyznania i sumienia. Pokazuje to bulwersujący przypadek Meriam Yahia Ibrahim Ishaq, który w przeciwieństwie do wielu innych, został szeroko nagłośniony. „Ta 27-letnia Sudanka, córka muzułmanina i wyznawczyni prawosławia, została aresztowana w maju i początkowo skazana na śmierć za „odstępstwo od wiary”. Jak twierdzi biskup Kussala: „W jej otoczeniu od dawna wiedziano, że jest chrześcijanką. Z jakichś powodów była szantażowana, a następnie oskarżona. Rząd nie przedstawił żadnego stanowiska w tej sprawie i po prostu zostawił jej dalszy bieg w rękach islamskich duchownych”. Oskarżenie o apostazję zostało anulowane, ponieważ ojciec Meriam Isaq jest muzułmaninem. Po tym jak opuścił on rodzinę, matka wychowała ich wspólną córkę na chrześcijankę. Ze względu na nacisk środowisk międzynarodowych w czerwcu ostatecznie uwolniono Meriam Ishaq. Ta matka dwójki dzieci została wcześniej zmuszona do urodzenia swojego najmłodszego dziecka w więzieniu.

W opinii biskupa Kussala dyskryminacja chrześcijan na północy nie jest zjawiskiem ostatnich dni, ale w obecnej formie jest to reakcja na podział kraju sprzed trzech lat: „Ponieważ Kościół zawsze wzywał władze polityczne do poszanowania godności ludzi, ich wolności, jak również głosował za ogłoszeniem niepodległości Południa, na nim ciąży obecnie odpowiedzialność za oderwanie się Południa. Jednak Kościół nie prowadzi żadnych politycznych zagrywek. My tylko wzywamy polityków do poszanowania wolności wyznania i sumienia”. Kościół katolicki wciąż utrzymuje kontakty sięgające poza nowe granice poprzez wspólne Konferencje Episkopatu. Jednym z najważniejszych celów jest prowadzenie dialogu między religiami. Biskup Kussala szacuje liczbę chrześcijan w Sudanie na ponad trzy miliony.

PKWP

Tłumaczenie: Paulina Ślaska

Próba zastraszenia: pierwszy atak na tle religijnym skierowany przeciwko katolickim zakonnikom w Bangladeszu

Po raz pierwszy mamy do czynienia z atakiem skierowanym bezpośrednio przeciwko katolickim duchownym.

7 lipca o godzinie 2 rano, około 50-60 uzbrojonych osób zaatakowało misję w Boldipukur: dom parafialny, zakon i przychodnię, poinformował Mons. Sebastian Tudu, biskup Dinajpuru podczas rozmowy z katolicką organizacją humanitarną Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Biskup relacjonował dalej: atak był silny i trwał około półtorej godziny. Atakujący brutalnie pobili zakonników; ale wciąż nie znamy szczegółów. W chwili obecnej, bracia otrzymują pomoc medyczną w Dhaka. Napastnicy siłą otworzyli drzwi i wtargnęli do domu parafialnego, grozili proboszczowi i okradli go. Klasztor został zniszczony. Napastnicy opuścili teren misji jak tylko na miejsce dotarła policja». Zgodnie z relacją Mons. Tudu, napad w takim wymiarze nigdy wcześniej nie miał miejsca zarówno w diecezji Dinajpur, jak i w całym Bangladeszu.

To coś niecodziennego, ponieważ duchowni cieszą się wielkim szacunkiem w Bangladeszu. Z tego co widać, ten atak miał na celu planowane i bezpośrednie zastraszenie. Zakonnicy i duchowni są atakowani, ponieważ działają na rzecz mniejszości i osób żyjących na marginesie społeczeństwa. Policja bada teraz sprawę i obiecała ją wyjaśnić, informuje Mons. Tudu. Zgodnie z jego relacją, w diecezji Dinajpur w zeszłym roku miało miejsce kilka ataków przeciwko chrześcijanom: zaatakowano wioski, w których mieszkają katolicy; ucierpiało kilku mężczyzn. «Seminarium i seminarzyści również byli zaatakowani. Zawsze mówiono, że miało to związek z walkami o ziemie i posiadłości. W międzyczasie, seminarium zostało przeniesione do innej diecezji. Jednakże, ostatni atak był wyraźnie skierowany przeciwko wysiłkom katolików mającym na celu wsparcie najbiedniejszej części społeczeństwa», stwierdził Biskup Dinajpuru. W diecezji pracuje 45 duchownych i ponad 100 zakonników; teraz, zgodnie z informacją podaną przez Biskupa, żyją w strachu.

PKWP

tłum. es-pl: Aneta Piechnik